Chińska gospodarka jest w głębokim dołku i ma naprawdę słaby rok. Niech świadczy o tym fakt, że może zanotować wzrost PKB niższy od Polski, co stałoby się po raz pierwszy od… 1976 r. Wskazują na to najnowsze dane o PKB z chińskiej gospodarki. Mówi to oczywiście więcej o Chinach niż o Polsce, ponieważ to ten kraj przechodzi obecnie recesję z powodu nowej fali COVID-19.
Czy po tej recesji kraj będzie w stanie odzyskać dawny wigor i tempo rozwoju przekraczające 5-6 proc. rocznie? Ma coraz więcej problemów strukturalnych, w tym wysoki dług i rosnące napięcie w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, które przecież były głównym inicjatorem zaproszenia Chin do globalizacji w XX wieku. Choć niejedną czarną prognozę Chiny już zanegowały.
Co do danych: w II kw. PKB Chin wzrosło o 0,4 proc. r/r, po wzroście o 4,8 proc. w I kw. Spowolnienie jest dużo mniejsze niż w czasie pierwszej fali COVID-19 na wiosnę 2020 r., mimo że restrykcje mają znacznie szerszy charakter niż wtedy (dotyczą wielu dużych miast). To pokazuje, że gospodarka zaadaptowała się do działania w warunkach pandemii, co było zresztą widać wcześniej także w innych krajach.
Mimo tej adaptacji całoroczny wzrost PKB może być jednak w Chinach bardzo niski, bo wirus jest bardziej zakaźny niż dwa lata temu i trudniej go zwalczać. Bank Goldman Sachs przewiduje, że całoroczny PKB wzrośnie o 3,4 proc. Dla porównania, obecne prognozy dla Polski wahają się między 4,5 a 5,5 proc. (z powodu doskonałego I kw., kiedy wzrost sięgnął 8,5 proc.; reszta roku będzie u nas słaba).
Co będzie dalej z chińską gospodarką? Władze mają cel wzrostu gospodarczego na ten rok na poziomie 5,5 proc., co odzwierciedla nadzieje, że uda się utrzymać tempo nie tak odległe od tego sprzed kryzysu (w 2019 r. było to 6 proc.). Patrząc jednak z długookresowego punktu widzenia, Chinom będzie trudno rozwijać się w tym tempie. Warto zwrócić uwagę, że w ostatniej dekadzie tempo wzrostu PKB tego kraju było dokładnie takie samo jak tzw. azjatyckich tygrysów w okresie, gdy były na analogicznym poziomie rozwoju. Pokazuję ten fakt na wykresie. Z tego porównania wynika, że w najbliższych latach Chiny stać na wzrost w okolicach 4-5 proc. Co ciekawe, podobne prognozy ma Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który przewiduje, że do 2027 r. średnie tempo wzrostu w Chinach wyniesie 5 proc.

Można przypuszczać, że nawet te 4-5 proc. byłyby wysokim wynikiem. Chiny zmagają się z bardzo wysokim zadłużeniem wewnętrznym, które przekracza 210 proc. PKB (dla porównania zadłużenie sektora nierządowego i niefinansowego w Polsce, czyli analogiczna miara, wynosi 76 proc. PKB). Uwidacznia się ono m.in. w turbulencjach na rynku nieruchomości. Będzie też coraz trudniej o transfer technologii z krajów rozwiniętych, a szczególnie ze Stanów Zjednoczonych, ze względu na coraz bardziej napięte relacje polityczne i rosnącą wagę, jaką Zachód przykłada do ochrony swoich technologii przed kopiowaniem i wykradaniem. Ostatnio FBI i MI6 ogłosiły wspólnie, że Chiny stanowią współcześnie największe zagrożenie dla zachodnich firm. Jednocześnie zachodnie korporacje będą już mniej chętne do outsourcowania produkcji do Chin, ponieważ coraz bardziej obawiają się o stabilność łańcuchów dostaw. Innymi słowy: warunki do rozwoju Chin stają się coraz trudniejsze.
Dopóki jednak Chiny tylko zwalniają, a nie wpadają w recesję, dla świata może być to pozytywne zjawisko. Zasysanie surowców przez Chiny przez wiele lat podbijało mocno ceny. Nadwyżki handlowe generowane przez Chiny zaburzały międzynarodowe rynki finansowe (ponieważ były lokowane w formie inwestycji). Myślę, że dziś zarówno z punktu widzenia makroekonomicznego, jak też technologicznego i geopolitycznego ważniejsze jest pytanie o bezpieczeństwo, a nie tempo chińskiego rozwoju.
