Czas szykować grunt pod biznes z USA

opublikowano: 13-06-2013, 00:00

Unia Europejska szykuje umowę o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Polskie firmy powinny zadbać o swoje interesy

Prawdopodobnie tuż po szczycie G8 w ulsterskim Lough Erne, zaplanowanym na 17-18 czerwca 2013 r., przywódcy Unii Europejskiej (UE) i Stanów Zjednoczonych ogłoszą rozpoczęcie rozmów w sprawie umowy o wolnym handlu. Irlandzka prezydencja wyznaczyła bowiem 18 czerwca jako datę przyjęcia tzw. mandatu negocjacyjnego dla Komisji Europejskiej (KE). Tego dnia odbędzie się w Luksemburgu posiedzenie rady ds. zagranicznych. Ma zatwierdzić mandat, czyli zakres spraw, które UE będzie chciała uregulować w umowie.

— Mimo względnie niskiego poziomu wzajemnych obrotów umowa będzie miała poważny wpływ na Polskę ze względu na naszą pozycję w europejskim łańcuchu dostaw. Niemcy są jednym z kluczowych partnerów handlowych dla Stanów Zjednoczonych i największym dla Polski. Ponadto redukcja barier pozataryfowych będzie miała bezpośredni wpływ na firmy amerykańskie prowadzące handel z Polską i stworzy nowe szanse dla średnich spółek, które w innym przypadku byłyby odstraszone kosztownymi wymogami normatywnymi — mówił wczoraj Józef Wancer, przewodniczący Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

Lepiej nie zwlekać

Szczególnych szans rozwoju polskich firm izba upatruje w sektorach lotniczym, telekomunikacyjnym, maszynowym i urządzeń medycznych. Im szybciej firmy zaakcentują swoje interesy związane z negocjowaną umową, tym lepiej — choć nie trzeba zdążyć przed przyjęciem mandatu.

— Możliwość wpłynięcia na warunki umowy nie przepadnie — podkreśla Wojciech Sudoł, naczelnik wydziału ekonomicznych aspektów polityki handlowej w Ministerstwie Gospodarki.

— Mandat jest dość ogólny, zajmuje dosłownie kilka stron. Dopiero w ramach negocjacji poruszane są sprawy szczegółowe — wyjaśnia Tomasz Włostowski, partner w brukselskiej kancelarii EU Trade Defence, zajmującej się reprezentowaniem firm w takich negocjacjach. Wnioski można zgłaszać w toku całych negocjacji, choć — aby mieć realne szanse na wzięcie ich pod uwagę — należy to zrobić przed rozpoczęciem rozmów planowanym na jesień. Jakub Wojnarowski, wicedyrektor Konfederacji Lewiatan, który kilka tygodni temu uczestniczył w spotkaniu przedstawicieli Amerykańskiej Izby Handlowej (American Chamber of Commerce) i paneuropejskiej organizacji przedsiębiorców BusinessEurope, uważa, że czas niepokojąco ucieka.

— Firmy europejskie, nie tylko polskie, jeszcze się nie obudziły. Nie dostrzegają skutków, jakie może przynieść ta umowa. Zaangażowanie firm amerykańskich jest o wiele większe — zwraca uwagę Jakub Wojnarowski. Zaznacza, że Lewiatan na razie nie zamierza angażować się w popieranie konkretnych interesów.

— Reprezentujemy różne branże, które mają odmienne stanowiska — wyjaśnia Jakub Wojnarowski.

Krok po kroku

Polskie firmy mogą przekazywać swoje postulaty do Ministerstwa Gospodarki. To ono ma pilotować sprawę uwzględnienia polskich interesów na szczeblu unijnym.

— Zainteresowane firmy powinny nam wskazać, że jeśli umowa przybierze taki, a taki kształt, to może mieć takie, a takie skutki. Sprawa nie musi dotyczyć ogromnych pieniędzy. Później trzeba być z nami w kontakcie, bo jeśli coś będzie szło źle, będziemy potrzebowali dodatkowych argumentów — wyjaśnia Wojciech Sudoł.

— Z mojego doświadczenia wynika, że najpierw trzeba się zorganizować, a potem działać.Trzeba się zastanowić, jak przedstawić swój problem na poziomie całej UE — radzi Tomasz Włostowski. Według urzędnika i prawnika, absolutną podstawą jest zidentyfikowanie swojego problemu pod względem formalnym.

