Rozpoczęty w połowie lipca pilotaż w pierwszej kolejności objął sektor energetyczny i cztery państwowe grupy kapitałowe. Wstępne wyniki pilotażu przedstawiła w czasie Forum Ekonomicznego w Karpaczu wiceprezes GUS Renata Bielak,
Badane kontrakty są warte miliardy złotych
W pierwszym etapie skierowano ankiety do zamawiających – z listy spółek zależnych wytypowano 250 podmiotów, przyjmując dolny próg wartości analizowanej inwestycji na poziomie 50 mln zł. Z rynku spłynęły wstępnie informacje o 51 projektach opiewających na 167 mld zł, jednak zgodnie z przyjętą metodologią do dalszej analizy zakwalifikowano wyłącznie przedsięwzięcia z podpisanymi umowami lub zaplanowane do realizacji do końca 2026 roku.
Ostatecznie kryteria te spełniło 14 projektów o łącznej wartości 82 mld zł. W drugim etapie badanie objęło już 23 wykonawców tych inwestycji, a docelowo ma zejść na poziom podwykonawców. Według Renaty Bielak dotychczasowy przebieg pilotażu wykazał kilka wyzwań organizacyjnych i metodologicznych. Okazało się, że wstępna selekcja podmiotów była zbyt szeroka i ankiety trafiły do firm nieprowadzących projektów energetycznych.
Ponadto w formularzach zabrakło pytań pozwalających ustalić dokładny udział poszczególnych partnerów w konsorcjach, a istotną barierą prawną okazał się brak możliwości nakładania obowiązków sprawozdawczych na wykonawców zagranicznych.
Wiceprezes Renata Bielak nakreśliła również plan na kolejne miesiące. Zbieranie danych w ramach pilotażu zakończy się w grudniu, wstępne wyniki i wnioski zostaną zaprezentowane na koniec stycznia, natomiast pełny, kompleksowy raport ujrzy światło dzienne na początku marca. Od przyszłego roku badanie straci charakter eksperymentalny i zostanie włączone do oficjalnego Programu Badań Statystycznych. Systematycznym pomiarem zostaną wówczas objęte spółki Skarbu Państwa z pięciu kluczowych sektorów: energetycznego, infrastrukturalnego, transportowego, technologiczno-cyfrowego oraz obronnego.
Po co nam local content
Cały projekt to skutek realizacji postulatu zgłoszonego ponad rok temu przez premiera Donalda Tuska, by wielomiliardowe zamówienia sekotra publicznego i spółek Skarbu Państwa częściej trafiały do polskich firm. Specjalny algorytm, który ma mierzyć polskość firm opracowany został przez Ministerstwo Aktywów Państwowych i właśnie GUS.
Na wskaźnik składa się sześć kryteriów o różnych wagach. Najwyżej, po 25 proc., punktowane są siedziba jednostki dominującej najwyższego szczebla w Polsce oraz wykonywanie w kraju głównego przedmiotu działalności.
Po 15 proc. wagi mają rezydencja podatkowa i sytuacja, w której ponad połowa pracowników rozlicza w Polsce podatki i ZUS. Po 10 proc. ważą wpis siedziby do KRS albo CEIDG wraz z co najmniej trzyletnim okresem działalności oraz generowanie w Polsce ponad połowy rocznych obrotów.
Rząd podkreśla, że całość ma być zgodna z unijnymi zasadami, czyli nie ma mowy o dyskryminowaniu
podmiotów z zagranicy. Za odpowiednio duży udział local content mają być przyznawane dodatkowe
punkty w procesie zamówień publicznych.
Cały projekt ma cztery cele. Pierwszy to wzrost PKB i zatrzymanie kapitału w kraju, czyli ograniczenie odpływu środków z budżetu do zagranicznych koncernów. Drugi to bezpieczeństwo i niezależność strategiczna, którym ma służyć skrócenie łańcuchów dostaw w zbrojeniówce, energetyce i telekomunikacji. Trzeci to transfer wiedzy i reinwestowanie zysków przez zagraniczne koncerny w Polsce. Czwarty to wzmocnienie mniejszych firm, włączanych jako podwykonawcy w długoterminowe projekty: od farm wiatrowych po elektrownie jądrowe, tabor kolejowy i zbrojenia.
