Sztucznie przetrzymuje gotowe od dawna postanowienie o zarządzeniu na 15 października (termin pewny na 99,9 proc.) wyborów do Sejmu i Senatu. Błyskawicznie natomiast podpisał nowelizację ustawy o czerezwyczajnej (nadzwyczajnej, rusycyzm jest bardzo zasadny) komisji do spraw napiętnowania przed wyborami Donalda Tuska i opozycji. Taki jest jej sens, skryty pod nazwą „badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne RP w latach 2007-2022”. Podział konkluzji na dwa etapy to oczywistość – Polska w ruinie i uzależnieniu od Rosji w czarnych latach 2007-15 oraz świetlany rozwój 2015-22.
Tempu podpisania trudno się dziwić, skoro autorem nowelizacji był… sam prezydent. Projekt wniósł trzy dni po również błyskawicznym podpisaniu pierwszej wersji, gdy się zorientował, jaki skandal wywołała ona w instytucjach UE oraz jak głośnym echem odbiła się w USA. Wtedy komentarz zatytułowałem „Prezydent skreślił definitywnie KPO”, albowiem niekonstytucyjność czerezwyczajki wysadzała w powietrze tzw. kamienie milowe i zrywała trudne porozumienie rządowo-unijne.
Dziewięcioosobowa czerezwyczajka to organ śledczy, prokuratura oraz sąd w jednym. Ma mieć uprawnienia znacznie większe od komisji śledczej Sejmu. Trzeba jednak przyznać, że nowelizacja wyeliminowała z ustawy kilka najgrubszych skandali. Czerezwyczajka już nie może kapturowym wyrokiem – ukrytym pod nazwą decyzji administracyjnej – np. cofnąć poświadczenie bezpieczeństwa czy orzec 10-letni zakaz dysponowania pieniędzmi publicznymi. Po zmianach jej wyrokowanie ograniczy się do skazywania na infamię polityczną i wizerunkową. Niezmiennie tropione ma być działanie „prowadzone metodami zarówno prawnie dozwolonymi, jak i bezprawnymi” – czyli chodzi wprost o potępienie jednej ekipy przez inną za podejmowanie zgodnych z prawem (!) decyzji, które tamta uważała za dobre, natomiast ta ocenia jako złe.

