W czwartek, gdy Ben Bernanke ogłosił, że Fed ponownie zainterweniuje na rynku długu, wielu inwestujących w polskie spółki zapewne żałowało, że nie obstawiało właśnie takiego scenariusza.

Powodów do niezadowolenia znajdującym się poza rynkiem dało już same otwarcie piątkowej sesji, kiedy indeks WIG20 przywitał inwestorów ponad 50-punktową luką hossy. Pod koniec piątkowej sesji było jasne, że trend na giełdach jest na skraju odwrócenia, a przy takim tempie zwyżek trzeba się spieszyć z dołączeniem do tego ruchu. Jednak wczorajsza oraz poniedziałkowa sesja zakończyły się nieznacznymi spadkami głównych giełdowych indeksów, co można przypisać przede wszystkim chęci szybkiej realizacji zysków. Wyhamowanie wzrostu może stanowić dobrą okazję do zajęcia długich pozycji na rynku akcji. Z drugiej strony po skokowym wzroście z piątku sceptyczni inwestorzy mogą obstawiać spadki.
Bez względu na to, czy decyzje Fedu i Europejskiego Banku Centralnego skłonią inwestorów do realizacji scenariusza wzrostowego czy spadkowego, to posunięcia władz monetarnych z pewnością powinny wpłynąć na ożywienie rynków. Ben Bernanke i Mario Draghi zrobili wszystko to, czego oczekiwały giełdy. Zapowiedziana została kolejna runda luzowania ilościowego w Stanach Zjednoczonych, a w Europie skupowane będą mogły być obligacje najbardziej zadłużonych państw — i to za zgodą niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. Stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych i Eurolandzie już są na wyjątkowo niskich poziomach. Cóż więcej mogą zrobić bankierzy centralni?
W Europie problem Grecji zszedł na drugi plan, przynajmniej do czasu opublikowania najnowszych raportów z postępu we wdrażaniu reform. W zeszłym tygodniu wybory w Holandii wygrały z dużą przewagą partie prounijne, a przegraną zakończyły kampanie ugrupowań opowiadających się za radykalnymi zmianami w strukturze Unii Europejskiej. Taki sentyment towarzyszy większości państw Starego Kontynentu: liderzy zmuszający do zaciskania pasa wprawdzie tracą poparcie, ale nadal prowadzą w rankingach.
Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w obecnej sytuacji gospodarczo- -politycznej w Europie wizja szybkiego rozpadu Eurolandu została odsunięta w czasie, pomimo że jeszcze kilka miesięcy temu grexit inicjujący reakcję łańcuchową był coraz bardziej realny. Tymczasem na Wall Street indeks S&P500znajduje się na najwyższym poziomie od 4 lat z dobrymi perspektywami na kolejne zwyżki. Tego samego nie można niestety powiedzieć o stanie amerykańskiej gospodarki, gdzie najbardziej martwi stopa bezrobocia, utrzymująca się powyżej 8 proc. przez 43 kolejne miesiące, oraz wolne tempo tworzenia nowych miejsc pracy.
Przemysław Gerschmann
Deutsche Bank PBC