Dziś prokurator przesłucha tajemniczego krakowianina Janusza K. Śledczy zarzucają mu pranie brudnych pieniędzy — niemal 25 mln zł!
— Zatrzymaliśmy paszport Janusza K. i wydaliśmy mu zakaz opuszczania kraju, a na jego kontach zablokowaliśmy około 13 mln zł. Prowadzimy intensywne czynności procesowe i operacyjne, które powinny zakończyć się do końca marca. Dlatego na razie, dla dobra śledztwa, nie mogę nic więcej powiedzieć — mówi prokurator Hubert Wontek z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
To mogą być pieniądze, które wypłynęły z PZU Życie. Według naszych informacji organy ścigania sprawdzają bowiem powiązania Janusza K., rencisty biznesmena, z tzw. aferą Wieczerzaka i krakowskim Code (to wielokrotnie przez nas opisywana spółka, w którą PZU Życie i Totalizator Sportowy wpompowały ponad 100 mln zł). A tych powiązań jest sporo…
Z pomocą „Pulsu”
Krakowska prokuratura wszczęła śledztwo po zawiadomieniu Generalnego Inspektora Informacji Finansowej (GIIF), czyli instytucji, która śledzi w Polsce podejrzane transakcje na rynku finansowym. Z naszych informacji wynika, że do doniesienia GIIF załączył kilka tekstów „Pulsu Biznesu”. Opisaliśmy w nich dziwne wydarzenia wokół CMG Development, czyli spółki zależnej Code.
Przypomnijmy: CMG powstał w kwietniu 2000 r., kiedy Marek G. (wiele zarzutów prokuratorskich na karku), prezes i właściciel Code, wniósł do niego aportem ponad 33- -hektarową działkę we Wrocławiu, wycenioną na astronomiczną kwotę 199,1 mln zł! Już w lipcu 2000 r. szef Code sprzedał udziały w CMG Ewie Zyzak, osobie fizycznej, za… niecałe 32,4 mln zł. W kwietniu 2001 r. nieruchomość wrocławską, na poczet długu wartego… 67 mln zł, przejęło PZU Życie, dopłacając do interesu dodatkowo 9,4 mln zł.
Transakcja stała się słynna, kiedy wyszło na jaw, że Grzegorz Wieczerzak, ówczesny szef PZU Życie, reprezentował w tej umowie nie tylko ubezpieczyciela, ale także Ewę Zyzak (z jej upoważnienia)! Słynny lekarz menedżer nie ma jednak zarzutów w związku z tą sprawą. Ma je natomiast Marek G., któremu Prokuratura Apelacyjna w Warszawie zarzuca, że założył CMG, aby wyprowadzić z Code majątek. Środki te mogły posłużyć pokryciu długów, o których spłatę występowali wierzyciele krakowskiej firmy.
Klasyczne pranie
W listopadzie 2001 r. Ewa Zyzak udzieliła innego upoważnienia — tym razem Markowi G., który w jej imieniu sprzedał udziały w CMG za… 26 mln zł. Nabywcą był właśnie Janusz K. (miał władzę nad spółką do czerwca 2004 r., kiedy ostatecznie sprzedał ją za… 24,6 mln zł).
To właśnie pieniądze pochodzące z tej ostatniej transakcji zablokował jeden z największych polskich banków. Powód? Według naszych informacji Janusz K. miał zachowywać się w sposób klasyczny dla prania brudnych pieniędzy: zaczął dzielić je na mniejsze kwoty i przelewać na inne konta (m.in. należące do członków rodziny).
— Jeśli tak było, to nic dziwnego, że pieniądze zablokowano. Tym bardziej że nasza czujność znacznie wzrasta, kiedy chodzi o gotówkę łączącą się z jakąś aferą gospodarczą. A tak przecież było w tym przypadku, o czym pisał „PB” — wyjaśnia anonimowo przedstawiciel departamentu bezpieczeństwa jednego z największych polskich banków.
Niewinny i niedostępny
Dotarliśmy do Janusza K. Był bardzo zaskoczony naszym telefonem.
— Jeżeli kupuję spółkę i kilka lat później ją sprzedaję, a prokuratura czyni mi z tego zarzut prania brudnych pieniędzy, to jest to jakiś absurd… Teraz nie mogę jednak rozmawiać. Odezwę się za kilka dni — tylko tyle udało nam się usłyszeć.
