Decydenci boją się decydować

opublikowano: 03-01-2012, 00:00

KONFLIKTY SPOŁECZNE

Pierwszy roboczy dzień funkcjonowania ustawy o refundacji leków potwierdził, że wywołany nią konflikt przejdzie do historii antydialogu społecznego w Polsce. Tak celnego sposobu protestu jak powszechne przybijanie przez lekarzy na receptach pieczątek „Refundacja leku do decyzji NFZ” jeszcze nie przerabialiśmy. Z jednej strony — to oczywiste niewykonywanie ustawowego obowiązku, czyli obchodzenie prawa. Ale z drugiej — lekarze przecież nie sprzeniewierzają się swojej branżowej ustawie ani zawodowej przysiędze. Po prostu odrzucają zagrożenie finansową karą administracyjną za swoje decyzje z obszaru prawa administracyjnego.

W ostatnich dniach większość uwagi społeczeństwa koncentrowała się na samej zawartości listy refundacyjnej. Minister Bartosz Arłukowicz zręcznie skierował także uwagę mediów w stronę lobbingu firm farmaceutycznych. Ale cały wątek ustawy refundacyjnej stał się akademickim przykładem przerzucania przez decydentów politycznych i administracyjnych odpowiedzialności na innych. Narodowy Fundusz Zdrowia ustawił się w najwygodniejszej roli tropiciela nadużyć.

Syndrom ucieczki od odpowiedzialności obserwujemy od kilku tygodni na zupełnie innym polu. Kabaretowy wręcz wymiar zyskuje sytuacja wokół Trójstronnej Komisji do spraw Społeczno-Gospodarczych (czytaj także na str. 7), której nikt z władców nie chce. To trudne i niewdzięczne narzędzie dialogu społecznego w poprzedniej kadencji prowadzone było przez wicepremiera Waldemara Pawlaka. Ale szef PSL obecnie postanowił kukułcze jajo podrzucić komukolwiek w barwach PO — ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu, a najlepiej samemu premierowi Donaldowi Tuskowi. Czyli jednak są grabie, które grabią od siebie…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu