Mimo sporych wahań, długoterminowo rynek akcji rośnie i cierpliwym przynosi sowite zyski— głosi teoria. Postanowiliśmy sprawdzić jak się ona ma do wyników polskich funduszy akcji. Okazja jest doskonała. W tym tygodniu mija 10 lat, odkąd indeks WIG zanotował najniższy poziom w kryzysie, którego symbolem stał się upadek banku Lehman Brothers.

WIG wzrósł od tego czasu o 165,1 proc. Grupujący największe i najpłynniejsze spółki WIG20 — zaledwie o 65,7 proc. WIG jest jednak indeksem dochodowym, a więc uwzględniającym zarówno ceny akcji, jak i wypłacane przez ich emitentów dywidendy. WIG20 uwzględnia tylko ceny. Nie można jednak wyciągać z tego zbyt daleko idących wniosków. Indeksem cenowym jest również mWIG40, który od 17 lutego 2009 r. wzrósł o 208 proc. (cenowy sWIG80 urósł w tym czasie o 81 proc.)
Postanowiliśmy więc odnosić wyniki funduszy do indeksu WIG jako najszerzej odzwierciedlającego możliwości inwestycyjne stwarzane przez warszawską giełdę. Zresztą stałość statutowych benczmarków nie jest szczególnie mocną stroną produktów krajowych TFI. PKO Akcji Małych i Średnich Spółek w analizowanym okresie miał ich pięć i bynajmniej nie zawsze były to zmiany kosmetyczne. We wzorcu służącym do pomiaru efektywności funduszu, indeks mWIG40 ważył np. na przestrzeni lat zarówno 80, jak i 30 proc. Tak się akurat składa, że PKO Akcji Małych i Średnich Spółek to lokalny fundusz akcji, który najlepiej poradził sobie w ciągu niemal dekady, jaka minęła od dołka ostatniej bessy.
Średniorocznie 10-11 proc.
Licząc od 17 lutego 2009 r. do 7 lutego 2019 r. PKO Akcji Małych i Średnich Spółek zarobił dla klientów 189,1 proc. Średniorocznie daje to 11,2 proc. (dla indeksu WIG średnioroczny wynik to 10,3 proc.)
— W naszej ocenie główne znaczenie dla osiągniętych wyników miały decyzje alokacyjne — wybór sektorów i regionów. Dopiero w ramach tak zdefiniowanych przez zarządzającego czynników, kolejnym krokiem był dobór konkretnych składników bezpośredniej ekspozycji. Za proces ten odpowiada zespół analityków, natomiast zarządzający pełni tu funkcję raczej weryfikacyjną. Kluczowa jest tu niełatwa umiejętność wypracowania zespołowego charakteru zarządzania funduszami, co uważamy za jedno z największych osiągnięć w PKO TFI. Oczywiście, owiane lokalnym mitem wyłuskiwanie wyjątkowo atrakcyjnych spółek także stanowiło źródło wyniku, aczkolwiek udział tego typu strategii inwestycyjnej nigdy nie stanowił trzonu portfela i ograniczony był do 15-20 proc. wartości aktywów funduszu — komentuje dr Sławomir Sklinda, zastępca dyrektora departamentu zarządzania aktywami PKO TFI.
Ekspert podkreśla, że choć w portfelu funduszu dominowały akcje polskie, to fundusz nie stronił również od inwestowania na innych rynkach.
— Skład portfela na przestrzeni lat był bardzo zróżnicowany, a swój moment miały praktycznie wszystkie gałęzie gospodarki. Poziom rotacji, jak i zmienności tej części składnika portfela był i pozostanie na znacznie wyższym poziomie. Innym, nie mniej ważnym, aspektem selekcji stosowanym w PKO TFI na każdym poziomie inwestowania w akcje i obligacje korporacyjne jest bezwzględne przestrzeganie przez emitentów zasad ładu korporacyjnego i dobrych praktyk rynkowych — dodaje Sławomir Sklinda.
