W trakcie sesji pojawiły się nadzieje na zmianę trendu, jednak szybko sytuacja powróciła do „normy”. Ostatnia godzina sesji na Wall Street przyniosła jednak skuteczny kontratak strony popytowej.

Na finiszu sesji indeks Dow Jones IA zyskiwał 1,44 proc. Wskaźnik S&P500 rósł o 2,25 proc. (balansując na poziomie o 20 proc. niższym niż w trakcie kwietniowego szczytu). Z kolei wskaźnik rynku technologicznego Nasdaq zyskiwał na zamknięciu aż 2,95 proc.
Zaprezentowane we wtorek dane makro miały niezbyt optymistyczny wydźwięk. O ile zamówienia na dobra trwałego użytku zarówno z, jak i bez środków transportu spadły o 0,1 proc. i były zgodne z oczekiwaniami analityków, o tyle niemiło zaskoczył odczyt dotyczący zamówień w przemyśle. W sierpniu zamiast wzrosnąć o 0,1 proc. spadły o 0,2 proc.
Jednym z najistotniejszych wydarzeń wtorkowej sesji było wystąpienie Bena Bernanke, szefa Fed. Zadeklarował on dalszą wsparcie dla „wrażliwego” ożywienia gospodarczego. Szkoda jednak, że nie padły żadne konkrety. Przestrzegł też prawodawców przed zbyt szybkim i nadmiernym cięciem wydatków, które może zdusić gospodarkę osłabianą trudną sytuacją na rynku pracy. Dodał przy tym, że rozszerzający się kryzys w europejskich finansach stanowi poważne ryzyko dla Stanów Zjednoczonych.
W indeksie S&P500 przez długie godziny przecenie poddawano wszystkie 10 grup przemysłowych. Szczególnie słabo prezentowały się, napędzając spadki sektory użyteczności publicznej i telekomunikacyjny. Podobnie jak na wcześniejszych sesjach wzmożoną podaż obserwowano na walorach banków i dopiero na finiszu wiele banków odrobiło straty. Jak choćby w przypadku papierów Bank of America. W przypadku BofA, wycena i tak tkwi na poziomach nie widzianych od marca 2009 r. Tegoroczna przecena sięga ponad 60 proc.
Falowała wycena papierów Apple. Wszystko przez rozczarowanie związane z prezentacją nowego iPhone4. Część graczy liczyła, że będzie to jednak przełomowy model iPhone5.