Część gospodarki rozgrzana, część schłodzona

Ignacy Morawski
opublikowano: 2021-12-14 20:00

Rekordowy odsetek firm deklaruje zwiększanie zatrudnienia, ale też bardzo liczna jest grupa tych, które zwalniają pracowników.

Popyt na pracę w Polsce jest ogromny i sygnalizuje wręcz przegrzewanie się rynku pracy. Jednocześnie jednak intrygujący jest fakt, że w takich warunkach dużo firm chce zwalniać pracowników. Możliwe, że wróciły K-kształtne trendy w gospodarce – niektóre sektory doświadczają boomu w niespotykanej skali, inne muszą redukować działalność. Takie wnioski można wysnuć z cyklicznego badania Manpower.

W najnowszym badaniu firmy doradztwa personalnego odsetek netto firm planujących zwiększać zatrudnienie jest na rekordowym poziomie – wynosi +24 proc. (a po odsezonowaniu +25 proc.). Od początku tego kwartalnego badania, czyli od 2008 r., nie zanotowano tak wysokiego popytu na pracę. Jak jednak zauważa Andrzej Kubisiak, ekonomista Polskiego Instytutu Ekonomicznego, zaskakująca jest kompozycja odpowiedzi ankietowanych przedsiębiorców i menedżerów. Potężnie wzrósł odsetek tych, którzy planują zatrudnianie pracowników, ale też znacząco zwiększył się – do rekordowego poziomu – odsetek planujących zwolnienia. Pokazałem to na wykresie.

Te dane są objawem dużej nierównowagi panującej w gospodarce – nierównowagi między popytem w różnych sektorach, która jednocześnie przekłada się na nierównowagę makroekonomiczną pod postacią wysokiej inflacji.

Największy popyt na pracowników generują oczywiście firmy przemysłowe. Wynika to z faktu, że konsumpcja na świecie jest nienaturalnie przechylona w stronę towarów – zamiast usług. Ten przechył widać już od roku, ale wydawało się, że będzie zanikał. Nic z tych rzeczy, trwa dalej, ponieważ pandemia nie wygasła i wciąż powoduje zaburzenia w zachowaniach konsumentów.

Popyt na towary, a co za tym idzie na pracowników w przemyśle, jest tak duży, że nie może zostać zaspokojony. Sektory doświadczające ożywienia gospodarczego nie są w stanie wyrobić się z realizacją zleceń, a jednocześnie sektory cierpiące na niedobór zleceń nie kurczą się, ponieważ mogą mieć nadzieję na ożywienie popytu w nadchodzących latach. Z tego wynika nierównowaga wywołująca inflację – ceny towarów, w tym energii, rosną, a jednocześnie ceny usług nie spadają.

Obecna sytuacja w gospodarce jest wyjątkowa, odbiega od schematów obserwowanych w przeszłości. Część gospodarki jest przegrzana, a część schłodzona. W jakiejś perspektywie ta nierównowaga zaniknie. Nikt jednak nie wie, czy to jest kwestia roku, czy może dwóch lat. Jeszcze niedawno wydawało się, że w 2022 r. pandemia będzie zanikać, ale pojawienie się wariantu omikron trochę zaburzyło te kalkulacje. Powrotowi do równowagi powinno sprzyjać wygasanie stymulacji fiskalnej w Stanach Zjednoczonych, ale z kolei teraz zaczyna się duży program stymulacyjny w Europie.

Na niepewność dotyczącą tempa powrotu do równowagi między sektorami nakłada się pytanie, jak ten powrót będzie wyglądał – czy będzie łagodny, czy gwałtowny? Jeżeli rozgrzane i mocno inwestujące sektory doświadczą szybkiego spowolnienia, to cała gospodarka może wpaść w recesję.

Cóż, zaburzenie pandemiczne było tak silne, że wychodzenie z niego też jest ścieżką pełną wybojów i wstrząsów.