Czekając na korektę w USA indeksy w Europie spadły

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-04-25 00:00

Już we środę w USA było widać, że z coraz mniejszym entuzjazmem przyjmowane są „dobre” wyniki spółek. Właściwie wszystkie wyniki podawane po sesji były lepsze od prognoz, a reakcja rynku nie była dobra. Wczoraj od rana kontrakty na indeksy amerykańskie wyglądały bardzo słabo. Wpływ mogła mieć nasilająca się epidemia SARS — większość indeksów azjatyckich z tego powodu spadła. Niepokoiła również słabość dolara, który wyraźnie tracił do wszystkich walut światowych. Czyżby wyczerpał się wzrost indeksów napędzany wynikami? Taka reakcja może być pierwszym sygnałem zmiany postaw inwestorów. Gdyby tak właśnie było to, jeśli indeksy mają nadal wzrastać, pałeczkę muszą przejąć dane makro.

Wczoraj rynek amerykański dostał dwie informacje – jedną dobrą, a drugą złą. Dobrą był spory wzrost zamówień na dobra trwałego użytku. Złą był dużo większy od prognozowanego wzrost tygodniowego bezrobocia. Wzrost zamówień był prostym odreagowaniem poprzednich spadków, a poza tym te dane są bardzo zmienne. Za to rosnące bezrobocie jest bardzo niepokojące. Ludzie bez pracy przestają kupować, a to jest zabójcze dla gospodarki. Nic dziwnego, że spadały kursy spółek w bezpośredni sposób żyjących z indywidualnego konsumenta (np. Wal-Mart czy Walt Disney). Najbardziej tracił sektor ubezpieczeniowy po tym jak American International Group ostrzegł, że będzie miał mniejsze przychody ze względu na rozprzestrzenianie się SARS w Azji. Oddawała nieco pola AT&T po środowym dużym wzroście. Jednak kursy wielu spółek nadal rosły po wynikach kwartalnych. W tych warunkach korekta o mniej niż jeden procent była najmniejszym możliwym wymiarem kary. O dalszej koniunkturze zadecydują dane makro.

W Eurolandzie rynki reagowały na wyniki i ostrzeżenia spółek. Spory wpływ miało ostrzeżenie Deutsche Bank i DaimlerChrysler. Oczekiwanie na korektę w USA mocno ograniczało aktywność inwestorów i dopiero spadki w USA poprowadziły indeksy mocno do dołu. Kolejny wyraźny, spadek pogorszyłby sytuację techniczną i postawiłby pod znakiem zapytania dalszy wzrost. Dzisiaj w pierwszej części sesji takiego zagrożenia nie będzie. Potem zadecydują informacje z USA.

Nie będzie już bowiem wyników kwartalnych istotnych dla rynku spółek, ale dostaniemy ważne dane makro. O 14.30 dowiemy się, jaki był w pierwszym kwartale wzrost PKB (prognoza + 2,3 proc.). Są to dane wstępne, ale mogą mocno wpłynąć na rynek. Jeśli PKB wzrośnie więcej niż mówią prognozy to inwestorzy dojdą do wniosku, że już przed wojną było nieźle, a po wojnie będzie dużo lepiej. Jeśli dane będą dużo gorsze to indeksy mogą spadać. Będzie to wygodny pretekst do realizacji zysków. Bardzo istotny będzie ostateczny odczyt kwietniowego indeksu nastroju Uniwersytetu Michigan. Prognoza mówi, że wzrośnie do 85 pkt. Tutaj sytuacja jest prosta: więcej punktów to wzrosty indeksów, mniej to spadki. W końcu o 16.00 dowiemy się jak wyglądała w marcu sprzedaż istniejących domów (prognoza minus 2 proc.) i sprzedaż nowych domów (prognoza plus 6 proc.). Rynek będzie reagował tylko wtedy, gdyby dane znacznie odbiegały in minus od prognoz.

Jeśli chodzi o nasz rynek to struktura popytu — podaży pokazuje, ze nadal nie ma agresywnego popytu zagranicznego. Trwają rozgrywki między naszymi funduszami, a wtedy sesja najczęściej są nudne. Dopóki nie nastąpi agresywne wejście kapitału zagranicznego to pozostanie polowanie na poszczególne spółki zachowujące się lepiej niż rynek. Sesja była bardzo nieciekawa, a decyzja o obniżce stóp została przyjęta chłodno. Końcówka była bardzo zła i to właściwie bez powodu. Trudno bowiem uznać za powód to, że na świecie trwała jakaś korekta. Nasz rynek nie bardzo ma co korygować. WIG-20 przełamał linię trendu wzrostowego, a to jest poważne zagrożenie dla rynku. Dzisiejsza sesja powinna rozpocząć się małym odbiciem, a o końcówce zadecydują amerykańskie dane makro.