Nastroje inwestorów zdołał natomiast nieco poprawić wskaźnik nastrojów amerykańskich konsumentów, który okazał się także nieco gorszy od oczekiwań. Jak widać, czasem logika rynków finansowych nie pokrywa się z logiką w wydaniu akademickim i dużo lepsze dane nie skutkują zwyżką cen akcji a nieco gorsze są w stanie tego dokonać.
Z dużą dawką optymizmu rozpoczął się w piątek handel na warszawskiej giełdzie. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu prawie 1 proc., wskaźnik szerokiego rynku rósł o ponad 0,6 proc., a mWIG40 i sWIG80 zwiększały swoją wartość po niecałe 0,2 proc. Nastroje jednak dość szybko zaczęły się pogarszać, w ślad za tym, jak w dół podążyły główne parkiety europejskie. Jeszcze przed południem WIG20 zszedł pod kreskę, zaś tuż przed godziną 14.00 tracił 0,5 proc.
Sporą zwyżkę na początku sesji indeks zawdzięczał przede wszystkim rosnącym o
ponad 4 proc. walorom KGHM. Spółka zaskoczyła inwestorów bardzo dobrymi wynikami
za drugi kwartał. Drugim filarem były papiery PZU, zwyżkujące o niemal 2,5 proc.
w efekcie rekomendacji, wydanej niedawno przez Goldman Sachs, oraz wyceny akcji
spółki, sięgającej 430 zł. W ciągu dnia jednak skala wzrostów papierów tych
dwóch spółek, a szczególnie walorów ubezpieczyciela, wyraźnie się zmniejszyła.
Dość mocno traciły dziś akcje PKN Orlen i Telekomunikacji Polskiej. Chwilami
zniżka w ich przypadku sięgała niemal 2 proc. Ostatecznie indeks największych
firm stracił 0,59 proc., WIG zniżkował o 0,39 proc. a mWIG40 zmniejszył swoją
wartość o 0,24 proc. Jedynie wskaźnikowi najmniejszych spółek udało się
zakończyć dzień na plusie. Zyskał on 0,79 proc. Obroty wyniosły 1,2 mld
zł.
W czwartek byki na Wall Street nie miały zbyt wiele do
powiedzenia. Nasdaq stracił kolejne 0,8 proc., zaś Dow Jones i S&P500
zniżkowały po 0,5 proc. Po środowym tąpnięciu można więc mówić o pewnym
uspokojeniu sytuacji. Tym bardziej, że kontynuacja spadków o niewielkiej skali
nastąpiła w bardzo niekorzystnych warunkach. Liczba wniosków o zasiłek dla
bezrobotnych po raz kolejny rozczarowała. W „normalnych” warunkach byłoby to
powodem do znacznej przeceny. Ta jednak miała miejsce już dzień wcześniej.
Reakcja inwestorów była więc już bardziej wyważona.
Nie świadczy to jednak w żadnym wypadku o sile rynku. S&P500, który w środę pożegnał się ze średnią 200-sesyjną, w czwartek spoglądał w górę na oddalającą się średnią z 50 dni. Techniczny obraz rynku uległ więc znacznemu pogorszeniu, ale wielkiego dramatu na razie nie należy się spodziewać. Można co prawda dopatrywać się podwójnego szczytu, zwiastującego dalsze spadki, ale o nutce niepokoju będzie można mówić dopiero gdy indeks zejdzie poniżej 1060 punktów. Mniej płochliwi inwestorzy mogą ruszyć do działania w momencie przełamania poprzedniego dołka z 2 lipca, znajdującego się w okolicach 1020 punktów. Z jednej strony droga do tego jeszcze daleka, z drugiej zaś, to zaledwie nieco ponad 60 punktów. Taki dystans indeks jest w stanie przebyć w „sprzyjających” okolicznościach w ciągu dwóch sesji.
