Daleka perspektywa wejścia Polski do strefy euro oznacza chude lata dla takich eksporterów, jak Groclin, który zdecydowaną większość produkcji kieruje na Zachód. Planowane nasilenie działań marketingowych, zwiększenie produkcji i optymalizacja kosztów wytwarzania prawdopodobnie nie wpłyną na znaczącą poprawę wyników. Nastąpi ona być może dopiero w momencie wyeliminowania ryzyka walutowego i wyraźnego obniżenia kosztów.
Producent poszyć do foteli samochodowych z Grodziska Wielkopolskiego jeszcze w 2004 r. został uznany za giełdową spółkę roku (plebiscyt instytutu Pentor dla „Pulsu Biznesu”). Od tamtego czasu wyniki finansowe Groclinu słabły oraz bardziej. Duże znaczenie dla dalszego funkcjonowania spółki ma zastój w branży motoryzacyjnej, który obniża rentowność podpisywanych kontraktów. Wpływ ma także ryzyko zmian w przepisach dotyczących dotacji dla firm zatrudniających osoby niepełnosprawne.
W tym roku sprzedaż co prawda rośnie, ale zyski dramatycznie spadają. Po trzech kwartałach przychody ze sprzedaży wyrażone w euro były wyższe o 10,1 proc. niż rok wcześniej, w złotych wzrosły już tylko o 6,2 proc. W dłuższym terminie euro okazuje się coraz mniej warte, tymczasem Groclin ponosi większość kosztów w złotych. Przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty wyeliminowałoby negatywny wpływ umacniania się złotego i wahań kursowych na wyniki Groclinu.
Jednak nawet gdyby Polska spełniła wszystkie kryteria wejścia do unii walutowej i szybko przyjęła wspólny pieniądz, Groclin prawdopodobnie i tak przeniósłby całą produkcję na Ukrainę. Zmusza go do tego wizja rosnących kosztów płac. Pomysł wydaje się bardzo dobry, ale być może spóźniony. Na jego rezultaty trzeba będzie poczekać kilka lat.
Z kilku tysięcy pracowników zatrudnionych przez Groclin w Polsce pozostanie kilkuset w centrum technologiczno-badawczym i w centrum logistycznym. Brutalna prawda jest taka, że głównym celem prywatnych spółek giełdowych nie jest tworzenie miejsc pracy, ale maksymalizacja zysków dla akcjonariuszy. Przenoszenie pracy z krajów bardziej rozwiniętych, gdzie jej koszty są coraz wyższe, do krajów biedniejszych, gdzie za tę samą pracę płaci się mniej, można ze społecznego punktu widzenia uznać za uboczny efekt globalizacji. Natomiast z punktu widzenia spółek prywatnych tańsza siła robocza obniża koszty, dając wyższe zyski. W przypadku Groclinu mówi się o dużych perspektywach rynków wschodnich (prognozy sygnalizują tam wzrost sprzedaży aut), ale ten argument wydaje się nieco naciągany, wszak odbiorcami spółki są firmy zachodnie.