Czas zmienić podejście do polis ogniowych

opublikowano: 17-12-2019, 22:00

Na podstawie dużych szkód w sektorze metalowym można wysnuć wniosek, że selekcja ryzyka pożarowego oparta na podziale branżowym przestaje się sprawdzać

Przedsiębiorstwom, które w swojej działalności mają do czynienia z drewnem, niełatwo ubezpieczyć się na wypadek pożaru. Problemu z tym nie mają podmioty z sektora metalowego. Tymczasem to w spółkach z tej drugiej branży w ostatnim czasie pojawiły się duże szkody.

Każde przedsiębiorstwo, mimo że może być zaliczane do tego
samego segmentu, ma swoją specyfikę. Do tego wystarczy drobna modyfikacja, żeby
poziom ryzyka w przypadku danego podmiotu się zmienił — mówi Anna Świątek,
dyrektor departamentu ubezpieczeń majątkowych dla firm w AXA.
Zobacz więcej

KAŻDA FIRMA JEST INNA:

Każde przedsiębiorstwo, mimo że może być zaliczane do tego samego segmentu, ma swoją specyfikę. Do tego wystarczy drobna modyfikacja, żeby poziom ryzyka w przypadku danego podmiotu się zmienił — mówi Anna Świątek, dyrektor departamentu ubezpieczeń majątkowych dla firm w AXA. Fot. ARC

Stara szkoła

Od lat ubezpieczyciele dzielą firmy na mniej i bardziej podatne na pożar, posiłkując się przede wszystkim kodami PKD (Polska Kwalifikacja Działalności).

— W praktyce korporacyjnych ubezpieczeń majątkowych, w których za główne ryzyko mogące wywołać dużą szkodę uważa się pożar, zwykło się dzielić rodzaje ryzyka na mniej lub bardziej wrażliwe, głównie przez pryzmat prowadzonej działalności — przyznaje Anna Świątek, dyrektor departamentu ubezpieczeń majątkowych dla firm w AXA.

— W polisach firmowych jednym z podstawowych elementów oceny ryzyka jest branża klienta, określana właśnie przez kody PKD. Każdy ubezpieczyciel, posiłkując się nimi, dzieli firmy na trzy grupy: ubezpieczane chętnie, podwyższonego ryzyka oraz takie, których nie ubezpieczy — wtóruje jej Tomasz Bartczak z ANG Spółdzielni.

Przy tym niektóre branże od lat uznawane są przez ubezpieczycieli za ryzykowne.

— To przede wszystkim sektor produkcji mebli, tartaki, utylizacja odpadów, produkcjamięsa czy farmy wiatrowe — wymienia Agnieszka Michałowska, dyrektor działu klienta strategicznego w Marsh Polska.

Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych (SPBUiR), dodaje do tego jeszcze magazyny wysokiego składowania oraz firmy zajmujące się produkcją i przetwarzaniem materiałów wybuchowych.

— Przy tym magazyny dołączyły do tej listy w ostatnich latach. Wynika to z faktu, że koncentracja ryzyka w ich przypadku jest bardzo duża, a w związku z tym prawdopodobieństwo szkody całkowitej jest wysokie — mówi Łukasz Zoń.

Dodaje, że czarna lista sektorów, które mają utrudniony dostęp do ubezpieczeń, istnieje od lat. — Nie jest to jednak stały wykaz konkretnych branż, których działalności w ogóle nie można ubezpieczyć. Wszystko zależy od koniunktury rynkowej i ewolucji zagrożeń, a także zmian w strategii zarządzania ryzykiem i underwritingu poszczególnych ubezpieczycieli. Istotna jest również strategia sprzedażowa towarzystwa — zwraca uwagę Łukasz Zoń.

Uśpiona czujność

Generalnie jednak wielu ubezpieczycieli sztampowo podchodzi do firm działających w branżach powszechnie uznawanych za bezpieczne, a bardzo skrupulatnie ocenia te spółki, które działają w sektorach, w których ryzyko pożaru jest największe. Często wystarczy jedna duża szkoda w danej branży, żeby działające w niej firmy trafiły na czarną listę.

