Czas pracy będzie jeszcze skrócony
Kolejna nowelizacja kodeksu pracy przyniosła pięciodniowy tydzień pracy oraz trzyletni program redukcji tygodniowej normy pracy. Dzięki temu pracodawcy będą mogli dostosowywać czas pracy do potrzeb swoich przedsiębiorstw. Jednak fachowcy postulują dalszą nowelizację prawa pracy, które wciąż jest sztywne i nie przystaje do potrzeb firm.
W maju, zgodnie z ustawą z 1 marca 2001 r. o zmianie ustawy Kodeks pracy, weszły w życie nowe przepisy dotyczące regulacji czasu pracy. Wprowadzają one pięciodniowy tydzień pracy, który odtąd ma obowiązywać w każdym z istniejących w polskim prawie systemów pracy, zarówno ciągłym jak i zmianowym. Nowa regulacja przyniosła także program redukcji tygodniowej normy pracy. Obecna norma tygodniowa, 42 godziny, będzie zmniejszana w ciągu kolejnych dwu lat do odpowiednio 41 i 40 godzin.
— Wynagrodzenie w stałej miesięcznej wysokości pozostanie bez zmian. W przypadku, gdy podstawą ustalania wynagrodzenia były na przykład stawki godzinowe, które wskutek redukcji czasu pracy uległy zmniejszeniu, przewiduje się podwyższenie ich do wysokości zapewniającej wynagrodzenie nie niższe niż dotychczas — tłumaczy Grzegorz Orłowski, mecenas z kancelarii Patulski, Orłowski i Partnerzy.
Jego zdaniem, w nowych warunkach niektórzy pracodawcy mogą mieć problemy z ustalaniem rocznej normy pracy.
— Istnieje wzór, dzięki któremu można ustalić przewidywany czas pracy pracownika. Wystarczy od liczby dni w roku odjąć niedziele, soboty oraz inne dni świąteczne, a następnie uzyskany wynik pomnożyć przez osiem — radzi Grzegorz Orłowski.
Wchodzeniu w życie nowych regulacji towarzyszą zazwyczaj wątpliwości związane z interpretacją przepisów. W przypadku tej nowelizacji, problemy interpretacyjne wywołały niejednoznaczne unormowanie skutków redukcji godzin pracy przepracowanych w tygodniu. Rodzi się bowiem pytanie, czy tydzień pracy ma wynosić 5 dni w każdym tygodniu, czy też przeciętnie 5 dni w określonych tygodniach.
— Norma tygodniowa, czyli pięciodniowy tydzień pracy, jest normą przeciętną, nie zaś maksymalną. W praktyce oznacza to możliwość wydłużania czasu pracy w pewnych okresach oraz skracanie w innych — mówi Grzegorz Orłowski.
— Obecny kształt nowelizacji nie w pełni realizuje pierwotny zamysł twórców ustawy, postulujących całkowite uelastycznienie norm regulujących czas pracy. Nowe zasady powinny być jednakowe dla różnych systemów, podobnie jak w regulacjach unijnych. Dyrektywa z 1993 r. zakłada, że czas pracy nie może przekraczać 48 godzin w tygodniu, zaś pracownik ma zagwarantowane 2 dni wolne od pracy. Ten zapis pozwala państwom UE dowolnie kształtować inne kwestie związane z czasem pracy — informuje Grzegorz Orłowski.
Podkreśla, że w UE redukcji normy tygodniowej towarzyszyło, zgodnie z zaleceniami dyrektywy, wydłużanie okresu rozliczeniowego. Podobnie polski trzymiesięczny okres rozliczeniowy powinien być rozszerzony do 12 miesięcy.
Potrzeba dalszych zmian kodeksu pracy wydaje się oczywista.
— Sąd Najwyższy, zajmujący się wykładnią przepisów prawa pracy, często jest zmuszany do uciekania się w orzecznictwie do logiki niż do brzmienia przepisów. Potwierdza to niedostosowanie przepisów do potrzeb praktyki — uważa Andrzej Patulski, prof. dr hab. z kancelarii Patulski, Orłowski i Partnerzy.
Przyznaje, że polskie prawo pracy całkowicie nie przystaje do rzeczywistości. Wskutek tego orzecznictwo dla potrzeb praktyki tworzy różne dziwne konstrukcje prawne, typu: czas pracy po normalnym czasie pracy nie będący czasem pracy w godzinach nadliczbowych. Wskazuje to na konieczność szybkiej asymilacji standardów unijnych przez polskie prawo — podsumowuje Andrzej Patulski.
Magdalena Kot
[email protected] % (22)3342065