Czesi i Węgrzy lepsi

Wojciech Kmita
opublikowano: 2004-04-02 00:00

Nasz rząd i parlament nie wykorzystały dogodnych możliwości, jakie w zakresie VAT stwarza Unia.

„PB”: Ustawa o podatku VAT została uchwalona zbyt późno, jest niedoskonała, ale w obecnej sytuacji chyba lepsza taka niż żadna...

Joanna Stawowska: Mając na uwadze zakres wprowadzanych zmian w tym podatku, rzeczywiście nie pozostawiono podatnikom zbyt wiele czasu na przygotowanie się do działania w nowych warunkach. Wprawdzie te zasadnicze można było przewidzieć, ponieważ byliśmy zobligowani, aby do naszego prawa wprowadzić reguły wynikające z dyrektyw unijnych, niemniej diabeł zawsze tkwi w szczegółach.

To, że mamy już ostateczną wersję ustawy, wcale nie oznacza zakończenia procesu legislacyjnego. Zostało jeszcze wiele, można nawet powiedzieć, że zbyt wiele fundamentalnych kwestii, które ustawodawca pozostawił ministrowi finansów do uregulowania w aktach wykonawczych. Ale dopóki nie było uchwalonej ustawy, dopóty minister finansów nie mógł sfinalizować prac nad rozporządzeniami. Pozostaje mieć nadzieję, iż prace zostaną szybko zakończone.

Eksperci twierdzą, że ustawa jest tak niedobra, że wkrótce po wejściu jej w życie konieczne będą nowelizacje.

— Niestety tak, choć wiele istniejących obecnie wątpliwości może jeszcze zostać rozstrzygniętych przez ministra finansów w aktach wykonawczych.

Pod adresem rządu i parlamentu padają zarzuty, że nie wykorzystaliśmy wszystkich szans, jakie dawały unijne dyrektywy i mamy jeden z najwyższych podatków VAT w Europie. Czy może to zaszkodzić polskim firmom działającym w UE?

— Zasadniczo przepisy ustawy o VAT nie powinny wpłynąć na sytuację naszych firm na rynkach europejskich, gdyż w przypadku sprzedaży towaru unijnym kontrahentom będą miały prawo do stosowania stawki 0 proc. Transakcje te nie będą obciążone polskim VAT. Stosowanie tej stawki jest jednak uzależnione od spełnienia wielu formalnych warunków i to raczej tu widziałabym największe ryzyko. Kwestia podejścia, interpretacji przepisów, a także poziom fiskalizmu naszych organów podatkowych odegra znaczącą rolę, jeśli chodzi o stosowanie nowych reguł podatkowych i to, czy polscy podatnicy będą mogli w pełni korzystać z preferencji.

Kolejnym problemem jest kwestia gotowości urzędów skarbowych do nadania polskim firmom europejskiego numeru VAT. Jest to słusznie nagłaśniane w mediach, opóźnienia mogą narazić przedsiębiorców na dodatkowe koszty podatkowe i komplikacje w rozliczeniach z kontrahentami z UE.

Okazuje się, że praktycznie w żadnym innym państwie z grupy przystępujących do Unii 1 maja taki problem nie istnieje. Czesi wprowadzili z dniem akcesji z mocy prawa automatyczną zmianę numerów na europejskie.

Czy silny fiskalizm nie zniechęci do Polski inwestorów zagranicznych?

— Z całą pewnością tak. Polska nie cieszy się pod tym względem zbyt dobrą sławą. Niestety, zamiast próbować to zmienić, ustawodawca po raz kolejny zaproponował bardzo konserwatywne i fiskalne podejście do przepisów VAT. Praktycznie wszystkie korzystne dla podatników mechanizmy, które przewidziane zostały w przepisach unijnych, lecz są opcjonalne, nie znalazły się w naszej ustawie. Uważam to za wielki błąd.

Jakich regulacji w porównaniu z Czechami i Węgrami zabrakło w naszej ustawie?

— Najkorzystniejsze przepisy mają Węgrzy — prawdopodobnie jako jedyni z krajów przystępujących do Unii wprowadzą od 1 maja koncepcje tzw. grup VAT. Pozwala to na znaczne ułatwienia i oszczędności podatkowe w powiązanych podmiotach z sektora finansowego. Węgierska ustawa przewiduje także zwolnienie z VAT importowego. W związku z tym podatnicy, którzy importują towary sprowadzane spoza Unii, nie muszą płacić VAT granicznego w ciągu 10 dni — jak przewiduje nasza ustawa, lecz mogą rozliczyć ten podatek w taki sam sposób, w jaki rozlicza się VAT z tytułu wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów, czyli naliczyć i odliczyć w tej samej deklaracji.