— W dziedzinie ochrony mienia większość towarzystw ma dość konserwatywne podejście i bazuje na historycznych danych Niektóre branże od lat uznawane są przez ubezpieczycieli za ryzykowne. To przede wszystkim sektor produkcji mebli, tartaki, utylizacja odpadów, produkcja mięsa czy farmy wiatrowe. szkodowości. Mimo że stale monitorują one zmiany rynkowe i sytuację gospodarczą w poszczególnych branżach, to korekty nie są wprowadzane na bieżąco — mówi Łukasz Zoń.

Coraz częściej ubezpieczyciele zaczynają jednak zdawać sobie sprawę z tego, że trzeba postawić na nowy sposób oceny ryzyka, ponieważ dotychczasowe podejście zawodzi. Branża metalowa jest tego najlepszym przykładem.

— Zmieniają się procesy, rośnie ich automatyzacja, pojawiają się coraz to bardziej nowoczesne maszyny, a poza tym w produkcji wyrobów uważanych za metalowe coraz więcej jest części plastikowych. Do tego dochodzi także malowanie, lakierowanie i galwanizacja. To wszystko sprawia, że firmy z sektora metalowego przestają być tak bezpieczne, jak się do tej pory utarło. Występujące w ostatnim czasie duże szkody są tego najlepszym potwierdzeniem. Kluczowe znaczenie przy ocenie przedsiębiorstwa ma zatem nie tylko rodzaj działalności, ale przede wszystkim jakość ryzyka, która przez ubezpieczycieli rozumiana jest jako wypadkowa wielu aspektów mających wpływ zarówno na możliwość wystąpienia wypadku, jak i na rozmiar potencjalnych strat wskutek danego zdarzenia. Chodzi m.in. o konstrukcję budynków, wielkość stref pożarowych, posiadanie automatycznych zabezpieczeń, organizację i specyfikę procesu produkcyjnego, sposób, w jaki dba się o bezpieczeństwo w przedsiębiorstwie, położenie geograficzne, sąsiedztwo zakładu i tym podobne — wymienia Anna Świątek.

Dodaje, że często wystarczy drobna zmiana w procesie produkcyjnym, np. wymiana wysłużonej kluczowej maszyny na nową, lepszą, bardziej wydajną, a ryzyko związane z bezpieczeństwem i ciągłością działania może się diametralnie zmienić.

Serwis inżynierski

Zdaniem ubezpieczycieli obecnie kluczowe jest postawienie na jakość serwisu inżynierskiego, który powinien rozpoznawać zagrożenia, skrupulatnie przyglądając się każdej spółce z osobna, biorąc pod uwagę jej całokształt — a więc złożoność procesu produkcyjnego, poziom zabezpieczeń, technologię, w której działa, oraz uwarunkowania lokalne.

3650b480-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Ubezpieczeniowe wieści
Newsletter, który dostarczy informacji na temat tego, co dzieje się w branży ubezpieczeń.
ZAPISZ MNIE
Ubezpieczeniowe wieści
autor: Karolina Wysota
Wysyłany co dwa tygodnie
Karolina Wysota
Newsletter, który dostarczy informacji na temat tego, co dzieje się w branży ubezpieczeń.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Od kilku lat sygnalizujemy, że inżynieryjna ocena ryzyka, czyli tzw. risk engineering, to jeden z kluczowych aspektów wyceny kosztu składki i zakresu ochrony. Ubezpieczyciele zaczęli zmieniać podejście do oceny ryzyka — to ostatnie obecnie się wzmocniło. Underwriter nie przedstawi oferty bez pozytywnej opinii swojego inżyniera. Dotyczy to nie tylko tzw. ryzykownych branż, ale już w zasadzie każdego rodzaju działalności: produkcyjnej, magazynowej czy transportowej — tłumaczy Agnieszka Michałowska.

