W czwartym kwartale 2008 r. gospodarka USA skurczyła się aż o 6,2 proc. To wynik znacznie gorszy niż oczekiwali analitycy liczący na spadek dynamiki rzędu 5,4 proc. Niższy niż zakładały prognozy okazał się również indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan, W lutym obniżył się on do poziomu 56,3 pkt. Z kolei w przypadku wskaźnika Chicago PMI choć jego wartość wzrosła w kończącym się miesiącu do 34,2 pkt i była nieco wyższa od szacunków, nadal jednak pozostaje głęboko poniżej bariery 50 pkt., uważanej za granicę pomiędzy wzrostem a recesją.
W prestiżowej średniej Dow Jones skupiającej trzydziestkę największych amerykańskich blue chipów czarny dzień przeżywali akcjonariusze Citigroup. Kurs akcji w handlu przedsesyjnym zniżkował o ponad 50 proc. zaś podczas „zwykłej” sesji ponad 40 proc. To następstwo ostatnich rozstrzygnięć odnośnie przyszłości jednego z największych na świecie banków. Inwestorzy bardzo negatywnie odnieśli się do wiadomości o konwersji przez państwo akcji uprzywilejowanych Citigroup na zwykłe, co da mu nawet 36 proc. kapitału banku. Rykoszetem oberwało się innym przedstawicielom sektora bankowego. Mocno „gniew” rynku odczuł choćby Bank of America.
Po danych o spadku PKB wzmożoną liczbę zleceń sprzedaży obserwować można było na papierach General Electric oraz Boeinga.
Wbrew rynkowemu trendowi podążały natomiast notowania Dell, jednego z liderów branży producentów komputerów. Firma nie miała co prawda udanego poprzedniego kwartału (spadek zysku choć wyższy od projekcji specjalistów ale niższe od prognoz przychody), ale co podkreślili analitycy, widać już efekty ograniczania kosztów. Dodatkowo firma zapowiedziała, że chce zaoszczędzić w ujęciu rocznym 1 mld USD.
Ostatnią lutową sesję indeks DJ zamknął stratą rzędu 1,66 proc. (11,7
proc. w lutym). S&P500 zniżkował o 2,36 proc. zaś Nasdaq o 0,98 proc.
(6,7 proc. w lutym).