PKO Akcji Małych i Średnich Spółek jest jedynym funduszem akcji, któremu od dołka ostatniej bessy udało się wypracować średnioroczną stopę zwrotu równą lub wyższą 11 proc. Poniżej tej granicy znalazł się Gamma Akcji Małych i Średnich Spółek. W ciągu 10 lat zarobił 173,2 proc., czyli 10,6 proc. średniorocznie. Obecnie — podobnie jak lider — jest prowadzony przez PKO TFI, ale większość jego historii to czasy w KBC TFI. Grupa PKO Banku Polskiego przejęła KBC TFI w grudniu 2017 r. Belgijski szyld zniknął z polskiego rynku funduszy na początku marca 2018 r. PKO TFI pozostawiło jednak kupiony biznes pod odrębnym szyldem Gamma. Trzecie miejsce na podium zajmuje Crédit Agricole Akcyjny. To fundusz prowadzony przez Santander TFI, ale dostępny wyłącznie dla klientów Crédit Agricole Bank Polska. TFI jednego z największych banków od lat bowiem prowadzi fundusz parasolowy pod szyldem znacznie mniejszego konkurenta, który własnego TFI nie ma. Od apogeum ostatniego kryzysu Crédit Agricole Akcyjny zarobił 167,0 proc., czyli średniorocznie 10,3 proc. i bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że jest to wyniki lepszy — choć symbolicznie — od statutowego benczmarku. Ten ma co prawda trzecią wersję w ciągu dekady, ale indeks WIG ważył w nim 75-100 proc.
— Dobierając spółki do portfela szukam przede wszystkich takich, które oferują swoim klientom dobry produkt, posiadają trwałe przewagi konkurencyjne oraz solidne perspektywy wzrostu. Ważne jest również, żeby kierował nimi zdolny, uczciwy i zmotywowany zarząd, a wycena nie była nadmiernie wysoka. Liczba spółek spełniających te kryteria, szczególnie na GPW jest jednak ograniczona, więc aby zapewnić odpowiednią dywersyfikację portfela okazji inwestycyjnych szukam także poza spółkami wzrostowymi. Inwestycje w akcje spółek działających w bardziej konkurencyjnym otoczeniu oraz charakteryzujących się umiarkowanym wzrostem też mogą przynieść satysfakcjonującą stopę zwrotu, jeżeli cena zakupu jest istotnie niższa, niż ich wartość godziwa. Kolejną grupą spółek są spółki cykliczne, których poziom generowanych zysków w największym stopniu uzależniony jest od otoczenia makroekonomicznego. W tej grupie spółek najwyższe stopy zwrotu przychodzą w momencie poprawy warunków w jakich one funkcjonują — wyjaśnia Jakub Płotka, zarządzający funduszami Santander TFI.
Zrównoważona niespodzianka
Poza wymienioną trójką, żaden inny fundusz kupujący akcje nie pobił indeksu WIG licząc od 17 lutego 2009 r. Ciekawostką jest jednak to, że niemal udało się to funduszowi zrównoważonemu, który zdecydowanie zdeklasował rywali ze swojej grupy porównawczej. Mimo że akcje mogą stanowić do 65 proc. jego aktywów, Investor Zrównoważony zarobił w ciągu ostatniej dekady 163,8 proc., czyli średniorocznie 10,2 proc. W ciągu 10 lat wypracował wiec wynik o około 20 pkt. proc. lepszy od podstawowego funduszu akcji tego samego TFI. Maciej Chudzik, zarządzający funduszem, przyznaje, że to właśnie część akcyjna portfela decyduje o wynikach.
— Budując portfel szukamy spółek mających przewagę wynikającą na przykład z pomysłu, zasobów czy też poprawiających wyniki w danej fazie cyklu inwestycyjnego. Od lat unikamy firm z udziałem skarbu państwa — jak pokazuje doświadczenie ten akcjonariusz to poważny czynnik ryzyka. Dużą wagę przykładamy do jakości sprawozdań finansowych i wiarygodności zarządu i głównego akcjonariusza — mówi Maciej Chudzik.
Dodaje, że stara się trzymywać regularne kontakty ze spółkami, w które zainwestował i na bieżąco oceniać, jak realizowana jest ich strategia.
— Nasz portfel charakteryzuje się relatywnie niską rotacją. Dopóki dana firma spełnia wyznaczone przez nas kryteria, dopóty ewentualne korekty jej kursu są raczej okazją do zwiększenia zajętej pozycji — zdradza Maciej Chudzik.
Od ośmiu lat fundusz sięga po spółki spoza GPW. Według zarządzającego, za takim rozwiązaniem przemawia większa płynność firm notowanych na giełdach Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, większy wybór spółek, w tym z branż, które nie są reprezentowane na GPW, oraz możliwość ograniczenia czynników ryzyka specyficznych dla warszawskiej giełdy. Te zaś w ostatnich latach bardzo znacząco wpływały na rentowność inwestycji na Książęcej.