DARIUSZ BEDNARSKI
partner zarządzający doradztwem podatkowym w Grant Thornton
W życiu są pewne tylko dwie rzeczy: śmierć i podatki — miał powiedzieć Benjamin Franklin. Nie znał jednak polskiego systemu podatkowego.
Od momentu uchwalenia w roku 1992 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych funkcjonuje w niej pojęcie „reprezentacji”. Przez ostatnie 20 lat rozumienie tego pojęcia ewoluowało nieco w interpretacjach i rozstrzygnięciach organów podatkowych oraz w orzecznictwie sądów administracyjnych.
Wobec braku ustawowej definicji reprezentacji odwoływano się do definicji słownikowych. Z reguły przez reprezentację rozumiano „okazałość, wystawność w czyimś sposobie życia, związaną ze stanowiskiem, pozycją społeczną”. Na tej podstawie przyjmowano, że z reprezentacją mamy do czynienia, jeżeli podejmowane w jej ramach działania charakteryzują się okazałością, są ponadprzeciętne i — po trzecie — ich celem jest wywołanie pozytywnego wrażenia u odbiorcy. Zatem do przejawów reprezentacji nie zaliczano np. wręczania drobnych, zwyczajowych upominków z logo firmy.
Ostatnie dwa, może trzy lata pokazały, że na reprezentację można spojrzeć nieco szerzej. I tak organy podatkowe uznały, że są nią wszelkie wydatki, które przedstawiają podatnika w dobrym świetle i służą zbudowaniu dobrego wrażenia u odbiorcy. W tym rozumieniu zatem również drobne, zwyczajowe prezenty.
21 stycznia 2012 r. Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) uznał jednak, odrzucając wykładnię opartą na słowniku języka polskiego i bazując na pojęciu „reprezentowania” w polskim systemie prawa, że utrzymujący się przez wiele lat pogląd, wielokrotnie prezentowany również przez sądy administracyjne, jest całkowicie nieuzasadniony. W ocenie NSA przeprowadzony przegląd funkcjonowania pojęcia „reprezentacja” w obrocie prawnym, wyrażającego się w sposobie jego stosowania i rozumienia przez ustawodawcę, a także przez naukę i praktykę prawa, prowadzi do wniosku, że termin ten w zakresie języka prawnego i prawniczego należy rozumieć jako „przedstawicielstwo, reprezentowanie czyichś interesów, występowanie w czyimś imieniu”, a nie „wystawność, okazałość, wytworność”.
Pomijając pytanie o skutki, jakie może wywołać taka zmiana podejścia do pojęcia reprezentacji, które na pierwszy rzut oka wydają się korzystne dla podatników, nasuwa się refleksja, że w naszym prawodawstwie podatkowym są jeszcze rzeczy, o których filozofom się nie śniło.
W ocenie NSA przegląd funkcjonowania pojęcia „reprezentacja” w obrocie prawnym prowadzi do wniosku, że termin ten należy rozumieć jako „przedstawicielstwo, reprezentowanie czyichś interesów, występowanie w czyimś imieniu”, a nie „wystawność, okazałość, wytworność”.