Dodaje, że Marsh w ramach obsługi klientów wypracował model zarządzania ryzykiem ubezpieczeniowym, który zakłada ocenę inżynieryjną pod względem zabezpieczeń przeciwpożarowych, ciągłości działania i bezpieczeństwa procesowego. Te elementy, obok profilu działalności czy produkcji, a także wyników finansowych, są kluczowe do przedstawienia ryzyka ubezpieczycielom i tym samym wypracowania optymalnych warunków ochrony. W niektórych przypadkach risk engineering jest warunkiem otrzymania ochrony.

KOMENTARZ PARTNERA SEKCJI

Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie

Bartłomiej Mateńka, dyrektor departamentu inżynierów oceny ryzyka, Generali

Od wielu lat ubezpieczyciele bazują na rodzaju prowadzonej działalności (np. PKD) jako uniwersalnej formie zgrubnej selekcji ryzyka w ubezpieczeniach majątkowych.

Statystycznie może to znajdować swoje uzasadnienie, ponieważ często słyszymy o pożarach na wysypiskach śmieci, w tartakach czy zakładach produkcji spożywczej. W Generali staramy się kłaść większy nacisk na szeroko rozumianą techniczną diagnostykę ryzyka ubezpieczeniowego. Uzasadnienie dla takiego działania znajdujemy, badając statystyki lub bazy dużych pożarów, a także na podstawie aktualnych realiów rynku inwestycyjnego.

Pierwszy składnik naszych założeń w przyjętej strategii oceny ryzyka to fakt, że zaskakująco dużo szkód powstało w ostatnich latach w branżach od dekad uznawanych za docelowe i bezpieczne. Drugi składnik przyjmowany do analizy to nowoczesne koncepcje inwestycji obejmujące optymalizację kosztów i wykorzystanie nowoczesnych technologii budowlanych. Na rynku dostępne są rozwiązania techniczne pozwalające budować szybko i tanio budynki o dobrych parametrach izolacyjności cieplnej, co przekłada się na niższe koszty eksploatacji. Niestety, ma to swoje minusy, ponieważ zazwyczaj są to konstrukcje palne i nieodporne na działanie ognia.

Rodzaj prowadzonej działalności generuje określone ryzyko produkcyjne i procesowe, co np. w branży metalowej może wiązać się z procesami malowania, lakierowania czy nanoszenia innych powłok podczas galwanizacji. Aktualnie bardzo trudno jest zakładać, że na podstawie analizy samego rodzaju działalności jesteśmy w stanie wyselekcjonować dobre i bezpieczne ryzyko oraz — co za tym idzie — dopasować do niego cenę. W obecnych realiach nie unikniemy budynków wykonanych z wykorzystaniem palnych materiałów izolacyjnych, dużej ilości instalacji elektrycznych czy maszyn i urządzeń wykorzystujących prąd elektryczny. Są to potencjalne przyczyny zapłonu i pożaru — a zwarcie w instalacji nadal znajduje się w czołówce powodów. Palne konstrukcje budynków rozprzestrzeniają ogień niezależnie od rodzaju prowadzonej w nich działalności i prowadzą do zniszczenia całego majątku w danej strefie. Zainteresowanych odsyłam do ciekawego przypadku pożaru producenta śrub i nakrętek w Brochocinku w 2016 r. Opis zdarzenia i galeria zdjęć dostępnych w sieci ukazuje typowy przypadek pożaru rozprzestrzeniającego się przez palną izolację ścian zewnętrznych i dachów, a nie nagromadzenie materiału palnego wewnątrz budynków.

Przyszłość rynku ubezpieczeń majątkowych i strategia oceny ryzyka zmierza nieuchronnie do rozpatrywania każdego przedmiotu ubezpieczenia indywidualnie. Uważam, że nadchodzące zmiany w podejściu ubezpieczycieli do oceny ryzyka będą kładły nacisk na oceny dobrze wykwalikowanych inżynierów oceny ryzyka, w tym tych, którzy specjalizują się w określonych branżach i systemach zabezpieczeń. Dlatego w Generali dbamy o to, by mieć na pokładzie takich ekspertów i rozwijać ten dział. Stanowią oni wartość dodaną nie tylko dla nas jako ubezpieczyciela, ale też wspierają naszych klientów w zapobieganiu zdarzeniom o negatywnych skutkach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu