Czy agenci będą mogli doradzać?
DOBRA PODSTAWA: Zdaniem Jerzego Wysockiego, prezesa Polskiej Izby Ubezpieczeń, będące w trakcie powstawania kapitałowe grupy bankowo-ubezpieczeniowe będą czynnikiem sprzyjającym wykształceniu profesji niezależnego doradcy finansowego. fot. Borys Skrzyński
Rosnące w siłę kapitałowe grupy bankowo- -ubezpieczeniowe są, zdaniem prezesów polskich zakładów ubezpieczeń, dodatkowym bodźcem, który zbliży agentów ubezpieczeniowych do uzyskania statusu doradców finansowych. Jednak zdaniem nadzoru ubezpieczeniowego, w dzisiejszym stanie prawnym jest to niemożliwe.
Według polskiego prawa ubezpieczeniowego istnieją dwie kategorie pośredników ubezpieczeniowych: agenci, działający na rzecz zakładów ubezpieczeń na podstawie umowy agencyjnej oraz brokerzy, którzy nie pozostają w stosunku umowy z ubezpieczycielem, ale działają na rzecz ubezpieczających się. Natomiast nie funkcjonuje w Polsce profesja niezależnego doradcy finansowego (tzw. independent financial advisor), który nie tylko przedstawia ofertę klientowi, ale też dopasowuje ją do jego potrzeb.
Grupy są dobrą podstawą
W powstaniu takiej profesji może, zdaniem przedstawicieli branży ubezpieczeniowej, pomóc proces powstawania w Polsce silnych grup kapitałowych, tworzonych wokół banków lub ubezpieczycieli.
— Dzięki istnieniu takich grup pośrednicy mogą oferować klientom bardziej kompleksowe usługi. Jednocześnie mogą rozwijać się zawodowo i uzyskać dodatkowe źródło dochodu -— mówi Jarosław Myjak, prezes grupy CGNU w Polsce.
Jego zdaniem, takie funkcjonowanie agentów ubezpieczeniowych pozwoli im na uzyskanie statusu doradców finansowych, na wzór np. krajów anglosaskich. Podobnie widzi tę kwestię Tomasz Mintoft- -Czyż, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych. Według niego, rosnące w siłę grupy kapitałowe to krok zbliżający nasz system ubezpieczeniowy do zachodnich.
— W krajach anglosaskich profesja doradcy ma długą tradycję. Tam on nie tylko może, ale musi doradzać. Ma bowiem wiedzę, którą może spożytkować dopasowując ofertę pod konkretnego klienta — mówi prezes Mintoft-Czyż.
PUNU nie jest przekonany
Nieco inaczej sprawę tę widzi Państwowy Urząd Nadzoru Ubezpieczeń. Zakazał ubezpieczycielom m.in. w ogłoszeniach prasowych nazywać swoich agentów doradcami finansowymi.
— Nazewnictwo musi być zgodne z obowiązującym prawem ubezpieczeniowym, a ono wyraźnie mówi o dwóch kategoriach pośredników — agentach i brokerach — zaznacza Danuta Wałcerz, prezes PUNU.
Jej zdaniem, nie jest to jednak tylko kwestia semantyki.
— Nazywanie agentów ubezpieczeniowych doradcami finansowymi jest bardzo mylące. W polskim prawie cywilnym istnieje już bowiem taka profesja. Poza tym w zaleceniach Ministerstwa Finansów do szkoleń, które muszą przejść agenci, by otrzymać licencję, nie mówi się nic o doradztwie finansowym — przekonuje Danuta Wałcerz.
Według niej, powstanie zawodu doradcy finansowego jest możliwe na bazie obecnie funkcjonujących brokerów, ale nie agentów.
— Brokerzy są niezależni i reprezentują interesy klienta. Tego samego nie można powiedzieć o agentach. Poprzez umowę agencyjną są oni bowiem zależni od firm ubezpieczeniowych — wyjaśnia.
Agent, broker czy doradca
Nieco inaczej widzą to przedstawiciele branży pośredników ubezpieczeniowych. Twierdzą oni, że we współczesnych, rozwiniętych systemach ubezpieczeń zaciera się granica między agentem a brokerem.
— Najnowsze dyrektywy Unii Europejskiej określają działalność wszystkich pośredników coraz bardziej jako oferowanie kompleksowych usług z doradztwem finansowym na czele. Tymczasem nasze prawo rozróżnia te dwie grupy pośredników — mówi Tomasz Mintoft-Czyż.
Jego zdaniem, mimo że są to dyrektywy zalecające, a nie obligatoryjne, to ta różnica może stanowić pewien problem.
Dawid Tokarz