Niemalże od zarania motoryzacyjnych dziejów samochód towarzyszy gwiazdom. To w końcu do czarnych terenówek ukradkiem wsiadają celebryci, gdy są bez makijażu i nie chcą z nikim gadać. A kiedy chcą gadać i błyszczeć przed kamerami, to eleganckimi limuzynami podjeżdżają pod czerwone dywany (najlepszy przykład – modele Renault na festiwalu w Cannes). Gwiazdy kochają auta, które podkreślają ich prestiż i są pożywką dla serwisów plotkarskich przez kilka dni. Przykład? Paris Hilton, która z różowiutkiego Bentleya przesiadła się ostatnio w Lexusa LF-A (560 KM, 3,7 s do setki, maks. 326 km/h, powstanie tylko 500 sztuk tego modelu). Po co jej taka maszyna?!

Celebryci czasami odwdzięczają się samochodom za ich służbę i marketingowo je wspierają. Frank Sinatra był ambasadorem marki Imperial (luksusowa odnoga Chryslera, przepadła w odmętach dziejów), John Lennon miał słabość do psychodelicznie kolorowego Rolls-Royce’a, a Donald Sutherland przekonywał, że Volvo to najlepszy samochód na rynku. A jak jest teraz? Jennifer Lopez preferuje na co dzień luksus Rolls-Royce’a, ale chyba zakochała się w słodziutkim spojrzeniu Fiata 500, bo reklamuje go w USA. Swego czasu Sean Connery wystąpił w spocie Citroëna C6, a inny amant George Clooney zachwycał się Fiatem Idea. Piłkarze Realu Madryt dostali od szefa Audi nowe bryki i nie były to ani najmniejsze, ani najtańsze modele niemieckiej firmy, oj, nie! Trudno powiedzieć, czy Uma Thurman jeździ na co dzień Alfą Romeo Giulietta, którą tak namiętnie reklamuje, ale w to, że Michael Schumacher, jeden z najszybszych ludzi świata, jeździ niezgrabnym i powolnym Fiatem Croma, jak kiedyś żarliwie zapewniał, chyba nikt nie uwierzył. Ostatnio jednak dzieje się tak, że gwiazdy niemalże rzucają się na auta z ekologicznym napędem. Najpierw miały jazdę na hybrydową Toyotę Prius, a ostatnio polują na pierwsze egzemplarze elektrycznego Fiskera Karma.
A czy samochody wjeżdżają na plan filmowy? Oczywiście, że tak! James Bond jeździł już przerobionym Saabem, BMW, Mercedesem, Lotusem i Fordem, ale najbardziej znany jest z zamiłowania do Astona Martina. To dziwne, bo twórca postaci słynnego agenta Ian Fleming lubił Bentleye i właśnie nimi kazał jeździć agentowi 007. Najwyraźniej jednak Aston ma skuteczniejszy dział public relations… Batman działa bardziej spektakularnie i na większą skalę, więc jego batmobil to jedyna w swoim rodzaju maszyna jeżdżąco-niszcząca. Kolejny celebryta, który doczekał się wersji nadwoziowej zainspirowanej swoją funkcją, to papież i jego papamobil (obaj walczą z tym samym wrogiem?). Z bardziej przyziemnych gwiazd warto wspomnieć o Alfie Romeo Spider. Tak, to właśnie ona i Dustin Hoffman sprawili, że film „Absolwent” jest niezapomniany. Ford Thunderbird pozwolił Thelmie i Louise przeżyć fajną przygodę (szczególnie gdy były w powietrzu), a Ford Mustang przeszedł do historii po pościgu w filmie „Bullitt” ze Steve’em McQueenem. O, a niemoralnie wręcz elegancki, ponadczasowo piękny Mercedes 220S należący do „Samotnego mężczyzny” Colina Firtha? A mający sporo do powiedzenia Pontiac Trans Am z „Nieustraszonego”? Przykłady można mnożyć!
Szkoda, że teraz tak dobrych filmów z autami już się nie kręci. Seria „Szybcy i wściekli” to zupełnie nie to! Miły wyjątek ostatnich miesięcy to film „Drive” z Ryanem Goslingiem, w którym samochód i sam akt prowadzenia urastają do rangi sztuki.
Warto też zdać sobie sprawę, że auto to kluczowy element scenografii. Przykład? Ta sama amerykańska ulica na przedmieściach wygląda współcześnie, gdy parkują tam pachnące nowością modele, ale gdy przed garażami stoją samochody o 30 lat starsze, nagle, w sposób magiczny, okolica też zdaje się o trzy dekady starsza. Ba, futurystyczne Audi R8 w filmie „Ja, robot” jednoznacznie wskazywało, że akcja filmu dzieje się w przyszłości. Poza tym cztery kółka pokazują charakter i osobowość bohatera. Groźni i bezwzględni agenci tajnych przez poufne sił specjalnych zawsze mają wielkie czarne terenówki, artyści, nonkonformiści i hipsterzy jeżdżą Saabami lub Volvo kombi, a van na podjeździe zapowiada film familijny (z żółtym psem w roli głównej).
Przykładów na samochodowo-filmową kooperację jest mnóstwo, podobnie jak aut, które wystąpiły w teledyskach. Ostatnio Britney Spears, śpiewając „I wanna go”, robi nieprzyzwoite rzeczy z policjantem przy najnowszym Volkswagenie Garbusie. Nie, Britney nie śpiewa o garbatym aucie z taką pasją jak Janis Joplin o Mercedesie. Kanye West i Jay-Z w teledysku do utworu „Otis” przerobili bardzo drogiego, nobliwego i spokojnego Maybacha na szaloną maszynę z piekła rodem, po czym swoje dzieło sztuki przekazali na cele charytatywne. Warto pamiętać, że barbadoska piosenkarka Rihanna w teledysku do utworu „Shut up and drive” wykorzystała pewną Škodę przerobioną przez Polaka, ha! Swego czasu natomiast Madonna wystąpiła w krótkometrażowym filmie (lub raczej długometrażowym teledysku) w reżyserii swojego ówczesnego męża Guya Ritchiego. Chyba tylko ze względu na dobro swojego małżeństwa zgodziła się zagrać wredną, humorzastą gwiazdę strojącą fochy o to i o tamto, która po kaskadersko szybkiej jeździe w wykonaniu Clive’a Owena wylatuje z BMW M5 z plamą na kroczu…
Tak, samochody mają stałe miejsce parkingowe w popkulturze. Udaje im się też dojechać do świata sztuki, ale o tym opowiem innym razem.
