Nie będzie dla nikogo odkryciem, że w takim kryzysie ekonomicznym, jaki przyniosła pandemia COVID-19, w wielu przypadkach nie jest łatwo wypełnić podjęte wcześniej zobowiązania. I nie w każdej sytuacji podporą są rozwiązania wprowadzone tzw. specustawą antykryzysową. W rezultacie zamiar wypowiadaniu umów to obecnie jeden z tematów wyjątkowo często podejmowanych w rozmowach z kancelariami prawnymi przez ich klientów. Szukają sposobów, jak sobie z tym problemem radzić. Co istotne, nie wszystkie strony kwapią się z całkowitym odstępowaniem od zawartych kontraktów, nawet jeśli miałyby podstawy prawne do tego, pozwalające uniknąć poważnych konsekwencji takich decyzji.

Tarcze o tym milczą
— Wystąpienie koronawirusa, jego skala, wprowadzone ograniczenia należy traktować jako okoliczności utrudniające lub wręcz uniemożliwiające realizację zobowiązań umownych. To z kolei otwiera możliwość uchylenia się od roszczeń związanych z niewykonywaniem umowy — przyznaje dr Karol Rusin, adwokat z kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik.
W konsekwencji epidemia, a także związane z nią utrudnione dostawy, kwarantanna personelu czy czasowe zamknięciezakładu mogą być traktowane jako tzw. siła wyższa, stanowiąca argument dla niepełnego wywiązania się z umowy lub nawet niezrealizowania jej w ogóle.
— Takie usprawiedliwienie będzie jednak skuteczne wyłącznie wtedy, gdy epidemia obiektywnie wpłynęła na niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania — zastrzega adwokat.
Siła wyższa nie może być interpretowana dowolnie. Czyli jak należy to zrobić? Nie jest to łatwe przez brak jej ustawowego zdefiniowania, mimo że jako pojęcie można ją znaleźć w Kodeksie cywilnym. Nie odniesiono się do niej także w przepisach antykryzysowych, tzw. tarczach, uchwalonych dla ratowania przedsiębiorstw znajdujących się w kłopotach z powodu obecnej pandemii, co podkreśla Rafał Krzyżak, adwokat z kancelarii prawnej D.Dobkowski, stowarzyszonej z KPMG w Polsce. Jednocześnie zwraca on uwagę, że epidemia sama w sobie jest siłą wyższą, na którą dodatkowo nałożyły się nakazy i ograniczenia wprowadzone przez rząd. Ponieważ siły wyższej nie zdefiniowano w prawie, pozostaje kierować się orzecznictwem. Rafał Krzyżak przywołuje jeden z ostatnich wyroków, w których wyjaśniono tę kwestię.
„Za siłę wyższą jest uznawane wyłącznie zdarzenie charakteryzujące się trzema następującymi cechami: zewnętrznością, niemożliwością jego przewidzenia oraz niemożliwością zapobieżenia jego skutkom. Zdarzenie jest zewnętrzne wówczas, gdy następuje poza strukturą przedsiębiorstwa. Niemożliwość przewidzenia, że dane zdarzenie nastąpi, należy pojmowaćjako jego nadzwyczajność i nagłość. Niemożliwość zapobiegnięcia skutkom zdarzenia jest tłumaczona jako jego przemożność, a więc niezdolność do odparcia nadchodzącego niebezpieczeństwa. Za przejawy siły wyższej uznaje się katastrofalne zjawiska wywołane działaniem sił natury, np. powodzie, huragany, trzęsienia ziemi, pożary lasów. Jako siłę wyższą traktuje się także akty władzy publicznej oraz zjawiska społeczne lub polityczne o skali katastrofalnej” — czytamy w wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie z 19 listopada 2019 r. (sygn. akt III APa15/19).
— Zatem zdarzenie zewnętrzne i nadzwyczajne, czyli niemożliwe lub trudne do przewidzenia, którego skutkom nie można zapobiec, to podstawowe cechy siły wyższej. I zawsze, powołując się na taki powód niemożności wywiązania się z umowy, należy wykazać jego związek przyczynowy z okolicznościami, które można uznać za siłę wyższą — podkreśla adwokat z kancelarii D.Dobkowski.
Klauzule na przyszłość
Warto, aby strony umów takie sytuacje przewidywały i uwzględniały możliwość pojawienia się siły wyższej w zawartych postanowieniach.
— Zwykle są to klauzule wyłączające odpowiedzialność odszkodowawczą i ewentualne kary umowne za niewykonanie lub nieprawidłowe wykonanie umowy w przypadku takiego nieprzewidzianego zdarzenia. Mogą przewidywać nawet dalej idące rozwiązanie, czyli możliwość wygaśnięcia zobowiązania, rozwiązanie umowy lub odstąpienie od niej w razie wystąpienia siły wyższej. Przedsiębiorca nie musi być jednak wcale na przegranej pozycji, jeśli umowa nie zawiera takich zapisów — zauważa dr Karol Rusin.
