W światowej energetyce większość firm prze dziś ku podobnym celom: redukcji emisji gazów cieplarnianych, rozwojowi źródeł odnawialnych czy wynalazkom w rodzaju magazynów energii. Taką drogę obrały giganty, m.in. Engie (dawny GdF Suez), EDF, E.ON, RWE, Vattenfall czy Fortum. Tymczasem jest jeden maluch, który nie dość, że płynie pod prąd, to jeszcze rośnie w siłę. To czeski EPH (Energeticky a prumyslovy holding), który od 2010 r. inwestuje z rozmachem w aktywa, które światowi giganci uważają za „brudne”, nierentowne lub nieperspektywiczne. Aktywność EPH rzuca się w oczy również w Polsce. Czesi prowadzą u nas kopalnię węgla kamiennego PG Silesia, a ponadto próbują sił w trzech wielkich węglowych transakcjach sprzedaży: elektrowni Rybnik (przez francuski EDF), grupy kilku elektrociepłowni (też przez EDF) oraz elektrowni Połaniec (przez Engie). EPH nie komentuje informacji o swoim zainteresowaniu tymi aktywami. Co Czesi widzą w węglu, czego nie widzą inni? Oto cztery rzeczy, które trzeba o nich wiedzieć.

Ekologia? Temat dla innych
O porównanie strategii EPH ze strategiami wielkich koncernów energetycznych poprosiłam ich menedżerów. Na rozmowę przystał tylko jeden, zastrzegając anonimowość.
— My po prostu nie możemy wypuszczać w powietrze syfu, bo naszym udziałowcom to się nie podoba — stwierdził menedżer. Największe światowe koncerny energetyczne są najczęściej pod kontrolą rządów, a ich akcje notowane na giełdzie, co oznacza, że mają w akcjonariacie wielkie instytucje finansowe i drobnych inwestorów. W Europie Zachodniej oznacza to dążenie do bycia „eko” — tego chcą dziś rządy, banki i zwykli ludzie. EPH to nie dotyczy. To firma nowa (założona w 2009 r.), prywatna (kontrolowana przez Daniela Kretinsky’ego i Patrika Tkaca) i nienotowana na giełdzie. Czeskim rządem i jego ewentualnymi ekowyborcami przejmować się nie musi, co odróżnia ją np. od czeskiego CEZ-u (państwowa firma energetyczna, która ma w portfelu aktywa węglowe, ale inwestuje też np. w wiatraki). EPH szuka wyłącznie zarobku.
— I zarabia. Nawet szybciej niż my. My mamy średnio około 10-letni okres zwrotu z inwestycji, a EPH o wiele krótszy. Nie możemy jednak narażać reputacji — przyznaje nasz rozmówca.
Podobną diagnozę przedstawia brytyjski think tank Sandbag. W specjalnym opracowaniu na temat EPH podkreśla, że czeska firma nie ma żadnej marki konsumenckiej, a więc nie musi przejmować się nastrojami społeczeństwa.
Zyski? Pewne i szybkie
To, że EPH udaje się zarabiać na przejmowanych „brudnych” firmach, też może dziwić. Światowe giganty argumentują przecież, że sprzedają węglowe aktywa również ze względu na ich nierentowność lub możliwą utratę rentowności. W grę wchodzą bowiem potężne wydatki na modernizację i instalacje redukujące emisje, co w zestawieniu ze zniżkującymi hurtowymi cenami energii w Europie nie napawa optymizmem. EPH to bierze i jeszcze zarabia. Jak?
— Każdy, kto inwestuje w aktywa wysokiego ryzyka, ma ten komfort, że zwykle jest jedynym oferentem. Dzięki temu bardzo tanio przejmuje firmy. Ponadto energetyczne inwestycje EPH cechuje to, że aktywa mają wprawdzie minimalnie dodatnią marżę, ale wolumeny produkcji są duże. Jeśli do tego dodać przedsiębiorczość EPH, to zwrot z inwestycji mają pewny i szybki — mówi menedżer z branży, chcący zachować anonimowość.
To, co nasz rozmówca nazywa przedsiębiorczością, Sandbag nazywa agresywnym cięciem kosztów, w tym pracowniczych. Zwraca też uwagę na fakt, że EPH będzie skłonny eksploatować „brudne” aktywa dłużej, niż robiliby to dotychczasowi właściciele, liczący się z ekologicznymi nastrojami społecznymi (tak jest np. w przypadku inwestycji EPH w Wielkiej Brytanii).
