Inwestor, chcąc osiągnąć cel, jakim jest pomnożenie majątku, powinien kierować się dwiema prostymi — przynajmniej w teorii — zasadami. Pierwsza i najważniejsza to zasada zachowania kapitału. Truizmem jest przypomnienie bolesnych zasad matematyki, że do odbudowania 50-procentowej straty potrzebny jest zarobek w wysokości 100 proc. Druga, nie mniej istotna, skłania inwestora do poszukiwania najwyższego możliwego zwrotu z zainwestowanego kapitału. Do tej pory mieszanka podstawowych składników portfela, czyli akcji, obligacji i depozytów dawała możliwość osiągania zwrotów powyżej stopy wolnej od ryzyka, równej oprocentowaniu obligacji skarbowych. Ostatnio jednak na horyzoncie inwestycyjnym pojawiły się ciemne chmury. Ale po kolei.
Od początku wieku żyjemy w środowisku niespotykanie niskich stóp procentowych. Zaczęło się od amerykańskiego Fedu, próbującego pobudzić gospodarkę po pęknięciu bańki internetowej i zamachach terrorystycznych. Pozostała część planety funkcjonowała jeszcze w środowisku normalnych rentowności. Prawdziwy problem pojawił się po zapaści systemu w 2008 r.
Walcząc z kryzysem, banki centralne podjęły decyzje o elektronicznym drukowaniu pieniędzy. Wszystko w celu utrzymania płynności systemów bankowych i osłabienia lokalnych walut względem pozostałych krajów dla zwiększenia przewagi konkurencyjnej na globalnym rynku wymiany dóbr. Dążenie do „zepsucia” własnej waluty względem innych w połączeniu z cyklicznym spowolnieniem gospodarczym i awersją do podejmowania ryzyka przez inwestorów stały się prawdziwą mieszanką wybuchową.
W niepewnych czasach pieniądz zawsze poszukuje bezpiecznej przystani. W środowisku zerowych stóp procentowych i nadpłynności systemu bankowego każdy dochód jest okazją inwestycyjną. W niektórych krajach uznanych za bezpieczne rentowności obligacji krótkoterminowychspadły poniżej zera, a moda na fundusze obligacji rynków wschodzących i skala napływu pieniędzy do tej klasy aktywów zaczynają przypominać sytuację z 2007 r. na rynku akcji. Dość powiedzieć, że rentowność brazylijskich dwulatek znajduje się na poziomie 3,7 proc., przy prognozowanej inflacji przekraczającej 5 proc.
To właśnie inflacja może być w najbliższych latach kluczowym słowem, odmienianym przez inwestorów przez wszystkie przypadki. Nadmiar pieniądza duszony do tej pory w systemie bankowym musi w końcu trafić do realnej gospodarki, windując ceny dóbr i usług. Utrzymanie realnej wartości kapitału zmusi inwestorów do poszukiwania bardziej ryzykownych aktywów niż obligacje rządowe i depozyty. Pierwsze objawy obserwujemy już w firmach ubezpieczeniowych, planujących portfele środków własnych na przyszły rok. Wypracowanie technicznej stopy zwrotu na poziomie 5 proc. przy rentownościach 4-4,5 proc. będzie wymagało zwiększenia zaangażowania w części akcyjnej. Podsumowując, przyszły rok może pozytywnie zaskoczyć posiadaczy akcji. Cyklicznie zbliżamy się do dołka w realnej gospodarce, więc może to być dobry czas na zerwanie bezpiecznych lokat bankowych i poszukanie wyższych rentowności.
Kalendarium
Poniedziałek
USA — indeks ISM dla usług
Wtorek
USA — wybory prezydenckie
Strefa euro — indeks PMI dla usług
Bank Handlowy — raport finansowy za III kwartał
Środa
Polska — decyzja RPP w sprawie stóp procentowych
Strefa euro — sprzedaż detaliczna
Bogdanka — raport finansowy za III kwartał
TVN — raport finansowy za III kwartał
Czwartek
Strefa euro — decyzja EBC w sprawie stóp procentowych
USA — bilans handlu zagranicznego
USA — wnioski o zasiłek dla bezrobotnych
JSW — raport finansowy za III kwartał
Piątek
Niemcy — inflacja konsumencka