Prezydenci i wójtowie mają największy wpływ na lokalne warunki inwestycyjne.
„Puls Biznesu”: Czy prezydenci i wójtowie to najważniejsi w gminach partnerzy dla biznesu?
Jeremi Mordasewicz, PKPP Lewiatan: Oczywiście. Ostatnie wybory były tak ważne także dla przedsiębiorców, bo to od burmistrzów i prezydentów wszystko się zaczyna. Oni mają najwięcej rzeczywistych kompetencji w samorządach i największy wpływ na lokalne warunki inwestycyjne.
Czego przedsiębiorcy powinni oczekiwać od lokalnych liderów?
Ta lista jest, niestety, długa. Życzylibyśmy sobie, by zaczęto uchwalać w końcu plany zagospodarowania przestrzennego. Inwestorzy powinni wiedzieć, co i gdzie mogą budować i co się planuje w sąsiedztwie inwestycji. Warszawa ma plany ledwie dla 15 proc. powierzchni. Nie można także na pozwolenie na budowę czekać dwa do trzech lat.
Szefowie administracji samorządowej powinni też skrupulatniej zadbać o komunikację, szczególnie gdy tak brakuje na rynku pracowników. Zazwyczaj ludzie są w stanie dojeżdżać do pracy oddalonej o 40 kilometrów. Trzeba im jednak stworzyć do tego warunki. Wiele pozostaje też do zrobienia w pośrednictwie pracy i szkolnictwie. Urzędy pracy powinny bardziej się skupić na kojarzeniu pracodawców i pracowników, a mniej na rozdawaniu środków publicznych. Szkoły — produkować mniej pedagogów, a więcej inżynierów i techników.
Myśli pan, że te pobożne życzenia uda się gdzieś zrealizować?
Jakie pobożne? W kilku miejscach już się je realizuje i wyborcy to doceniają. Dlaczego Dutkiewicz wygrał ponownie we Wrocławiu, a Szczurek w Gdyni? Po prostu robią dobrą robotę. A są także inne przykłady, nawet wśród najmniejszych gmin — o małym Mszczonowie czy Tarnowie Podgórnym słyszał przecież niemal każdy.
Jeremi Mordasewicz, wiceprezydent PKPP