Gospodarka jest odporna na efekty wojny w Ukrainie, a bank centralny będzie mocno podnosił stopy procentowe, by szybko sprowadzić inflację na dużo niższy poziom — to wniosek ze środowej konferencji prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego. Cieszy optymizm wyrażany przez prezesa instytucji, która ma mocne zaplecze analityczne, ale ja mam obawy, czy ten optymizm nie jest zbyt duży. Sądzę, że ryzyko recesji jest w Polsce realne i wysokie, natomiast zgodzę się, że ewentualna recesja nie powinna być głęboka i długa.

„Na szczęście nie musimy rozpatrywać takiej rozpaczliwej alternatywy — Polsce nie grozi recesja. W Polsce może nastąpić spowolnienie bardzo szybkiego wzrostu do poziomu szybkiego wzrostu. 4 proc. to nadal jest bardzo szybki wzrost, a 3,5 proc. to jest szybki wzrost” — mówił w środę Adam Glapiński, przypominając, że najnowsze projekcje NBP wskazują na wzrost gospodarczy rzędu 4,2 proc. w tym roku. (cytat za PAP). Bardzo jastrzębie podejście prezesa NBP do wzrostu gospodarczego i stóp procentowych sprawiło, że złoty zaczął się szybko umacniać, w ciągu jednego dnia zyskując około 3 proc. do euro.
Sądzę jednak, że na te liczby musimy spojrzeć z pewnej perspektywy. Wysoki wzrost w całym 2022 r. możemy osiągnąć dzięki temu, że początek roku był wyjątkowo dobry i ustawił nam wysoki punkt startu. W pierwszym kwartale roczny wzrost PKB może wynieść 6-7 proc. Wynik za cały 2022 r. na poziomie 4,4 proc. implikuje średni wzrost w okolicach 3-3,5 proc. w pozostałych kwartałach roku. To niezły wynik, ale oznacza jednak wyraźne spowolnienie. Jeżeli mielibyśmy z całorocznym wzrostem zejść poniżej 4 proc., to znaczy, że w jakimś momencie roku możemy zaliczyć recesję, czyli spadek PKB kwartał do kwartału.
W statystyce ekonomicznej zjawisko to jest znane pod nazwą efektu przeniesienia. Całoroczny wynik PKB w bardzo dużej mierze wynika z tego, co działo się z gospodarką na początku roku. Jeżeli wzrost gospodarczy na początku roku jest wysoki, a później nagle następuje recesja, to całoroczny wzrost wciąż będzie wyraźnie dodatni. Dlatego na całoroczny PKB trzeba patrzeć z rezerwą. Lepiej zwracać uwagę na dane kwartalne. Amerykański bank centralny np. nie podaje w projekcjach całorocznego PKB, lecz tylko wzrost PKB w ostatnim kwartale roku.
Wniosek? Wcale nie jesteśmy daleko od recesji w Polsce. Doświadczamy potężnego szoku podażowego, polegającego na wzroście cen surowców i ograniczeniach w dostawach wielu istotnych materiałów. Z moich pierwszych rozmów z przedstawicielami firm wnioskuję, że w wielu branżach panuje autentyczny strach — głównie o potencjalne przerwy w dostawach energii i materiałów. W niektórych branżach, np. motoryzacyjnej, produkcja jest przerywana. Polska, Europa i Świat doświadczają tak mocnego zaburzenia w przepływach surowców i materiałów, że trudno wykluczyć ryzyko poważnego załamania aktywności gospodarczej w krótkim okresie.
Natomiast dopóki wojna nie zacznie rozlewać się na inne kraje, to rzeczywiście mamy wszelkie powody, by sądzić, że recesja — jeżeli by wystąpiła — byłaby zjawiskiem krótkim. Światowy system produkcyjny i handlowy musi dostosować się do nowych przepływów: niektóre kraje będą redukować import z Rosji, inne prawdopodobnie zwiększać (Rosja przekieruje część eksportu na inne rynki), globalna podaż nie powinna się załamać, tylko będzie inaczej dystrybuowana.