Po kilku kiepskich sesjach, dziś na giełdach azjatyckich mieliśmy niewielkie
odreagowanie spadków. Nikkei zwiększył swoją wartość o 0,44 proc., ale zwyżka ta
niewiele zmienia w obrazie tamtejszego rynku. Shanghai B-Share wzrósł o 1,6
proc. a Shanghai Composite o 1,2 proc. Tu sytuacja jest o wiele lepsza i jest
szansa, że po niedawnej korekcie spadkowej, indeksy pójdą w górę, notując nowe
rekordy trendu.
Główne parkiety europejskie zaczęły dzień od
całkiem przyzwoitych wzrostów. W Paryżu indeks zyskiwał początkowo niemal 0,8
proc. W Londynie i Frankfurcie zwyżki sięgały 0,4-0,5 proc. Trudno jednak było
mówić o optymizmie, jeśli wziąć pod uwagę doskonałe informacje dotyczące
niemieckiej gospodarki, która w drugim kwartale zanotowała wzrost o 2,2 proc., a
w skali rok do roku o 4,1 proc., najwyższy od czasu zjednoczenia Niemiec. DAX,
po małym namyśle, uczcił to wydarzenie zmniejszeniem skali zwyżki o połowę. Taka
reakcja ostudziła też nieco optymizm na pozostałych rynkach. Na giełdach naszego
regionu rano panowały dość dobre nastroje. Na niewielkim minusie był tylko
wskaźnik w Sofii. BUX zyskiwał ponad 1 proc., indeksy w Bukareszcie, Pradze i
Moskwie rosły po 0,7-0,8 proc. Po publikacji lepszych niż się spodziewano
informacji o wzroście PKB w strefie euro o 1 proc. indeksy zeszły pod kreskę.
Najwyższa od czterech lat dynamika tego wskaźnika najwidoczniej rozczarowała
inwestorów. Prawdziwym powodem pogorszenia się nastrojów był jednak raczej
spadek kontraktów na amerykańskie indeksy, który zaczął się przed publikacją
europejskich danych i wyraźnie zwiększał tempo zniżki. DAX przez moment tracił
nawet 1 proc. Przez dłuższy czas indeksy nie miały siły, by wrócić do wzrostów.
Niemal się to udało w przypadku CAC40 i FTSE, które tuż po godzinie 16.00
zyskiwały po 0,06 proc. DAX tracił wówczas 0,11 proc.
W czwartek dolar nadal demonstrował swoją przewagę nad wspólną walutą, jednak już z o wiele mniejszą dynamiką, niż działo się to w środę. Ale inwestorzy sprowadzili kurs euro poniżej 1,28 dolara. Choć zakończenie dnia wypadło nieco powyżej tego poziomu, można mieć obawy, czy zdoła się on obronić w kolejnych dniach. Dziś rano co prawda byliśmy świadkami powrotu kursu euro powyżej 1,29 dolara, ale spotkało się to z kontrą chętnych do pozbywania się wspólnej waluty. I to mimo bardzo dobrych wieści dotyczących niemieckiej gospodarki. Po tym, jak zaskoczyła dynamiką wzrostu, można było spodziewać się więcej.
Złoty w czwartek dość mocno obrywał w ciągu dnia, jednak końcówka handlu stała pod znakiem zdecydowanego odrabiania strat. W przypadku euro udało się to w całej pełni, gdyż po zwyżce do 4,02 zł nastąpiło cofnięcie poniżej poziomu 4 zł. Z dolarem szło nieco gorzej, ale powrót z okolic 3,15 zł do 3,11 zł można uznać za umiarkowany sukces. W czwartkowy wieczór frankiem handlowano po 2,96 zł. Piątkowy poranek nie przyniósł większych zmian.
Warszawskie byki nie dały rady dziś obronić swoich pozycji. Czwartkowy wysiłek, w wyniku którego indeksy nieznacznie wzrosły, był wszystkim, na co było je stać. Trudno się dziwić, że nie były w stanie dłużej przeciwstawiać się pesymistycznym nastrojom, panującym na głównych światowych rynkach. Nie reagowały one nawet na dobre dane makroekonomiczne ze strefy euro i neutralne informacje zza oceanu. Cały tydzień kończy się sporymi spadkami, jednak na razie skala korekty nie powinna budzić niepokoju.
Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold Finance