Czy grozi nam hiszpański syndrom?

Marcin Bołtryk, Rafał Głogowski
opublikowano: 20-10-2008, 00:00

Nadchodzi czas bessy. Co prawda, auta dostawcze sprzedają się jak nigdy, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że te cudowne lata się kończą.

rzemysł motoryzacyjny stał się wizytówką naszej gospodarki. W Polsce produkuje się nowoczesne auta i części zamienne. Wystarczy wspomnieć, że co siódmy wyprodukowany w Europie autobus i co dwudziesty samochód osobowy pochodzą z naszego kraju. Wartość eksportu samochodów i części w 2007 r. przekroczyła 16,6 mld EUR.

Samych aut dostawczych wyprodukowaliśmy 107,6 tys. To imponujący wynik. Niestety, dobre czasy się kończą. Pierwszy zwiastun to spadek dynamiki sprzedaży aut, również dostawczych.

Rekordy, rekordy

Najmłodszymi samochodami w Polsce są auta osobowo-ciężarowe, dostawcze i ciężarówki. Łącznie jest ich 2,4 mln, a połowa z nich nie ma 10 lat. Tak młodą flotę aut "transportowych" zawdzięczamy głównie inwestycjom prywatnym, idącym w ślad za wzrostem zapotrzebowania na przewozy.

Rozwijające się firmy potrzebują coraz większej liczby samochodów dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony. Zakupy takich pojazdów pobiły w 2007 r. kolejny rekord — wzrosły o blisko 35 proc. i przekroczyły 53,5 tys. sztuk. Bezapelacyjnym liderem na naszym rynku jest Fiat, który w zeszłym roku sprzedał 10,5 tys. aut dostawczych. Kolejne miejsca przypadły w udziale markom Renault (7 tys.), Volkswagen (6,7 tys.) oraz Peugeot (4,6 tys.) i Citroen (4,5 tys.). Sprzedaż mniejszych aut dostawczych, z nadwoziami samochodów osobowych, wzrosła o 10 proc., do prawie 17 tys. sztuk. O ponad połowę (do 36 tys. sztuk) zwiększyła się również sprzedaż średnich samochodów dostawczych — o dopuszczalnej masie całkowitej od 2,8 do 3,5 t. Prognozy na 2008 r. były obiecujące. Tymczasem…

Nastroje stagnacyjne

Igor Kaczorowski z Mitsubishi podkreśla, że rynek notuje niezłe wyniki, jednak wyraźnie słabnie.

— Ostatni rok podsumowujemy bardzo dobrze. Sprzedaż wzrosła średnio o 20 proc. Jednak ostatnie trzy miesiące przyniosły osłabienie dynamiki wzrostu względem lata ubiegłego roku. Trudno jednak oceniać, czy jest to wynik zawirowań na giełdzie, czy letniej kanikuły. Wakacje zawsze cechowała niższa sprzedaż niż w pozostałych miesięcach. Jednak od września tego roku docierają do nas negatywne sygnały od klientów — banki podwyższają im minimalne stopy leasingowe i małym przedsiębiorcom coraz trudniej sprostać tym wymaganiom. Właścicielom firm, którym sprzedajemy auta, udziela się również nastrój płynący z mediów — odkładają nowe zakupy na lepsze czasy. Takie nastroje mogą w końcu doprowadzić do stagnacji — przestrzega Igor Kaczorowski.

A jak zaczął się rok 2008?

Całkiem nieźle. W ciągu pierwszych trzech miesięcy sprzedaż samochodów dostawczych wyniosła w Polsce 14,1 tys. sztuk. To najlepszy kwartalny rezultat od 2002 roku i o 27,8 proc. więcej niż rok wcześniej. Tylko w marcu nowych właścicieli znalazło ponad 5,6 tys. samochodów dostawczych.

Tytuł lidera rynku zachował Fiat, który jako jedyny producent sprzedał w marcu ponad tysiąc aut (dokładnie 1003), osiągając w ten sposób kwartalny wynik 2,7 tys. sprzedanych samochodów. To o 17,4 proc. więcej niż przed rokiem. Na pozycję wicelidera awansował Ford.

Rynek nie odbił

Jerzy Prządka z Citroen Polska podkreśla, że cała pierwsza połowa 2008 r. to "złote kwartały" wzrostu sprzedaży nie tylko w Polsce, lecz także i w całej Europie.

— Sytuacja zaczęła się psuć wraz ze corocznym spowolnieniem wakacyjnym. Jednak — inaczej niż w ostatnich latach — po wakacjach rynek nie odbił. W Europie mamy do czynienia ze spadkami, albo co najmniej ze spowolnieniem dynamiki — opowiada Jerzy Prządka.

Na głównych rynkach europejskich najlepiej jest w Niemczech i we Francji.

— Ale Hiszpania i Wielka Brytania zdecydowanie odstają. Brytyjczyków najbardziej dotknął kryzys finansowy zza oceanu, a hiszpańskie spadki uzasadnia się psychozą, jaka ogarnęła tamtejszych przedsiębiorców. Temperamentni południowcy bardzo emocjonalnie reagują na wieści o psującej się koniunkturze na świecie. Reagują pod wpływem impulsu i dziś odkładają zakupy w oczekiwaniu lepszych czasów. Podobną tendencje dostrzegamy na rynku włoskim, choć tu spadki są dużo mniejsze — zauważa Jerzy Prządka.

Polski rynek pojazdów użytkowych na tym tle wypada nieźle. Nie dominują u nas tak złe nastroje jak wśród Hiszpanów. Zachowujemy zimną krew i racjonalnie oceniamy nasze szanse. A z uwagi na to, że Polska jest wciąż rynkiem rozwijającym się, impet także trudniej wyhamować.

— Tym, co może nam zagrozić, są nastroje nie przedsiębiorców, ale bankowców. To oni decydują o dostępności środków finansowania inwestycji. Mniejsza dostępność kredytów i podwyższanie leasingowego progu minimalnego mogą spowalniać dynamikę wzrostu. Psychologia w tym biznesie jest równie ważna co efektywność firm — mówi Jerzy Prządka.

Uwaga, ekologia!

Wojciech Drzewiecki z Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR podkreśla, że jedną z przyczyn spadku sprzedaży aut dostawczych w Hiszpanii było zbyt pochopne wprowadzenie przepisów proekologicznych.

— Przykład ten pokazuje, że podobne działania mogą doprowadzić do zahamowania wzrostu branży. W Polsce na razie nikt nie grzebie przy takich przepisach. To w obliczu nadchodzącej recesji dobra wiadomość. Zagrożeniem dla dobrej sytuacji polskiego rynku jest również utrzymujący się na stałym poziomie import aut używanych — podsumowuje Wojciech Drzewiecki. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk, Rafał Głogowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu