Czasami traktor, czasami motocykl

Dorota Gąsowska
opublikowano: 2006-11-02 00:00

Moda na quady w Polsce upowszechnia się, a wielcy producenci stawiają czoła taniej konkurencji z Chin i Korei.

Najwięksi producenci — Suzuki, Yamaha, Honda i Bombardier — rocznie sprzedają w Polsce około 350 sztuk quadów (nazywanych także czterokołowcami i ATV-ami od „all-terrain vehicle”). Sprzedaż ich tanich konkurentów z Chin, Tajwanu i Korei wynosi w naszym kraju 2-3 tys. sztuk. Decyduje niższa cena, ale nie tylko. Wpływ na popyt ma także możliwość zarejestrowania odpowiednio zmodyfikowanego czterokołowca.

W swojej podstawowej formie quady nie mają m.in. kierunkowskazów i prędkościomierza, nie mogą więc uzyskać homologacji i być zarejestrowane. Nie mają także mechanizmu różnicowego, przez co jazda po nawierzchni utwardzonej jest dla kierującego niebezpieczna.

— Czołowi producenci niechętnie zgadzają się, by quady były dostosowywane do jazdy po utwardzonych drogach. Koreańscy czy chińscy producenci nie zważają na to i tak modyfikują pojazdy, aby mogły zostać zarejestrowane. Boimy się, że quady zaczną masowo jeździć po ulicach, co oznacza więcej wypadków — mówi Paweł Iwanicki, dyrektor działu sprzedaży motocykli w Suzuki.

Producenci już raz musieli zmierzyć się z podobną sytuacją. Pojazdy typu ATV zostały wymyślone na potrzeby rynku amerykańskiego na początku lat 80. Początkowo miały trzy koła, przez co były bardzo podatne na wywracanie się. Wraz ze wzrostem popularności zwiększała się także liczba wypadków z ich udziałem. Wprowadzenie w USA zakazu poruszania się quadami wymusiło na producentach ich modyfikację — pojazdy otrzymały czwarte koło, dzięki czemu stały się bezpieczniejsze.

W tyle za UE

W polskim prawie nie ma przejrzystych przepisów regulujących rejestrację czterokołowców. Utrudnione jest uzyskanie homologacji pojazdów np. z powodu braku lusterek. „Tańsi” producenci znaleźli na to sposób i modyfikują quady. Następnie są one rejestrowane jako motocykle lub... jako ciągniki rolnicze. Działają także firmy, które modyfikują je np. w Niemczech, tam rejestrują i ściągają do Polski jako zarejestrowane w UE.

— Kraje unijne dawno już rozwiązały ten problem, wprowadzając dyrektywę, która definiuje takie pojazdy jako „samochodowe inne” oraz wprowadzając instytucję homologacji jednostkowej. Część producentów zdecydowała się na produkcję pojedynczych modeli z homologacją (m.in. Yamaha i Polaris). Natomiast modele niemające homologacji producenta mogą ją uzyskać w drodze homologacji jednostkowej. Oznacza to, że zakupiony quad może być odpowiednio przygotowany do uzyskania homologacji w specjalistycznej stacji diagnostycznej. Szczególnie ważne jest, że pojazd przechodzi badanie techniczne dopuszczające go do użytkowania na drogach publicznych. Po odpowiednim przygotowaniu pojazdy są rejestrowane — twierdzi Filip Walczak, kierownik sprzedaży i marketingu w Mitsui Motor Polska, wyłącznego przedstawiciela firmy Yamaha w Polsce.

Tymczasem polskie prawo nie ma podobnych rozwiązań. Nie oznacza to jednak, że quadów w Polsce nie daje się zarejestrować.

— Można to zrobić, wykorzystując przepisy o imporcie jednostkowym. W praktyce oznacza to, że chociaż oficjalnie quady nie mają homologacji i nie mogą być rejestrowane, mogą taką rejestrację uzyskać, jeśli pochodzą z szarego importu. W efekcie rejestrowane są pojazdy, które nie przechodzą specjalistycznych badań technicznych, a mimo to zostają uprawnione do poruszania się po drogach publicznych. Z punktu widzenia bezpieczeństwa użytkowników — nic gorszego nie może się wydarzyć — zauważa Filip Walczak.

Rynek do wzięcia

Zainteresowanie quadami w Polsce rośnie. Producenci dzielą je na pojazdy o charakterze sportowym i użytkowym. Quady z pierwszej grupy mają napęd tylko na tylną oś i przeznaczone są do poruszania się na niezbyt wymagającym terenie. Maszyny z drugiej kategorii mają napęd na cztery koła i dobrze radzą sobie w bardzo trudnym terenie.

— Obecnie w Polsce mamy głównie do czynienia z typowo rekreacyjnym i sportowym wykorzystaniem quadów. Z miesiąca na miesiąc ich sprzedaż w Polsce wzrasta, można nawet powiedzieć, że nastała moda na tego typu pojazdy. Wzorem Europy Zachodniej, gdzie pojazdy te od wielu lat robią furorę, powstają organizacje i kluby zrzeszające miłośników quadów — opowiada Filip Walczak.

Światowi producenci nie chcą przegapić swojej szansy, dlatego muszą odpowiedzieć na potrzeby polskiego rynku. W naszym kraju wciąż decyduje cena, a kupujący chcą, by pojazdy miały homologację i aby można je było zarejestrować. Tym bardziej że odbiorcami są głównie policja, ratownicy górscy, straż pożarna, wojsko, leśnicy.

— Czterokołowce są modne. Rynek się rozwija, a śmietankę spijają producenci chińscy i koreańscy. Dlatego ci „wielcy” prawdopodobnie się odblokują i będą modyfikować quady w swoich fabrykach — sumuje Paweł Iwanicki.