Dane nie pokażą wszystkich bankructw

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2013-11-22 00:00

Poza liczbą oficjalnych upadłości są jeszcze tysiące wniosków, które trafiają do sądów, i dziesiątki tysięcy podmiotów, które zlikwidowały albo zawiesiły swoje firmy

W 2008 r. bankrutów było trochę ponad 400 i od tamtej pory ich liczba rośnie — z wyjątkiem 2010 r., kiedy odrobinę spadła. W tym roku natomiast padnie rekord — z szacunków KUKE wynika, że zbankrutuje ok. 950 firm.

None
None

Upadłości więcej, niż widać

Jednak te liczby tak naprawdę pokazują tylko dynamikę. W tym roku wcale nie upadnie 950 przedsiębiorstw, ani wcześniej nie upadało ich tyle, ile podawały różne raporty. Bankrutów zawsze jest znacznie więcej. Szerzej zbadać tę kwestię postanowił Coface i oprócz monitorowania tylko oficjalnych decyzji sądów zwrócił również uwagę na liczbę wniosków o upadłość, która do nich trafia. Takich wniosków w ciągu trzech kwartałów br. złożono aż 3 390, podczas gdy oficjalnie upadło w tym czasie 695 firm — podaje ubezpieczyciel na podstawie danych pozyskanych z Ministerstwa Sprawiedliwości. Czy to oznacza, że reszta podmiotów, które złożyły wniosek o upadłość, miała się tak naprawdę dobrze? Niestety nie. Aż 751 wniosków sąd odrzucił, ponieważ majątku firmy nie starczyłoby nawet na pokrycie kosztów sądowych.

— Takie decyzje trzeba traktować jako potwierdzenie faktycznego bankructwa kolejnej, poza postanowieniami o upadłości, grupy firm, których sytuacja była tak zła, że nie pozwalała na przeprowadzenie oficjalnego postępowania upadłościowego — zwraca uwagę Marcin Siwa, dyrektor ds. oceny ryzyka w Coface.

Możliwe, że firm w fatalnej kondycji było jeszcze więcej — aż 787 wniosków sąd zwrócił ze względu na błędy formalne, a 355 razy postępowanie zostało umorzone, ponieważ składający sam wycofał wniosek o upadłość, bądź wszyscy wierzyciele żądali umorzenia sprawy albo majątek dłużnika po wyłączeniu wszystkich zabezpieczeń nie wystarczał na pokrycie roszczeń. Zaledwie 239 wniosków zostało odrzuconych ze względu na zbyt niski poziom niewypłacalności. Mamy już więc co najmniej 1446 bankrutów. Ale to jeszcze nie wszystko. Pamiętać należy również o przedsiębiorcach, którzy zakończyli aktywność gospodarczą poprzez likwidację lub zawieszenie działalności.

— Tych jest znacznie więcej niż oficjalnych upadłości — zwraca uwagę Marcin Siwa. Samych jednoosobowych działalności gospodarczych co miesiąc wyrejestrowuje się kilkanaście tysięcy. W ciągu roku od sierpnia 2012 do sierpnia 2013 przedsiębiorcy wykreślili z rejestru prawie 245 tys. jednoosobowych firm — podaje Tax Care.

Ponadto spora część przedsiębiorców decyduje się zawiesić działalność. Wg danych CEIDG w samym II kwartale br. zawieszono ich 68,2 tys. Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych (KPF) w swoim raporcie podaje, że w I kwartale br. w rejestrze REGON było zarejestrowanych 3,99 mln firm, z czego 81,8 zostało wyrejestrowanych.To może oznaczać, że kilkadziesiąt tysięcy firm zniknęło z rynku, pominąwszy drogę sądową.

Dramatu nie ma

Jednak nawet przy ponad 1400 firmach, które na pewno zbankrutowały, nie można mówić o dramacie. Trzeba pamiętać, że w ostatnim czasie więcej firm się także rodzi. Tax Care wyliczył, że liczba aktywnych mikrofirm przekroczyła już 2 mln. Codziennie na otwarcie działalności decydują się średnio 833 osoby. W ciągu ostatnich 12 miesięcy przybyło 304,2 tys. tylko najmniejszych biznesów, prowadzonych jednoosobowo. Badanie KPF pokazuje, że w I kwartale br. nowo zarejestrowanych firm było 93,4 tys.

