Czysty zysk

Sylwester Sacharczuk
16-02-2006, 00:00

Każdy je chleb i każdy zostawia odpady. Ktoś musi je sprzątać. Dlatego ta branża nigdy nie upadnie — mówią w białostockiej firmie Astwa.

Na wywożeniu i utylizacji nieczystości oraz odpadów można nieźle zarobić — Astwa udowadnia to od 14 lat. Na początku lat 90. bracia Stanisław i Tadeusz Łuniewscy założyli przedsiębiorstwo, które zajęło się wywożeniem odpadów.

— Po prostu lubimy, jak jest czysto. I stało się to także naszym zawodowym priorytetem — informuje Stanisław Łuniewski, dyrektor generalny Astwy.

Pionierska selekcja

Kiedy inni tylko wywozili śmieci, Astwa — pierwsza w północno-wschodniej Polsce — doceniła zalety selektywnej zbiórki surowców wtórnych. Przy pomocy partnerskiego dla Białegostoku holenderskiego miasta Eindhoven wprowadziła program segregacji śmieci na makulaturę, szkło, puszki i plastik.

— Odzyskujemy surowce i dbamy o środowisko. Odciążamy też wysypiska. Recykling to zdecydowanie przyszłość naszej branży — podkreśla Stanisław Łuniewski.

Aby podnieść standard usług, w 2001 r. Astwa jako pierwsze w Polsce przedsiębiorstwo z branży komunalnej postanowiła wdrożyć zintegrowany system zarządzania jakością, środowiskiem i BHP.

— Od razu odczuliśmy korzyści ekologiczne i ekonomiczne. Dzięki odzyskowi surowców mieliśmy oszczędności w kubaturze, udało się też zlikwidować kilka dzikich wysypisk. Ten krok poprawił gospodarkę odpadami w 40 gminach na Podlasiu — zaznacza Stanisław Łuniewski.

Od mebli po opony

W krótkim czasie mała rodzinna firma stała się regionalnym potentatem od gospodarowania odpadami. Dziś obsługuje kilkanaście tysięcy podmiotów, ma prawie 40 proc. podlaskiego rynku, stale współpracuje z niemal 50 gminami. I wciąż poszerza zakres usług.

— Możemy odebrać od klienta każdy rodzaj nieczystości. Mamy zezwolenie na transport aż 476 rodzajów odpadów — podkreśla Anna Nowacka, dyrektor ds. marketingu i usług.

Najczęściej są to odpady komunalne, ale Astwa odbiera także m.in. sprzęt komputerowy, makulaturę, złom, stare duże meble, przeterminowane produkty ze stołówek czy zużyte opony. Pomaga też firmom pozbyć się ścinków, resztek surowców, a nawet wadliwych produktów, które nie mogą trafić na rynek.

Od 2001 r. Astwa odbiera również odpady niebezpieczne dla środowiska — azbest, świetlówki, materiały medyczne. Zgodnie z zaleceniami Unii Europejskiej azbest ma być w Polsce całkowicie usunięty do 2032 r.

— Jest szkodliwy, jeśli pyli lub jest pęknięty. Trzeba go natychmiast usunąć, gdy ma choćby pięcioprocentowy uszczerbek — i my to robimy. Czasem ktoś wyrzuci do lasu azbestowy dach i cieszy się, że mu się upiekło, bo za to nie zapłacił. Tymczasem ktoś inny może przyjść na to miejsce i przez te rakotwórcze włókna nabawi się groźnej choroby. Z azbestem nie ma żartów — zauważa Anna Nowacka.

Jeśli Jaś się nauczy

Astwa promuje postawy chroniące środowisko. Ostatnio współpracowała z TVP przy produkcji filmów o ekologii i zasadach selekcji odpadów, prowadziła też wiele akcji z lokalnymi mediami. Jej szefowie ubolewają, że Polacy lekceważą selekcję śmieci.

— Są osiedla, gdzie to działa, ale większości się po prostu nie chce. Pod tym względem ciągle panuje u nas inna mentalność niż na Zachodzie. Do jej zmiany potrzeba wielu lat — twierdzi dyrektor Anna Nowacka.

Polacy nie znają podstawowych zasad selekcji. Niewiele osób wie na przykład, że do pojemników na makulaturę nie wolno wrzucać tłustego lub zabrudzonego papieru, a w pojemniku ze szkłem nie może się znaleźć porcelana, fajans czy żarówki. Wielu wrzuca je tam w przekonaniu, że to też szkło. A to zanieczyszczenie, które powoduje konieczność ponownej segregacji.

— Zasady odzyskiwania surowców wtórnych najlepiej rozumieją dzieci w szkołach podstawowych. Kiedy uczestniczą w konkursach zbierania makulatury, cieszą się, że uratowały choć kilka czy kilkadziesiąt drzewek. To dobry znak na przyszłość — dodaje dyrektor Anna Nowacka.

Aby passa trwała

Pokój szefów Astwy wypełniają puchary i dyplomy: Ambasador Biznesu, Lider Rynku, Lider Polskiego Biznesu, Firma Nowego Milenium, Lider Polskiej Ekologii — to tylko niewielka część firmowej galerii.

— One mają znaczenie w zdobywaniu kontrahentów. Dają nam pozytywny wizerunek i — co najważniejsze — budują opinię o nas wśród klientów. Musimy jednak ciągle podnosić jakość, inwestować i poszerzać ofertę. Konieczne są szkolenia pracowników, kupujemy też nowy sprzęt i samochody. Jeżeli pozwolą na to finanse, będziemy szukać nowych rynków i otwierać filie. W tej branży jest jeszcze wiele do zrobienia — sumuje Stanisław Łuniewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwester Sacharczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Czysty zysk