Alfred Adamiec, główny ekonomista Noble Banku:
Rynek nieruchomości jest mocno powiązany z rynkiem finansowym. Najprostszym powodem jest udział kredytów w finansowaniu zakupu nieruchomości. Chyba nieprędko wrócą czasy, gdy kredyt mógł pokrywać nawet ponad 100 proc. ceny nieruchomości. Kluczowym czynnikiem dla koniunktury na rynku nieruchomości będzie dostępność i koszt kredytu hipotecznego. Szczególnie dotyczy to mieszkań. Ponieważ perspektywy odblokowania działalności kredytowej polskich banków sięgają przynajmniej II–III kwartału 2009 r. trudno oczekiwać, aby wcześniej nastąpiła poprawa w obrocie nieruchomościami. Do oszacowania momentu na inwestycyjne zakupy mieszkań chyba najważniejsza jest wielkość obrotu na rynku wtórnym. W czasie, gdy zacznie wyraźnie rosnąć, nawet przy spadających jeszcze cenach można będzie pokusić się o określenie dołka koniunkturalnego. Być może nastanie on jeszcze w przyszłym roku, ale niewykluczone, że dopiero w 2010. Przyszły rok może więc okazać się doskonałym czasem do spokojnego szukania okazji na rynku nieruchomości.
Łukasz Bugaj, analityk Xelion, Doradcy Finansowi:
Ceny nieruchomości będą w przyszłym roku nadal spadały. Trudniej dostępny i droższy kredyt hipoteczny szybko ograniczył popyt na mieszkania, a ich podaż zmniejsza się bardzo powoli. Osoby dysponujące gotówką mogą zainteresować się jednak zakupem mieszkania pod wynajem. Stawki czynszu rosną, a lokal można już kupić po bardzo atrakcyjnej cenie. Ktoś, kto nie musi się posiłkować kredytem hipotecznym, może wyszukiwać okazje od ludzi, którzy swoje mieszkanie muszą sprzedać. Wtedy cena będzie o wiele niższa od rynkowej.
Marek Nienałtowski, główny analityk Goldenegg:
Tak jak w przypadku sztuki, aby kupić trzeba mieć, a że inwestorzy nie mają,
a banki coraz restrykcyjnej podchodzą do udzielania kredytów hipotecznych,
inwestowanie w nieruchomości w 2009 r., nie wydaje się dobrą opcją. Tu
stawiałbym raczej na 2010 r.
Co specjaliści sądzą o obligacjach, lokatach, funduszach i szuce? Dowiesz się z czwartkowego "Pulsu Biznesu".