— Bilans nowo utworzonych do wyrejestrowanych z REGON przedsiębiorstw w I kwartale 2013 r. jest dodatni — wylicza dr Paweł Antonowicz, autor raportu KPF. Ponadto w 2003 r. oficjalnych upadłości ogłoszonych przez sądy mieliśmy 1800. A firm rodziło się i było mniej — wystarczy zajrzeć do raportu o stanie sektora MSP z 2012 r., gdzie PARP na podstawie danych z GUS pokazuje, jak liczba nowych firm systematycznie rośnie od 2003 r., z przerwą w 2004 i 2007 r. Ponadto na tle innych krajów, gdzie tysiące upadłości są na porządku dziennym, wypadamy blado. Euler Hermes prognozuje, że w br. we Włoszech upadnie ok. 13 300 firm, a we Francji w 2014 r. może upaść aż 61 800 przedsiębiorstw. Co prawda funkcjonuje tam więcej przedsiębiorstw (u nas w 2012 r. ok. 1,4 mln aktywnych MSP, we Francji 2,5 mln, a we Włoszech 3,7 mln — wyliczenia PARP), ale upadłości i tak jest nieproporcjonalnie więcej. Są też tacy, według których wagi liczby upadłości nie należy wyolbrzymiać również z innych względów.

— Wzrost sądowych upadłości pozwala „oczyścić” gospodarkę z nieefektywnie zarządzanych podmiotów, których dalsze istnienie na rynku mogłoby doprowadzić do spirali niewypłacalności ich kooperantów. Takie myślenie pozwala traktować procesy upadłościowe jako konieczny mechanizm samoregulujący gospodarkę wolnorynkową — uważa Paweł Antonowicz.

Bez szans na przeżycie

Analiza liczby oficjalnych upadłości prowadzi także do wniosku, że jak firmy upadają, to z hukiem. Niewielki procent decyzji polskich sądów dotyczy upadłości z możliwością zawarcia układu.

— Zdecydowana większość ogłaszanych upadłości, odmiennie niż w innych krajach Unii Europejskiej, wiąże się z likwidacją przedsiębiorstwa — zauważają autorzy raportu KPF. Z raportu wynika, że upadłość likwidacyjna dotyczy ponad 80 proc. firm, a upadłości umożliwiające przeprowadzenie restrukturyzacji to niecałe 20 proc. Natomiast liczbę postępowań naprawczych można policzyć na palcach jednej ręki. Wynika to m.in. z faktu, że polskie prawo naprawcze jest tak skonstruowane, że trudno z niego skorzystać. Ale rząd pracuje nad zmianami, które mają ułatwić przedsiębiorcom wychodzenie z kłopotów.

— To ma być skuteczny mechanizm pozwalający utrzymać firmy przy życiu. Jeżeli jest szansa na restrukturyzację, to trzeba ją dać — uważa Piotr Zimmerman, były sędzia, ekspert BCC ds. prawa upadłościowego i naprawczego.

Na razie jednak Ministerstwo Finansów (MF) blokuje wprowadzenie nowej ustawy, nie zgadzając się na zniesienie uprzywilejowanej pozycji skarbu państwa w dochodzeniu roszczeń od upadłego przedsiębiorstwa. Obecnie ma on pierwszeństwo przed innymi wierzycielami, czyli najpierw państwo ściąga z masy upadłości zaległości podatkowe i w składkach ZUS, a dopiero w następnej kolejności swoich należności mogą dochodzić kontrahenci upadłego. Zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości (MS), autora projektu, uprzywilejowana pozycja skarbu państwa krzywdzi wielu drobnych wierzycieli, np. podwykonawców, usługodawców, klientów upadłego, osoby z roszczeniami odszkodowawczymi. MF jest innego zdania.

Przedsiębiorczy naród

Nie można więc jedynie na podstawie informacji o liczbie upadłości oceniać skali problemu, choć słusznie traktuje się jako wskaźnik sytuacji gospodarczej.

— Od kilkunastu lat monitorujemy bankructwa i statystyki potwierdzają, że wskaźnik liczby upadłości doskonale obrazuje okresy koniunktury i dekoniunktury — twierdzi Marcin Siwa.

Nie upada ich jednak dramatycznie dużo, w porównaniu z przeszłością i z innymi krajami, nawet jeśli do tych oficjalnych ogłoszeń dodamy wnioski odrzucone przez sąd ze względu na wysokość majątku, którego nie wystarczyłoby na pokrycie kosztów sądowych. Dekoniunktura nie zmienia faktu, że polski poziom przedsiębiorczości jest powyżej średniej UE (takie dane przynosi raport PARP).