Mobilizacja działkowców była ogromna. Do Trybunału Konstytucyjnego (TK) wysłali tysiące listów i e-maili z protestami przeciwko zmianom w ustawie o rodzinnych ogródkach działkowych. Niewiele to dało. Wczoraj Trybunał Konstytucyjny uchylił połowę jej przepisów.
Po 18 miesiącach od ogłoszenia wyroku stracą one ważność. Sędziowie za niekonstytucyjny uznali monopol Polskiego Związku Działkowców (PZD) czy ograniczenia w prawach rzeczywistych właścicieli — najczęściej skarbu państwa czy samorządów.
— To może uwolnić znaczący areał ziemi. Do tej pory nie przyglądaliśmy się tym terenom, bo PZD nie miał praw do rozporządzania nieruchomościami, choć te są często bardzo atrakcyjne. Przykład to ogródki przy ul. Rakowieckiej w Warszawie — wskazuje Michał Skotnicki, prezes BBI Development — dewelopera, który większość inwestycji prowadzi we współpracy z innymi podmiotami, np. ze spółdzielniami handlowymi.
Organizacja działkowców alarmowała, że obalenie ustawy spowoduje, że magistraty zaczną masowo sprzedawać tereny ogródków deweloperom. Żaden z samorządowców nie ukrywa, że ogródki to zwykle interesujące nieruchomości.
W całym kraju PZD zarządza terenami o łącznej powierzchni 43,5 tys. ha, z czego 27,2 tys. ha to bezpłatne użytkowanie wieczyste od samorządów, niecałe 70 ha to własność związku, a pozostała część ma nieuregulowany status prawny.
W Warszawie zajmują 1170 ha (2,3 proc. powierzchni miasta), w Łodzi — 700 ha (2,4 proc.), Olsztynie — 230 ha (2,7 proc.), Poznaniu — 815 ha (3,1 proc.), Szczecinie — 1155 ha (3,8 proc.), a we Wrocławiu — 1420 ha (aż 4,9 proc.). Aż 17 tys. ha ogrodów działowych nie jest objętych planami zagospodarowania.
Zielone miasta
— Działkowcy to bardzo duże i kłopotliwe lobby. Mamy duży kłopot z działkami w centrum czy wokół dworca Łódź Kaliska, które z punktu widzenia rozwoju miasta powinny zostać przeznaczone na nowe drogi czy inne cele publiczne. Oczywiście są też miejsca, którymi deweloperzy byliby bardzo zainteresowani, choć na razie takich sygnałów nie dostawaliśmy. Nie mam nic przeciwko ogródkom działkowym, ale nie w centrach wielkich miast — mówi Marek Cieślak, wiceprezydent Łodzi.
Wojciech Okoński, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich i dewelopera Robyg, nie spodziewa się, by w ciągu 4-5 lat na rynek trafiła duża liczba poogródkowych działek inwestycyjnych.
— Teraz codziennie dostajemy oferty atrakcyjnych działek przygotowanych pod inwestycje, często z pozwoleniem na budowę czy nawet planami. Nie musimy wchodzić w tak trudne tematy. Poza tym nie wiadomo, jak Sejm poprawi tę ustawę. Być może działkowcy tam zostaną, tylko zaczną płacić podatki — mówi Wojciech Okoński.
Echo czeka
Jednym z nielicznych przykładów deweloperów, którzy na ogródki działkowe już się zasadzili, jest Echo Investment, kontrolowane przez Michała Sołowowa. Kilka lat temu przejęło udziały spółki Projekt S, do której należały roszczenia do 32 hektarów działek między warszawską Saską Kępą i Grochowem, kilkaset metrów od Stadionu Narodowego. Inwestor liczył, że na EURO 2012 wybuduje osiedle z dużymi terenami zielonymi.
Wcześniej jednak musiał się zmierzyć z formalnościami związanymi m.in. z tym, czy roszczenia do działek nadal mają uzasadnienie prawne. Spłata roszczeń działkowców miała być kolejnym krokiem. Dziś nie jest pewne, czy w ogóle będzie to konieczne. Prawnicy dewelopera czekają na uzasadnienie wczorajszego wyroku.