To znacząco wpływa na płynność finansową. Tymczasem polski podatnik będzie musiał najpierw zapłacić VAT do urzędu celnego, a następnie odzyskiwać go przez parę miesięcy. Jeśli jeszcze popatrzymy na nasze przepisy o zwrotach, które, mimo że po zmianach mogą wydawać się bardziej korzystne, wciąż są jednak bardzo zagmatwane, nie mówiąc już o terminach do zwrotu, czyli zasadniczo 60 i 180 dni...

Węgrzy wprowadzają tę korzystną regulację z dniem akcesji, Czesi także uwzględnili ją w ustawie, ale ma ona wejść w życie 1 stycznia 2005 r. W polskiej ustawie, choć w projektach pojawiła się taka propozycja, nic zdecydowano się na takie rozwiązania. Tymczasem mając na uwadze, że po 1 maja znikną granice i będzie można swobodnie przemieszczać towary w ramach poszerzonej Unii, korzystne regulacje podatkowe będą na pewno czynnikiem, który nie pozostanie bez wpływu na decyzje inwestorów, w którym z państw ulokować np. centrum dystrybucyjne na środkową Europę. Węgrzy nie ukrywają, że liczą, iż dzięki właśnie tej regulacji wiele firm zdecyduje się na dokonywanie odpraw importowych właśnie tam.

To nie jedyne niedoróbki?

— Niestety, przypadków, w których niejako na własne życzenie przegrywamy już na starcie z naszymi sąsiadami — jest więcej. Ustawodawca przewiduje, że aby zagraniczny podmiot mógł zarejestrować się na VAT — czasem taki obowiązek wynika z przepisów — musi ustanowić przedstawiciela podatkowego i to bez względu na to, czy pochodzi z Unii.

To spore utrudnienie, gdyż trzeba znaleźć lokalną firmę, która oprócz obowiązków administracyjnych weźmie na siebie odpowiedzialność za zobowiązania podatkowe. Miejmy nadzieję, że resort finansów zniesie ten obowiązek dla podmiotów unijnych, inaczej przepisy będą niezgodne z dyrektywami UE.

Czesi nie będą wymagali do rejestracji ustanowienia przedstawiciela nawet dla podmiotów spoza Unii. Dodatkowo — jak i Węgrzy — wprowadzili mechanizm tzw. call-off-stock. To rozwiązanie, które na określonych warunkach pozwala uniknąć firmom zagranicznym obowiązku rejestracji na VAT w danym kraju, nawet gdy dokonują w nim transakcji, które kreują taki obowiązek.

Posiadanie rejestracji VAT nawet bez przedstawiciela jest zawsze dodatkowym utrudnieniem administracyjnym, oznacza też koszty. Jednym z częściej zadawanych pytań przez naszych zagranicznych klientów jest to, czy mamy taką regulację. Aktualnie — nie, choć wydaje się, że lukę może uzupełnić minister finansów.

Czy można było stworzyć ustawę o VAT, która lepiej zabezpieczałaby interesy podatników, ale i nie ograniczała wpływów do budżetu?

— Wydaje się, iż nasz ustawodawca przyjął bardzo krótkowzroczne podejście. Ze względu na położenie — będziemy wschodnią granicą Unii — oraz na to, że jesteśmy największym krajem przystępującym, mamy ogromną szansę. Wprowadzając jednak tak rygorystyczne przepisy możemy dużo stracić.

W 1993 r., przy pierwszym podejściu do VAT, urzędy skarbowe były bardzo rygorystyczne. Czy tak będzie również tym razem?

— Rzeczywiście, wówczas często nie kontrolowano nawet zasadności samych transakcji, tylko nieistotne kwestie, np. czy nie ma pomyłki w adresie firmy.

Wydaje mi się, że w pierwszym okresie urzędy skarbowe będą głównie weryfikowały formalne wymogi. Jeśli np. będzie brakowało dokumentu, jednego z tych, które wymienia ustawa, aby mieć prawo do stosowania stawki 0 proc., to mimo że towar wywieziono za granicę i inne dowody będą na to wskazywać, mogą kwestionować prawo do takiej stawki.

Joanna Stawowska, dyrektor Działu Podatków Pośrednich firmy Deloitte