W średnioterminowej perspektywie (do kilku kwartałów) warto spojrzeć na efekty kryzysu na przedsiębiorstwa przez pryzmat "kreatywnej destrukcji". Zgodnie z tym spojrzeniem podczas kryzysu zachodzi proces oczyszczający gospodarkę, ponieważ spowolnienie "wyczyszcza" rynek z najmniej wydajnych podmiotów. Pracownicy z tych podmiotów oraz kapitał (budynki, maszyny itp.) są uwalniane i przechodzą do bardziej wydajnych przedsiębiorstw. Sprawia to, że gospodarka po okresie spowolnienia gospodarczego może się odbudować i powrócić do dawnego poziomu wzrostu gospodarczego. Oczywiście w rzeczywistości proces nie jest aż tak płynny, a kryzys może usunąć z rynku nie tylko najmniej efektywne podmioty, ale też te najbardziej wydajne, ale ogólny schemat działania gospodarki może w ten sposób wyglądać.
Czy w tym momencie mamy jakiś problem z dostosowaniem gospodarki do wstrząsów i zmian strukturalnych? Brak takiego dostosowania można nazwać efektem zabliźniania – spowolnienie gospodarcze powoduje rany, które zostawiają trwałe ślady. Analizując teoretyczne argumenty i odnosząc je do polskich warunków nie widać jednoznacznych przejawów zabliźniającego działania kryzysów, choć można zidentyfikować pewne ryzyka.
1. Zablokowana relokacja zasobów ze słabych do silnych firm
Podręcznikowym źródłem zabliźniania gospodarki mogły być pośrednie skutki pandemicznych programów pomocowych. Istniała obawa, że środki otrzymają głównie przedsiębiorstwa niewydajne, przez co za długo utrzymają się one na rynku. Utrudniłoby to dostosowanie się gospodarki do nowej popandemicznej rzeczywistości.
Nie ma jednak dowodów na to, że nieproporcjonalnie duża część środków została skierowana do podmiotów o najmniejszej wydajności. Wyliczenia dla państw Europy (według naszej wiedzy nie ma badań na ten temat dla Polski) wskazują, że środki były rozdzielane w równym stopniu pomiędzy firmami. Tak samo charakterystyka przedsiębiorstw wypadający z rynku nie uległa istotnej zmianie i dalej te same czynniki pozwalają przewidzieć czy firma zbankrutuje. Działania pomocowe w Polsce były bardzo podobne do tych w innych państwach Unii, więc najprawdopodobniej i w Polsce nie nastąpiło istotne zaburzenie tego kanału oczyszczenia rynku.
2. Ograniczony dostęp do finansowania
Innym kanałem przełożenia spowolnienia gospodarczego na trwałą stagnację jest zatrzymanie dopływu kredytów do przedsiębiorstw, które również mogłoby spowodować niewydajność "kreatywnej destrukcji". Nadmiernie zaciśnięcie warunków udzielania kredytów przekłada się na wypadanie z rynku bardziej efektywnych podmiotów, gdyż bardziej efektywne podmioty w większym stopniu korzystają z kredytów obrotowych. Brak finansowania obrotowego sprawia, że przedsiębiorstwa te tracą płynność, co może się przyczynić do ich wypadnięcia z rynku.
Czy coś takiego mogło wydarzyć się w Polsce? Od początku pandemii aż do 2021 roku podaż kredytów obrotowych w sektorze bankowym spadła, ale był to skutek działania tarcz antykryzysowych oraz obniżenia poziomu aktywności gospodarczej. Następnie podaż kredytów wystrzeliła, co nie zadziałoby się, gdyby system finansowy miał problemy z podażą kredytów.
Z drugiej strony, relacja zadłużenia prywatnego do PKB w Polsce systematycznie maleje, a delewarowanie jest najsilniejsze ze wszystkich krajów UE – pisaliśmy o tym niedawno w PB Analizach. Więc rynek kredytowy nie we wszystkich swoich aspektach działa dobrze.