Chociaż — wyjaśnia — w Kodeksie cywilnym próżno szukać normy prawnej wprost odwołującej się do siły wyższej, to jego art. 471 stanowi, że dłużnik nie ma obowiązku naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, jeżeli jest ono następstwem okoliczności, za które nie ponosi odpowiedzialności. Tym samym pozwala na uchylenie się od roszczeń związanych z niewykonaniem umowy. Nie tylko siła wyższa może uzasadniać odstąpienie od umowy lub jej rozwiązanie. Strona może powołać się na tzw. klauzulę nadzwyczajnej zmiany stosunków.
— Oznacza ona, że gdy z powodu takiej sytuacji spełnienie świadczenia jest połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego nie przewidywały przy zawarciu umowy, wtedy sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. W obecnej sytuacji należałoby wykazać, że to właśnie epidemia i jej następstwa spowodowały nadzwyczajną zmianę stosunków uzasadniającą zmianę warunków umowy lub nawet jej rozwiązanie — tłumaczy dr Karol Rusin.
To trzeba rozliczyć
Prawo do odstąpienia od umowy zależy w zasadzie od jej rodzaju.
— Inne będą prawa stron np. umowy deweloperskiej, przedwstępnej sprzedaży, a inne umowy o roboty budowlane. Przede wszystkim trzeba zweryfikować, czy rzeczywiście stronie przysługuje prawo do odstąpienia od umowy, czyli jej niekontynuowania, co wiąże się z obowiązkiem zwrotu wzajemnych świadczeń — mówi Łukasz Ciskowski, adwokat z Kancelarii Adwokackiej Czupajło & Ciskowski.
Dodaje, że zasadniczo umów należy dotrzymywać i żadna ze stron nie powinna móc ich jednostronnie zrywać.
— Odstąpienie od umowy to uprawnienie wyjątkowe i tak należy je traktować. Nie powinno być wykorzystywane instrumentalnie jako próba pokonywania ekonomicznych problemów z realizacją danych zobowiązań — zauważa Łukasz Ciskowski.
Niewykonanie umowy w związku z epidemią ma konkretne finansowe następstwa. Daje przedsiębiorcy prawo powstrzymania się od zapłaty lub żądania zwrotu wpłaconej kwoty. Jeżeli natomiast umowa została zrealizowana częściowo, może nie zapłacić za tę niewykonaną część lub żądać za nią zwrotu pieniędzy. Czasami takie częściowe wywiązanie się z zobowiązań może jednak nie mieć dla drugiej strony znaczenia. Dr Karol Rusin podpowiada, że w takim przypadku można skorzystać z uprawnienia do odstąpienia od umowy w całości.
Sąd jako ostateczność
Wszystkie te działania muszą mieć solidne podstawy.
— Co istotne, na początku epidemii większość problemów z wykonywaniem umów rzeczywiście może być uzasadnianakoronawirusem i niemożliwością jego przewidzenia. Jednak z upływem czasu powoływanie się na zaskoczenie pandemią COVID-19 i jej skutkami dla zobowiązania umownego będzie dyskusyjne i wymagające każdorazowo należycie przygotowanego materiału dowodowego — zauważa reprezentant kancelarii RWW. legal Rusin Wójcik.
Jeżeli którakolwiek ze stron rozważa odstąpienie od umowy, powinna liczyć się z kwestionowaniem tej decyzji przez kontrahenta. Często może to zaprowadzić strony przed sąd.
— Zawsze dajemy pod rozwagę możliwość renegocjacji umowy, zanim sprawa trafi do sądu. Najczęściej takie sprawy dotyczą najmu. Ustalenie akceptowalnych warunków umowy na czas występowania ograniczeń lub do końca jej trwania jest zawsze lepszym rowzwiązaniem niż wieloletnie procesy sądowe, których nieodłączną cechą jest niepewność rozstrzygnięcia — podkreśla Łukasz Ciskowski.
Jego zdaniem dzięki renegocjacji umowy można dopasować ją nie tylko do aktualnej sytuacji, ale też ustalić zasady reagowania w przypadku kolejnych nieprzewidzianych wcześniej czynników zewnętrznych, takich jak np. doświadczany obecnie stan epidemii. Na przykład we wspomnianych umowach najmu czy innych dotyczących korzystania z nieruchomości, jak np. dzierżawa, obie strony mają interes w tym, aby dostosować się do obecnej sytuacji rynkowej (czyli ograniczenia powierzchni biurowej, mniejszej sprzedaży w lokalach usługowych lub gastronomicznych), a zarazem nie doprowadzić do zerwania współpracy z uwagi na utratę przychodu z czynszu lub nakłady poczynione na dany lokal.
— Dla właściciela powierzchni często sensowne będzie choćby czasowe obniżenie czynszu, aby zapobiec utracie wieloletniej umowy — uważa przedstawiciel kancelarii Czupajło & Ciskowski.