Rynek mocy? Niepotrzebny
Kiedy EPH przejmował węglowe aktywa we Włoszech i w Niemczech, media przekonywały, że Czesi liczą po prostu na rychłe wprowadzenie rynku mocy w tych krajach. Nie jest to jednak oczywiste. Rynek mocy faktycznie byłby dla EPH wymarzonym scenariuszem. Sprowadza się, z grubsza, do wypłacania elektrowniom konwencjonalnym, czyli stabilnym (w przeciwieństwie do zmiennych wiatraków i panelisłonecznych), pensji za pozostawanie w gotowości do pracy. Dzięki takiej pensji rentowność aktywów konwencjonalnych skokowo by wzrosła. O tym, że EPH myśli o rynku mocy, jest przekonana także Joanna Maćkowiak- -Pandera z Forum Analiz Energetycznych.
— Moim zdaniem, scenariusze są dwa. Albo EPH ma plany dalszej odsprzedaży aktywów, albo planuje zarobić na transformacji sektora energetycznego, czyli na różnego rodzaju kroplówkach i dopłatach, jednocześnie intensywnie restrukturyzując spółki — uważa Joanna Maćkowiak-Pandera.
Tymczasem EPH twierdzi, że na rynek mocy nie liczy, chyba że wybiórczo. Jego wprowadzenie bierze pod uwagę tylko we Włoszech i w Wielkiej Brytanii (tak głoszą komunikaty prasowe towarzyszące transakcjom). W Niemczech, gdzie EPH finalizuje głośną transakcję z Vattenfallem, rynek mocy ma być mało prawdopodobny. Podobnie w Polsce (patrz: rozmowa obok).
Zadłużeni? To nie o nas
Żyjemy w świecie, w którym wielkie banki (np. Allianz, ING, EBOR, EBI) odmawiają finansowania węgla, bo też chcą być „eko”. Na tym tle inwestycje EPH robią wrażenie. Skąd Czesi biorą pieniądze? Częściowo sięgają do własnej kieszeni (patrz: rozmowa obok), ale Sandbag wyliczył też drobiazgowo kredyty bankowe przyznane EPH w ostatnich latach. Od 2012 r. do 2014 r. w trzech transakcjach EPH pożyczył od banków ponad 3 mld EUR, m.in. od Unicreditu, ING (zanim bank ogłosił odejście od węgla), Raiffeisena i Sbierbanku. Wśród analityków słychać czasem, że „EPH ryzykuje i silnie się lewaruje”. Joanna Maćkowiak-Pandera też widzi w EPH „dwóch młodych inwestorów, którzy nie mają nic do stracenia”. W EPH oburzają się na takie komentarze i przekonują, że pod względem długu (net economic debt/EBITDA 2015) czeska firma prezentuje się lepiej niż m.in. EDF (wskaźnik na poziomie 4,7), Engie (3,9), E.ON (3,7) i RWE (3,6). Dla EPH ten wskaźnik wynosi 3,4, co oznacza bardziej komfortowy poziom zadłużenia. Wielkie firmy mają jednak plan zmniejszania zadłużenia, więc ten ranking może się zmienić.
Agresywna gra czterdziestolatków
EPH (Energeticky a prumyslovy holding) to dziecko dwóch bogatych czeskich biznesmenów: Daniela Kretinsky’ego (40) i Patrika Tkaca (43 l.). Pierwszy pracował kiedyś w czeskiej grupie inwestycyjnej J&T, założonej przez drugiego (wraz z ojcem). Od powstania w 2009 r. EPH zrealizował już 10 przejęć, z czego najgłośniejsze jest najświeższe — w Niemczech kupił od szwedzkiego Vattenfalla zadłużone aktywa opalane węglem brunatnym. Według niemieckich mediów, Szwedzi wręcz zapłacili Czechom za uwolnienie ich od „brudnego ciężaru”. Agresywna strategia daje efekty. EPH operuje dziś na siedmiu europejskich rynkach i ma 11 GW zainstalowanej mocy. W 2015 r. miał 1,6 mld EUR zysku EBITDA. Poza energetyką inwestuje m.in. w media i kontroluje „Blesk”, najpopularniejszy czeski tabloid. Daniel Kretinsky jest też prezesem klubu piłkarskiego AC Sparta Prague.