Czy Polski Ład uratuje popyt

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-01-10 20:00

Spadek realnej dynamiki wynagrodzeń i wzrost kosztów obsługi długu mocno uderzą w popyt konsumpcyjny. Ratunkiem mogą okazać się obniżki podatków.

W tym roku dwa czynniki bardzo mocno obciążą dynamikę konsumpcji. Pierwszym będzie spadek realnej dynamiki wynagrodzeń spowodowany wzrostem inflacji. Drugim - skokowy wzrost kosztów obsługi długu w wyniku wzrostu stóp procentowych. Oba sprawią, że dochody przeznaczone na konsumpcję mogą się skurczyć. Ratunkiem dla popytu konsumpcyjnego może okazać się cięcie podatków dochodowych w ramach tzw. Polskiego Ładu. Postaram się skwantyfikować te czynniki.

Realna dynamika wynagrodzeń obniży się z ok. 3,3 proc. w 2021 r. do niecałego 1 proc. w 2022 r. Zakładam bowiem, że w tym roku nominalny wzrost płac wyniesie 8-9 proc., a inflacja ok. 7-8 proc. (po uwzględnieniu cięć VAT). Warto przypomnieć, że przed kryzysem, w latach 2015-19, realne płace rosły w średnim tempie 4,4 proc. Mamy zatem dość wyraźne hamowanie, które niewątpliwie przełoży się negatywnie na dynamikę popytu konsumpcyjnego.

Jednocześnie koszt obsługi zadłużenia (koszt odsetkowy) zwiększy się - według mojego szacunku - z ok. 1 proc. w relacji do dochodów do ok. 2,5-3 proc., a więc o ok. 1,5-2 pkt proc. Wzrost będzie wynikał z podwyżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, która reaguje na rosnącą inflację i może podnieść stopę referencyjną Narodowego Banku Polskiego do ok. 4 proc. Warto dostrzec, co pokazuję na wykresie, że w ostatnich 20 latach gospodarstwa domowe nie doświadczyły tak silnego wzrostu kosztów obsługi zadłużenia. Będzie to dla wielu z nich prawdziwy szok.

Spowolnienie płac realnych i wzrost kosztów obsługi długu mogłyby sprawić, że realna pula dochodów, które Polacy mogą przeznaczyć na konsumpcję, zmniejszy się w tym roku. Ratunkiem przed takim scenariuszem może okazać się Polski Ład, mimo dość kuriozalnej konstrukcji prawnej, której nie rozumieją nawet księgowi i której poświęcę odrębny tekst. W ramach cięć podatków dochodowych (netto, po doliczeniu dodatkowych podatków płaconych przez tych, których obciążenie wzrośnie) łączne dochody pracowników mogą wzrosnąć o ok. 1,5-2,5 proc. w relacji do scenariusza status quo (nie w relacji do 2021 r.).

Podsumowując wszystkie wspomniane elementy zmiana dochodów możliwych do przeznaczenia na konsumpcję powinna wynieść ok. 1-2 proc. Czy dynamika popytu konsumpcyjnego wyhamuje do tak niskiego poziomu? Nie musi tak być, bo do kalkulacji należy doliczyć jeszcze dwa istotne efekty, które mogą dla konsumpcji okazać się poduszką bezpieczeństwa. Po pierwsze, niektóre gospodarstwa domowe zredukują oszczędności – będą oszczędzać mniejszą część dochodu niż w zeszłym roku, a pomagać temu będą niskie realne stopy procentowe. Po drugie, bezrobocie powinno utrzymać się na niskim poziomie nawet w warunkach mocnego hamowania gospodarki, ponieważ pracodawcy będą niechętni do zwalniania pracowników, a ewentualny spadek popytu na pracę może zostać zniwelowany przez wyjazd niektórych tymczasowych imigrantów. To zaś sprawi, że nastroje konsumentów nie powinny zanurkować bardzo głęboko.

Dziś rynek oczekuje, że konsumpcja utrzyma 4-procentowe tempo wzrostu. Wydaje mi się, że taka prognoza jest obarczona dużym ryzykiem, a rzeczywistość może okazać się gorsza. Całkowitej stagnacji konsumpcji, na miarę tej, która miała miejsce w 2013 r., na razie bym jednak nie oczekiwał.