— Polskie firmy nie potrafią lobbować w takich sprawach najczęściej dlatego, że nie rozumieją, na czym od strony prawnej polega ich problem. Nie potrafią konkretnie go wyartykułować ani zaproponować rozwiązania. Wielu polskich przedsiębiorców uważa, że to zadaniem rządu jest zgadywanie, co leży w interesie firm i jak im pomóc. Ale skoro oni tego nie wiedzą, skąd może to wiedzieć rząd czy KE — mówi Tomasz Włostowski.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Radzi, by po zidentyfikowaniu problemu ustalić, kogo jeszcze dotyczy. Warto działać wspólnie z konkurentami, a nawet firmami z zupełnie innych branż. Te drugie, od strony formalnej mogą mieć bowiem identyczne bolączki. Nie należy poprzestawać na Polsce, ale szukać sojuszników w innych państwach UE. Wtedy sprawą zajmą się tamtejsze odpowiedniki naszego Ministerstwa Gospodarki. To zaś zwiększa szansę na sukces. Nie należy też zapominać o bezpośrednich naciskach na KE. Niektóre branże mają paneuropejskie stowarzyszenia, które mogą się tym zająć. Branże, które takich organizacji nie mają, lub biznesowe koalicje zwoływane ad hoc korzystają z usług wyspecjalizowanych kancelarii prawnych i firm lobbingowych. Warto też pamiętać o posłach do Parlamentu Europejskiego (PE).

— Choć negocjacje będzie prowadzić KE, to jej przedstawiciele będą składali raport przed komisją handlu zagranicznego PE. Jeśli koalicja, zabiegając o jakąś kwestię, zmobilizuje ministerstwa kilku państw i ich europosłów, to KE nie będzie na to obojętna — mówi Tomasz Włostowski.

— Kiedy tekst umowy zostanie uzgodniony, PE otrzyma go do ratyfikacji i będzie mógł powiedzieć: tak lub nie. Ale już na etapie negocjacji będzie miał dostęp do informacji i posłowie będą mogli wskazać granice akceptacji treści umowy — dodaje Paweł Zalewski, wiceprzewodniczący komisji handlu międzynarodowego PE.

Atakować i blokować

Polskie przedsiębiorstwa mogą mieć dwa typy interesów związanych z umową o wolnym handlu. Interesy ofensywne sprowadzają się do chęci wejścia na rynek amerykański lub dokonywania tam zakupów, które obecnie są niemożliwe. Interesy defensywne polegają na obronie przed amerykańską konkurencją, która w wyniku podpisania umowy o wolnym handlu może uzyskać łatwiejszy dostęp do rynku UE. W trakcie negocjacji umów o wolnym handlu obu stronom najłatwiej jest manipulować stawkami celnymi. Warto jednak pamiętać, że istotą takich porozumień jest znoszenie ceł. Wyłączenie konkretnych grup produktowych z redukcji ceł dotyczy więc towarów, które strony umowy uważają za szczególnie ważne dla swoich interesów. Zmiany w zakresie pozostałych stawek celnych można co najwyżej odłożyć w czasie. Zabiegając o korzystne regulacje, warto więc zwrócić uwagę na tzw. aspekty regulacyjne. Istnieje bowiem wiele wymogów formalnych, które utrudniają działalność na rynkach zagranicznych.

— Świadomość tej kwestii jest w Polsce niewielka, ale konkurencja na rynkach międzynarodowych w coraz większym stopniu odbywa się na poziomie regulacji i standardów technicznych. To im firmy powinny się przyjrzeć, bo często pozornie neutralne regulacje pośrednio preferują dane produkty. Dodatkowo, w Stanach Zjednoczonych ogromną rolę w wielu sektorach gospodarki odgrywa prawo stanowe. Warto też przyjrzeć się kwestiom wizowym. Firma zainteresowana ekspansją za oceanem będzie miała małą korzyść z otwarcia tam biura, jeżeli nie będzie mogła wysłać do niego menedżerów. W większości umów handlowych zawieranych przez Stany Zjednoczone jest część poświęcona ruchowi biznesowemu i z naszego punktu widzenia może to być istotny element negocjacji ważny dla wszystkich branż — podpowiada Tomasz Włostowski.

Jego zdaniem, dużo trudniej jest artykułować interesy obronne, gdyż w dużej mierze dotyczą problemów, które na razie nie występują i trzeba je po prostu przewidzieć. Jednym z najważniejszych narzędzi obrony przed amerykańską konkurencją jest zapisanie w umowie monitoringu importu.

— KE miałaby wtedy obowiązek przedstawić co jakiś czas raport na temat skali importu określonego produktu ze Stanów Zjednoczonych. Jego wzrost powyżej pewnego poziomu mógłby zablokować spadek ceł lub spowodować ich przywrócenie. Opcji tego typu jest naprawdę dużo, ale trzeba być kreatywnym — mówi Tomasz Włostowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu