Dane z USA będą najważniejsze

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2002-12-17 00:00

W USA nastąpiło wczoraj klasyczne, ale bardzo mocne odbicie po dwóch tygodniach spadków. Inwestorzy wierzą we wzrosty typowe dla końcówki roku, a funduszom to bardzo odpowiada, bo chcą podnieść wyceny portfela do raportów rocznych. Poza tym podziałały wsparcia na indeksach na średniej 50-sesyjnej, która zawsze są istotnymi bodźcami.

Wczoraj wszystko było interpretowane na korzyść byków. Wal-Mart oświadczył, że w ostatnim tygodniu sprzedaż była w dolnym zakresie prognoz, a Federated Department Stores poinformował, że świąteczna sprzedaż będzie słaba. Kursy spółek wzrosły. To najbardziej wymownie pokazuje, że wyłącznie oczekiwania na „windows dressing” sterują rynkiem. Mocno wzrosła cena ropy naftowej (za sprawą strajków w Wenezueli) dochodząc kolejny raz do linii szyi formacji odwróconej RGR, grożącej wzrostem cen powyżej 43 USD. Nikt się jednak tym nie przejął, a akcje koncernów paliwowych rosły. Analitycy muszą widzieć, ale fundusze chwilowo oślepły i nie widzą, co dzieje się na wykresie złota — klasyczne podwójne dno z zakresem wzrostu przynajmniej do 405 USD. Ropa i złoto pociągnęły za sobą indeks surowców CRB, który jest na dwuletnim maksimum. To normalnie powinno prowadzić do wzrostu inflacji, ale konsument nie chce płacić więcej, więc spadną zyski producentów. Tego też rynek nie dostrzegał.

Za to ważne było to, że Lehman Brothers i Goldman Sachs rekomendowały inwestorom zwiększenie w portfelach ilości amerykańskich akcji kosztem europejskich. Prawda jest taka, że rekomendacje tego typu będą się mnożyć w USA. W ostatnich tygodniach było bardzo słabo z wpływem kapitału do funduszy, a jeśli wpływały, to w 2/3 do funduszy akcji nie zajmujących się rynkiem amerykańskim. Trzeba zatem ratować sytuację rekomendacjami.

Jeśli chodzi o sytuację w Eurolandzie, to na początku sesji mieliśmy spadki, ale potem górę wzięły nadzieje na odbicie w USA oraz informacje o tym, że Credit Agricole kupuje Credit Lyonnais, co pomogło sektorowi bankowemu i indeksy, na małym obrocie, ruszyły mocno do góry, co po ostatnich dużych spadkach nie mogło dziwić.

Dzisiaj na rynek dotrą bardzo ważne raporty makro z USA. O 14.30 będą to dane z rynku nieruchomości. Chodzi o pozwolenia na budowę domów (prognoza to spadek o 4 proc.) oraz o rozpoczęte budowy nowych domów (prognoza: wzrost o 5,5 proc.). Na tym rynku panuje nadal hossa, ale wypatrywane jest załamanie, wiec dane mogą mieć wpływ. O tej samej porze dowiemy się o tym, jaka był rynkowa inflacja (CPI). Prognoza mówi o tym, że zarówno główna jej miara jak i wartość bazowa wzrosną o 0,2 proc. Właściwie tutaj każdy wynik oprócz zbliżonego do prognoz jest zły. Jeśli inflacja sporo wzrośnie, to zacznie się obawa o podwyżkę stóp. Jeśli znacznie spadnie, to o deflację. Jednak chyba najważniejsze raporty pojawią się o 15.15 Chodzi o wykorzystanie potencjału produkcyjnego (prognoza 75,4 proc.) i dynamikę produkcji przemysłowej w listopadzie (+0,2 proc.). Inwestorzy będą bardzo niezadowoleni, jeśli te dane nie będą lepsze od prognoz.

Wszystko sygnalizowało, że na naszej giełdzie powinien wystąpić wzrost. Rzeczywiście, rynek ruszył do góry, ale to nie było dyskontowanie szczytu UE, a jedynie nieśmiałe naśladowanie ruchów indeksów w Europie. To dowód, że porozumienie na szczycie UE było już w cenach, a teraz będziemy zachowywali się podobnie jak inne rynki. Wolumen był niewielki, co pozwalało spokojnie podciągać kursy i indeksy. Jednak spółki wyraźnie się podzieliły. Mocne były BPH i BRE, a słabe na przykład Computerland, Agora i TPSA. Uważam, że dużą rolę w słabości rynku odgrywała bliskość ważnych oporów technicznych. Nadal oporem na WIG–20 jest 1220 pkt., a wsparciem 1185 pkt.

Wczoraj otrzymaliśmy doskonałe dane o inflacji, a dziś zaczyna się posiedzenie RPP, ale nikt nie oczekuje cięcia stóp, więc nie można liczyć na wzrosty w oczekiwaniu na jego wynik. Zachowanie rynku zależeć będzie wyłącznie od danych z USA.