Nazajutrz skontaktował się z nami jednak pełnomocnik Janusza K. — Jerzy Jamka, adwokat z Warszawy, znany z obrony m.in. byłego premiera Józefa Oleksego w procesie lustracyjnym, Antoniego Kowalczyka, byłego komendanta głównego policji, a także osób powiązanych z podwarszawskimi gangami.
— Każda informacja dotycząca postępowania prowadzonego przez krakowską prokuraturę może być uznana za mataczenie. Dlatego odradziłem klientowi kontakt z panem... Z przyjemnością się spotkamy, ale albo po uzyskaniu zgody prokuratora, albo po zakończeniu śledztwa — ucina Jerzy Jamka.
Słup czy milioner?
Janusz K. to tajemnicza postać. Oficjalnie — rencista. Zgodnie z danymi z rejestru skazanych — niekarany. Czysta kartoteka nie jest jednak efektem przykładnego życia, lecz zatarcia wyroków. Starsi krakowscy policjanci i prokuratorzy dobrze pamiętają go jeszcze z lat 80., kiedy był „koniem” czy „cinkciarzem” — tzn. zajmował się nielegalną wymianą walut. Z zebranych przez nas informacji wynika, że wtedy właśnie pojawiał się jako podejrzany w śledztwach dotyczących m.in. oszustw i paserstwa. Po 1989 r. nadal handlował walutami, ale już oficjalnie — otworzył jeden z pierwszych kantorów w Krakowie. Nieco później w głośnym napadzie został obrabowany, by następnie wycofać się z kantorowego biznesu.
O dalszych losach Janusza K. wiadomo niewiele. Na pewno jakiś czas pracował w Code. Miał być tam zatrudniony m.in. jako… osobisty szofer Marka G. (panowie znają się od kilkunastu lat, co potwierdza także Janusz K.). To o tyle dziwne, że funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego (CBŚ) oceniają, że już w połowie lat 90. Janusz K. dysponował majątkiem szacowanym na ponad 100 mln zł!
Problemy z kojarzeniem
Skąd zainteresowanie CBŚ Januszem K.? Otóż jego nazwisko przewijało się w głównym śledztwie dotyczącym nadużyć w PZU Życie za prezesury Grzegorza Wieczerzaka (prowadzi je Prokuratura Apelacyjna w Warszawie). W tamtym postępowaniu przesłuchiwany był jako świadek. I wtedy, i dziś śledczy stawiają sobie jednak pytanie: kim jest Janusz K.? I skąd ma tak kolosalny majątek?
— Początkowo byłem przekonany, że Janusz K. to typowy człowiek słup, figurant szefa Code Marka G. Dziś nie mam już pewności. Wiele wskazuje na to, że obaj panowie poróżnili się, tak przynajmniej wynika z rozmów z nimi. Być może to jedynie gra pozorów? Gdy chodzi o takie pieniądze, wszystkie chwyty są dozwolone — mówi prawnik blisko związany z wydarzeniami wokół CMG.
Konflikt między obu panami potwierdzają także inne źródła. Sam Janusz K., zanim się rozłączył, powiedział nam: „Nóż mi się otwiera w kieszeni, kiedy słyszę nazwisko Marka G.”. Ten zaś, już tradycyjnie, nie chciał z nami rozmawiać. Niewiele dowiedzieliśmy się też od Grzegorza Wieczerzaka.
— Chyba nigdy nie spotkałem Janusza K. W ogóle nie kojarzę tej postaci... — zapewnia były szef PZU Życie.
Zastanawiające, bo jako podejrzany Grzegorz Wieczerzak miał wgląd w akta śledztwa, w którym Janusz K. był przesłuchiwany jako świadek.
Dziś w prokuraturze w Krakowie biznesmen rencista stanie w charakterze podejrzanego. Kiedy prokurator Hubert Wontek kilka tygodni temu odpowiadał na nasze pytania, nie wykluczył, że w śledztwie mogą pojawić się nowi podejrzani. Przyznał także, że „w najbliższych tygodniach” zamierza zmodyfikować zarzuty przedstawione Januszowi K. Być może zrobi to już dziś…