Czy sfinansowałbym czyjś pomysł na biznes?

MK
opublikowano: 11-12-2009, 00:00

Marek Goliszewski

założyciel i prezes Business Centre Club

Byłbym gotów sfinansować każdy pomysł, który ceną i jakością przebija rozwiązania oferowane przez rynek. Kierowałbym się nie tyle branżą, ile solidnością młodego partnera biznesowego. Tym bardziej nie przedkładałbym sektorów zaawansowanych technologicznie nad tradycyjne rzemiosło i najprostsze usługi. Mieszkańcy dużych aglomeracji wiedzą, jak trudno znaleźć hydraulików, glazurników, stolarzy czy kominiarzy, co jest skutkiem likwidacji systemu szkolnictwa zawodowego w Polsce.

Kończący studia często sobie wyobrażają, że od razu osiągną sukces na miarę Billa Gatesa. Proponuję, by najpierw sprawdzili się w mniej spektakularnych projektach. Powinni szukać swojego miejsca tam, gdzie nie ma zbyt dużej konkurencji. Małe firmy sprzątające osiedla albo agencje oferujące opiekunki do dzieci lub pomoc domową — czy to nie dobry pomysł na biznesowy start?

Przemysław Rey

właściciel firmy doradczo-informatycznej Hanseaticus

Dobry pomysł, zaangażowani ludzie, realne założenie biznesplanu — to kluczowe czynniki sukcesu. Na ich podstawie oceniałbym poziom ryzyka i możliwą do osiągnięcia stopę zwrotu z inwestycji. Wziąłbym też pod uwagę wiarygodność osoby, która zwraca się o sfinansowanie działalności. Podczas rozmowy próbowałbym wyczuć, czy to poważny partner, czy naciągacz lub fantasta obiecującym gruszki na wierzbie. Zapytałbym też o CV i referencje.

Preferuję drobne projekty z dużym potencjałem rozwojowym. Najbardziej obiecujące są dla mnie start-upy z sektora nowych technologii. Rozwijają się dobrze zarówno w kryzysie, jak i w okresie prosperity, czego przykładem jest Skype. Do tradycyjnego przemysłu podchodzę ostrożnie. Bo wymaga wysokich nakładów, a nie daje gwarancji odzyskania, a tym bardziej pomnożenia włożonych pieniędzy.

Marek Suchar

właściciel i szef firmy konsultingowej IPK

Zanim bym zainwestował w czyjąś firmę, musiałbym być pewny uczciwości, inteligencji, kreatywności i talentu właściciela. Niestety, to wychodzi dopiero w praniu. Ludzie zakładający biznes często nie zdają sobie sprawy, na co się porywają. Pracownik z reguły jest specjalistą w jednej dziedzinie. Przedsiębiorca musi się znać na wszystkim. Odpowiada za wykonanie usługi i jej sprzedaż, za zarządzanie, finanse, kadry, za marketing i reklamę, za wizję rozwoju. Tylko nieliczni dają sobie z tym wszystkim radę.

Jeśli już chciałbym coś finansować, byłyby to pomysły związane z moją działalnością, a więc portale pracowe, badania kompetencji pracowników za pomocą testów elektronicznych czy wirtualne rozmowy rekrutacyjne. Przyszłością jest informatyzacja usług human recources. Wbrew pozorom na tym rynku, przynajmniej w Polsce, ciągle jest dużo do zrobienia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu