Na G20 przy głównym stole, a nie wśród gości

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-08-31 17:56

Polska delegacja na branżowym szczycie G20 prezentuje doświadczenia z utrzymywania gospodarczego wzrostu mimo przytłaczającego deficytu budżetowego.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Branżowy szczyt państw G20 w formacie ministrów finansów oraz szefów banków centralnych 31 sierpnia i 1 września 2026 r. w amerykańskim Asheville (stan Karolina Północna) niewątpliwie ma dla Polski znaczenie kronikarsko-historyczne. Oto minister Andrzej Domański i prezes Adam Glapiński wspólnie zasiadają pod polską flagą przy głównym stole pełnoprawnych uczestników G20, a nie wśród gości. Właściwie zdarza się tak już drugi raz, ale ten pierwszy, 16 kwietnia, był spotkaniem na marginesie corocznej wielkiej zbiórki Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) oraz Banku Światowego (BŚ) w Waszyngtonie. W wiosennych rekolekcjach finansowych zawsze uczestniczą ministrowie skarbu/finansów oraz prezesi banków państw członkowskich. USA sprawujące w tym roku rotacyjną prezydencję G20 wykorzystały okazję i po zakończeniu zbiórki MFW i BŚ w węższym gronie zebrali się ministrowie i szefowie banków elitarnej grupy państw członkowskich oraz zaproszonych. Dotychczas w całych dziejach G20 wkład Polski – poza nieczęstym udziałem naszych delegatów w grupach roboczych – ograniczył się do uczestniczenia w 2017 r. podwójnego ministra Mateusza Morawieckiego jako gościa prezydencji niemieckiej, a konkretnie ministra Wolfganga Schäuble, na zbiórce szefów resortów finansów i banków w Baden-Baden. Odcedzając protokół, tamten wkład ograniczył się głównie do uroczystej kolacji. Oczywiście według naszego wicepremiera pierwsze w dziejach zaproszenie było sygnałem dla świata, że Polska się globalnie liczy, gospodarka jest stabilna, a budżet znajduje się w bardzo dobrym stanie.

Po dziewięciu latach nasza pozycja jest nieporównanie silniejsza, ale zarazem dziwna. Prezydencja G20 trafiła się USA ponownie po 17 latach, zatem Donaldowi Trumpowi po raz pierwszy i ostatni. Globalny klub potentatów nie ma żadnej siedziby ani aparatu, przez rok rządzą w nim władcy państwa sprawującego przechodnie przewodnictwo. Prezydent USA jednostronnie i bez porozumienia z kimkolwiek wyrzucił z grupy Republikę Południowej Afryki – oczywiście tylko w 2026 r. – i w takim samym czysto prywatnym trybie wstawił w jej miejsce… Polskę! Uczynił tak dla wyjątkowego dowartościowania Karola Nawrockiego, jako że obaj prezydenci wyjątkowo silnie mają się ideologicznie ku sobie. W praktyce naszych ostrych rozgrywek wewnętrznych wytworzyła się natomiast bardzo ciekawa sytuacja, otóż w głównym szczycie G20 w Miami 14-15 grudnia weźmie udział Karol Nawrocki jedynie z przybocznymi z kancelarii, natomiast w kilku ważnych zbiórkach branżowych – korzystający z idealnej okazji ministrowie rządu Donalda Tuska i prezes NBP. Poza finansowym Asheville w oficjalnych posiedzeniach G20 jesienią wezmą jeszcze udział ministrowie: innowacji i rozwoju (Raleigh-Durham), energii (Houston), handlu (Milwaukee) oraz spraw zagranicznych (Atlanta).

Debata w Asheville dotyczy przede wszystkim wzrostu gospodarczego, globalnych nierównowag, polityki pieniężnej i stabilności finansowej. Minister finansów i prezes NBP na rynku krajowym ostro walczą, choćby przy konstruowaniu budżetu, ale na G20 jednak starają się trzymać sztamę. W szczególności potwierdzają zgodność, że utrzymywanie przez Polskę własnej waluty to jedna z przyczyn niezłej odporności narodowej gospodarki na globalne kryzysy i zawirowania. O tym, że bank centralny absolutnie wyklucza przystąpienie Polski do strefy euro, wiemy od objęcia w 2016 r. prezesury przez Adama Glapińskiego. Po 2023 r. stopniowo przychylił się do tego stanowiska Andrzej Domański, który obecnie przedstawia posiadanie złotego jako atut. Przy stole G20 prezentuje polskie doświadczenia z utrzymywania gospodarczego wzrostu mimo przytłaczającego deficytu budżetowego. W tym dramatycznym dla finansów publicznych wątku oczywiście nie może nawiązać do przytoczonej z 2017 r. ministerialnej samooceny Mateusza Morawieckiego.

Prezes NBP zaskakuje natomiast kolegów bankierów z G20 zupełnie innym osiągnięciem. Chwali się skokowym wzrostem zasobów polskiego złota, które przekraczają już 700 ton. Na całe szczęście w Asheville nikt raczej nie zapyta o tak rozpalający krajową scenę polityczną spór o abstrakcyjny pomysł wykorzystania owych zasobów dla spekulacyjnego obrotu, który miałby sfinansować polskie wydatki zbrojeniowe.