Niezapowiedziane kontrole w zakładach z pięciu województw wykryły wiele nieprawidłowości. Trzeba je usunąć przed unijnymi inspektorami.
Naloty to nowa forma kontroli, dzięki którym Główny Inspektorat Weterynarii (GIW) weryfikuje, czy zakłady stosują się do przepisów weterynaryjnych i czy nadzór nad nimi — zarówno na szczeblu powiatowym, jak i wojewódzkim — jest prowadzony prawidłowo. Na pierwszy ogień poszły firmy z województwa pomorskiego, potem lubelskiego, podkarpackiego, kujawsko-pomorskiego i mazowieckiego.
— Kontrole miały zaostrzony charakter. Chcemy bowiem, by powiatowi lekarze mieli więcej odwagi w wydawaniu decyzji. Trzeba pamiętać, że zbliżamy się do kolejnej wizytacji unijnych inspektorów, którą zaplanowano na przełom września i października — tłumaczy Cezary Bogusz, zastępca głównego lekarza weterynarii.
Wśród najczęściej spotykanych nieprawidłowości wymienia to, że pracujący przy uboju nie mają odpowiednich zaświadczeń do wykonywania czynności. Poza tym nie wprowadzono w życie decyzji Komisji Europejskiej, dotyczącej badania czystości tusz oraz pomieszczeń uboju i rozbioru.
— Takie decyzje lekarze powinni kierować wprost do zakładu z nakazem krótkiego terminu wykonania — dodaje Cezary Bogusz.
Do zdecydowanie cięższych przewinień zalicza niewydolność linii ubojowych czy wręcz niewłaściwe postępowanie przy uboju bydła, które skutkuje zagrożeniem w postaci pozostawienia odpadów pozwierzęcych szczególnego ryzyka (SRM).
— Reklamacje składali już wyczuleni na tym punkcie Brytyjczycy — mówi Cezary Bogusz.
GIW przygotowuje także specjalny formularz dla wojewódzkich lekarzy weterynarii, składający się z trzech pytań: dotyczących przyczyn powstania nieprawidłowości, ustalenia i poinformowania o skutkach personalnych oraz określenia decyzji, które mają chronić przed skutkami. Te dokumenty mają wrócić do GIW.
Cezary Bogusz dodaje też, że często trudno jest podjąć decyzję o zamknięciu zakładu, bo nawet jeśli w firmie wykryto szereg rażących nieprawidłowości, to poprzez naciski polityczne od szczebla samorządowego do poselskiego próbuje się zablokować jej zamknięcie. Najgorzej jest na terenach o wysokim wskaźniku bezrobocia.