3. Utrudnione przechodzenie pracowników na lepsze miejsca pracy
Jeszcze inny kanał blokowania „kreatywnej destrukcji” to niewydolność rynku pracy i przeszkody w przechodzeniu pracowników z firm mniej wydajnych do bardziej wydajnych. Tutaj widać pewne symptomy występowania blokad rozwojowych, choć nie powinny one mieć krytycznego charakteru. Polski rynek pracy już przed pandemią był niewydolny w tworzeniu dopasowań pracownik-pracodawca. Poza największymi aglomeracjami, najczęstszym sposobem poszukiwania pracy są sieci kontaktów, które są znacznie mniej wydajne niż dobrze zorganizowane publiczne pośrednictwo pracy. Pracownicy, którzy już mają pracę, są zatem niechętni do poszukiwania innych ofert, ponieważ wiedzą, że szansa znalezienia lepszej oferty jest znikoma.
W czasie kryzysu zjawisko to jedynie się nasila. Większa obawa o miejsce pracy oraz świadomość mniejszej liczby ofert o pracę u innych pracodawców zniechęca do poszukiwania nowego miejsca pracy.
Nad Wisłą było to widoczne podczas pierwszej fali pandemii i po niej – obawy Polaków o wzrost bezrobocia utrwaliły się. Przekłada się to na niechęć w poszukiwaniu nowych miejsc pracy dla osób, które już takową mają. To może ograniczać przepływy pracowników. Ze względu na obawy o stan rynku pracy za dużo pracowników pozostaje w przedsiębiorstwach mniej wydajnych. Odbija się to na ogólnej wydajność gospodarki, ponieważ pracownicy rzadziej zmieniają miejsca pracy, rzadziej przechodzą do firm innowacyjnych, bardziej wydajnych. Przedsiębiorstwa radzące sobie najlepiej pod względem wdrożenia nowych technologii, czy optymalizacji zużycia energii będą miały problemy z pozyskaniem pracowników, gdyż ci będą zblokowani w mniej wydajnych podmiotach.

4. Strach firm przed inwestowaniem
Kolejnym kanałem zabliźniania mogłoby być ograniczenie inwestycji przez firmy. Jeżeli kryzys powoduje trwały wzrost awersji do ryzyka, wówczas innowacje i dynamizm gospodarczy mogą ulec przygaszeniu. Objawem tego są w takiej sytuacji niższe nakłady rozwojowe przedsiębiorstw.
Ten kanał oddziaływania kryzysu może być widoczny. W czwartym kwartale 2022 roku inwestycje firm w środki trwałe były o 1 proc. niższe niż w czwartym kwartale 2019 roku, mimo że PKB urósł w tym samym okresie o 9 proc. A więc relacja inwestycji do PKB istotnie się zmniejszyła (wzrost gospodarczy był w dużej mierze wygenerowany przez eksport).
Natomiast na szczęście nie widać spadku skłonności firm zagranicznych do lokowania swoich aktywów w Polsce. Bliskość konfliktu zbrojnego mogłaby zniechęcić potencjalnych inwestorów. Jednakże nic takiego nie nastąpiło, wręcz przeciwnie, bezpośrednie inwestycje zagraniczne są na znacznie wyższym poziomie niż średnia historyczna. W latach 2010-2019 średnio kwartalnie do Polski napływały inwestycje o wartości 3 mld euro, a w 2021 było to już 7,85 mld i w 2022 8,2 mld (tutaj należy przypomnieć, że inwestycje w sensie nakładów na środki trwałe to nie jest to samo, co bezpośrednie inwestycje zagraniczne; te drugie polegają po prostu na zwiększaniu udziałów w polskich podmiotach, nowych lub istniejących, i mogą nieść ze sobą nakłady na środki trwałe, ale nie muszą).

Podsumowanie
Podsumowując, kryzysy ostatnich lat nie powinny wywołać istotnych efektów zabliźniania polskiej gospodarki w średnim terminie. Elastyczność gospodarki w dostosowaniu do wstrząsów nie jest zablokowana, rynek kredytowy nie działa niewydajnie, pracownicy nie przestają szukać lepszych miejsc pracy, a firmy – szczególnie zagraniczne – nie zatrzymały inwestycji. Ale w wielu z tych obszarów widać pewne czynniki ryzyka. Rynek kredytowy wykazuje pewne oznaki stagnacji, pracownicy mają problemy ze znajdywaniem lepszych miejsc pracy, a firmy nie inwestują tyle, ile by mogły. Nie można też zapomnieć o innych zagrożeniach dla polskiego wzrostu gospodarczego, które nie były dotknięte przez pandemię jak np.: fatalna demografia, zapóźnienie w zmianach w energetyce, czy demontaż państwowych instytucji. Dlatego w najbliższych kwartałach będzie trzeba monitorować wymienione kanały oddziaływania kryzysu w poszukiwaniu ewentualnych sygnałów trwałej stagnacji.

