Moim zdaniem odpowiedź brzmi: tak, ale nie dlatego, że mieszkania staną się tańsze. Największą korzyścią może być niższy koszt finansowania zakupu mieszkania.
Polska ma dziś droższy pieniądz niż strefa euro
W czerwcu 2026 roku główna stopa procentowa Narodowego Banku Polskiego wynosiła 3,75 proc. W tym samym czasie podstawowe stopy Europejskiego Banku Centralnego pozostawały wyraźnie niższe – stopa depozytowa wynosiła 2,00 proc., główna stopa refinansowa 2,15 proc., a stopa kredytu overnight 2,40 proc. Ta różnica przekłada się bezpośrednio na koszt kredytów hipotecznych.
W Polsce nowe kredyty mieszkaniowe są obecnie udzielane najczęściej z oprocentowaniem około 5–6 proc., podczas gdy w wielu krajach strefy euro koszt kredytu hipotecznego wynosi około 3–4 proc. To właśnie ta różnica ma największe znaczenie dla przeciętnej rodziny. Dostępność mieszkań zaczyna się od miesięcznej raty. W Polsce bardzo często analizujemy jedynie ceny mieszkań. To zbyt duże uproszczenie.Dla zdecydowanej większości kupujących najważniejsze pytanie brzmi: „Czy będzie mnie stać na miesięczną ratę?”
Przyjrzyjmy się prostemu przykładowi. Rodzina kupuje mieszkanie o wartości 800 tys. zł. Posiada 20 proc. wkładu własnego, dlatego finansuje zakup kredytem w wysokości 640 tys. zł na okres 30 lat. Przy oprocentowaniu około 5,8 proc., charakterystycznym dla polskiego rynku, miesięczna rata wynosi około 3 755 zł. Jeżeli koszt finansowania byłby zbliżony do poziomów obserwowanych w wielu krajach strefy euro i wynosił około 3,2%, rata spadłaby do około: 2 768 zł.
To oznacza:
- 987 zł mniej każdego miesiąca,
- 11 844 zł rocznie,
- ponad 118 tys. zł w ciągu pierwszych dziesięciu lat spłaty kredytu.
To pieniądze, które zamiast trafiać do banku mogłyby zostać przeznaczone na edukację dzieci, oszczędności, inwestycje lub zwyczajnie poprawę jakości życia.
Można więc powiedzieć, że w części budżetu przeznaczanej dziś na obsługę kredytu hipotecznego w gospodarstwie domowym pozostawałoby około 1/3 więcej środków.
Ta sama rata, ale znacznie większe możliwości
Jeszcze lepiej widać to na zdolności kredytowej. Jeżeli rodzina może pozwolić sobie na miesięczną ratę około 3 755 zł, to:
- przy oprocentowaniu 5,8 proc. uzyska około 640 tys. zł kredytu,
- przy oprocentowaniu 3,2 proc. mogłaby pożyczyć około 868 tys. zł.
To wzrost zdolności kredytowej o 228 tys. zł, czyli aż 35,6 proc. Dla wielu rodzin oznacza to możliwość zakupu większego mieszkania, lepszej lokalizacji lub wejścia na rynek mieszkaniowy kilka lat wcześniej.
Jak wygląda sytuacja w Polsce?
Według danych GUS średnie miesięczne wynagrodzenie brutto w Polsce w marcu 2026 roku wynosiło 9 652 zł. Jednocześnie średnia cena ofertowa nowego mieszkania w Gdańsku osiągnęła 18 315 zł za m². Oznacza to, że przeciętna miesięczna pensja brutto pozwala kupić jedynie około 0,53 m² nowego mieszkania. Innymi słowy, zakup jednego metra kwadratowego wymaga niemal dwóch przeciętnych miesięcznych wynagrodzeń brutto.
To pokazuje, jak dużym wyzwaniem pozostaje dostępność mieszkań. Jednak sama cena metra kwadratowego nie jest jedyną barierą. Znacznie większym problemem jest koszt jego finansowania.
Samo euro nie wystarczy
Nie uważam, że przyjęcie euro automatycznie rozwiąże wszystkie problemy polskiego rynku mieszkaniowego. Tańszy pieniądz bez odpowiedniej podaży mieszkań może prowadzić do wzrostu popytu, a w konsekwencji również wzrostu cen. Dlatego potrzebujemy działań systemowych.
- Po pierwsze – stabilnego i tańszego finansowania.
- Po drugie – większej podaży mieszkań.
- Po trzecie – szybszych procedur administracyjnych i planistycznych.
- Po czwarte – większej dostępności gruntów inwestycyjnych.
Dopiero połączenie tych elementów może trwale zwiększyć dostępność mieszkań.
Mniej kosztów kredytu to więcej pieniędzy dla rodzin
Najważniejszą korzyścią z niższego kosztu finansowania nie jest wyłącznie większa zdolność kredytowa. To przede wszystkim większa ilość pieniędzy pozostających co miesiąc w gospodarstwach domowych. Przy naszym przykładowym kredycie jest to prawie 12 tys. zł rocznie. W skali milionów kredytobiorców oznaczałoby to miliardy złotych, które mogłyby pozostać w polskiej gospodarce zamiast zostać przeznaczone na wyższe koszty obsługi zadłużenia. To więcej środków na edukację dzieci, rozwój przedsiębiorczości, konsumpcję, oszczędności czy inwestycje. Dlatego dyskusja o strefie euro nie powinna dotyczyć wyłącznie waluty. Powinna dotyczyć jakości życia polskich rodzin.
Jeżeli niższy koszt pieniądza zostanie połączony z odważną polityką zwiększania podaży mieszkań, sprawniejszym planowaniem przestrzennym i szybszym przygotowaniem terenów pod inwestycje, Polska może stworzyć jeden z najbardziej dostępnych rynków mieszkaniowych w Europie Środkowej.
To właśnie taka dyskusja – oparta na liczbach, a nie emocjach – jest dziś najbardziej potrzebna.
Partnerem publikacji jest Alter Investment
