Środowa sesja w USA była kontynuacją wtorkowego przełamania oporów technicznych. W odróżnieniu od naszej giełdy, amerykańskie kolosy zazwyczaj poruszają się tak, jak nakazują formacje techniczne — skoro zostały pokonane ważne opory, to należało oczekiwać kontynuacji. Przed opublikowaniem raportu Fed oceniającego gospodarkę USA (Beżowa Księga) indeksy zaczęły spadać. Nic miłego w tym raporcie nie było. Fed zbierał materiały do 15.04, czyli ostatnie spływały mniej więcej tydzień po tym, jak już było pewne, że wojna się skończyła. W dalszym ciągu nie widać było ożywienia gospodarczego. Rynek przetrawił raport, inwestorzy doszli do wniosku, że mogło być gorzej. Poza tym ożywienie może pojawić się później niż 7 dni po faktycznym zakończeniu wojny. Euforii nie było, ale indeksy rosły.
Wydaje się jednak, że z coraz mniejszym entuzjazmem przyjmowane są lepsze od prognoz wyniki spółek. Po sesji w środę wyniki podało dużo spółek sektora TMT. Właściwie wszystkie były lepsze od prognoz, a reakcja rynku nie była dobra. Czyżby wyczerpał się wzrost indeksów napędzany wynikami? Taka reakcja może być pierwszym sygnałem zmiany postaw inwestorów. Gdyby tak właśnie było, to jeśli indeksy mają nadal wzrastać, impulsem muszą być dane makro.
Wczoraj od rana kontrakty na indeksy amerykańskie wyglądały bardzo słabo. Wpływ mogła mieć nasilająca się epidemia SARS — większość indeksów azjatyckich z tego powodu spadła. Poza tym AMR (właściciel American Airlines) podał olbrzymią stratę (1,04 mld USD). Niewiele pomogła rynkowi zapowiedź szefa Fed Alana Greenspana, że przyjmie nominację na następną kadencję, jeśli taką nominację dostanie. To od samego początku był fałszywy impuls. Niepokoiła bardzo słabość dolara, który wyraźnie tracił do wszystkich walut światowych. W tej sytuacji można było oczekiwać, że wczorajsza sesja w USA zakończy się spadkiem, szczególnie że dane makro były niejednoznaczne, a sytuacja na rynku pracy pogarsza się.
W Europie rynki reagowały na wyniki i ostrzeżenia spółek. Oczekiwanie na korektę w USA mocno ograniczało aktywność inwestorów. Indeksy są w bardzo newralgicznym miejscu z punktu widzenia analizy technicznej. Wyraźny, kolejny spadek pogorszyłby sytuację i postawiłoby pod znakiem zapytania dalszy wzrost.
Dziś nie będzie już wyników kwartalnych ważnych dla rynku spółek amerykańskich. Za to dostaniemy ważne dane makro. O 14.30 dowiemy się, jaki był w pierwszym kwartale wzrost PKB (prognoza + 2,3 proc.). Są to dane wstępne, ale mogą wpływać na rynek. Jeśli PKB wzrośnie więcej, niż mówią prognozy, to rynek dojdzie do wniosku, że już przed wojną było nieźle, a po wojnie będzie dużo lepiej. Jeśli będzie dużo gorzej, to indeksy mogą spadać. Będzie to wygodny pretekst do realizacji zysków. Zdecydowanie bardziej istotny będzie ostateczny odczyt kwietniowego indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan. Prognoza mówi, że wzrośnie do 85 pkt. Tutaj sytuacja jest prosta: więcej punktów to wzrosty indeksów, mniej — to spadki. W końcu o 16.00 dowiemy się, jak wyglądała w marcu sprzedaż domów na rynku wtórnym (prognoza minus 2 proc.) i sprzedaż nowych domów (prognoza plus 6 proc.). Rynek będzie reagował tylko wtedy, gdyby dane były dużo gorsze od prognoz.
Jeśli chodzi o nasz rynek, to widać, że nadal nie ma agresywnego popytu zagranicznego. Trwają rozgrywki między naszymi funduszami, a wtedy sesje najczęściej są nudne. Dopóki nie nastąpi agresywne wejście kapitału zagranicznego, pozostanie tylko polowanie na poszczególne spółki zachowujące się lepiej niż rynek. Sesja była bardzo nieciekawa, a decyzja o obniżce stóp została przyjęta chłodno. Końcówka była bardzo zła. WIG20 przełamał linię trendu wzrostowego, a to jest poważne zagrożenie dla rynku. Dzisiejsza sesja może być podobna, a kierunek indeksom nadadzą amerykańskie dane makro.