Decydują względy funkcjonalne

Ewa Broniszewska
opublikowano: 2006-10-26 00:00

- Samochody flotowe stanowią w Polsce 10 proc. wszystkich pojazdów. Niektóre firmy wierne są jednej marce, inne mają ich wiele.

Najlepszy przykład tego, że jedna marka może zaspokoić potrzeby przedsiębiorstwa, stanowi Grupa Atlas, która od wielu lat jest kojarzona z samochodami od tego samego dilera.

— Park samochodowy Grupy Atlas opiera się na citroenach. Obecnie mamy około 300 tych pojazdów. Citroen daje kompletną i bogatą ofertę. Zapewnia nam odpowiedni model w każdym segmencie: Jumper to samochód bagażowy, Berlingo — mała ciężarówka, Xara — samochody osobowe i kombi oraz C5 — najwyższa półka. Ostatnio naszą flotę wzbogaciliśmy samochodami Skoda Oktavia 1.9 TDI — mówi Zbigniew Więckowski, menedżer floty Grupy Atlas.

— Tchibo Polska ma 187 aut. Od 2003 r. kupowaliśmy głównie fordy. Mamy także egzemplarze takich samochodów, jak volkswageny, skody, ople i audi — mówi Krzysztof Jezierski, zarządzający parkiem samochodowym w Tchibo Polska.

Inni swoje floty zaopatrują w różne marki, auta dokupowane z czasem, pojedyncze sztuki pod konkretne potrzeby lub nabywane na promocyjnych warunkach. Na przykład flota firmowa Nestle Polska to ponad 600 samochodów, wśród których dominujące marki to Toyota, Citroen i Opel. Park samochodowy Telewizji Polskiej to 197 aut takich marek, jak: Ford, Peugeot, Opel, Honda, Fiat.

Limuzyny dla prezesów

Przyznawanie samochodów służbowych przebiega według klucza funkcjonalnego lub funkcyjnego. Pracownik dostaje samochód służbowy albo ze względu na wykonywane obowiązki, albo ze względu na stanowisko służbowe.

— Ogólna zasada w Grupie Atlas jest taka, że samochód nie służy do podnoszenia prestiżu pracownika, ale do wykonywania codziennych obowiązków. Doradcy techniczni i handlowi jeżdżą citroenami berlingo, kadra menedżerska — citroenami C5 i skodami octavia 1.9 TDI — tłumaczy Zbigniew Więckowski.

— W Nestle Polska samochody przyznawane są zgodnie z polityką samochodową firmy i zależnie od zajmowanego stanowiska. Podział jest dwutorowy: z uwagi na zajmowane stanowisko i jako narzędzie pracy — tłumaczy Robert Rembecki, kierownik floty Nestle Polska.

Po przebiegu

Samochody flot firmowych są wymieniane po przejechaniu określonej liczby kilometrów bądź upływie kilku lat od zakupu. Te, które są własnością firmy, zostają sprzedane na przetargach wewnętrznych albo na wolnym rynku.

— Samochody są wycofywane z użytku średnio po przebiegu 200 tys. km. Ustalana jest cena i są odsprzedawane zewnętrznym firmom — mówi Zbigniew Więckowski.

W Nestle Polska samochody wycofywane są ze względu na wiek (5,5 roku) lub przebieg (185 tys. km). Po okresie użytkowania są sprzedawane według wartości rynkowej, a pierwszeństwo zakupu przysługuje pracownikom. Jeżeli nie są zainteresowani, firma sprzedaje auta na wolnym rynku.

W Telekomunikacji Polskiej samochody stanowiące własność spółki wymieniane są po osiągnięciu wieku 5 lat lub przebiegu 150 tys. km. Sprzedawane na przetargach wewnętrznych za pośrednictwem aukcji elektronicznej. Czas użytkowania samochodów wynajmowanych zależy od rodzaju zawartych umów.

Brand na masce

Klient mając do wyboru markę, która jest mu zupełnie nieznana, i taką, której znak firmowy widział chociażby przez chwilę na mijającym go samochodzie, wybierze tę drugą. Większość firm wyróżnia swoje pojazdy przez naklejanie logo na różnych elementach karoserii: drzwiach, masce, klapie tylnej. Droższym sposobem wyróżnienia floty jest lakierowanie pojazdu w kolorach firmowych. Niektóre przedsiębiorstwa odchodzą jednak od znakowania pojazdów.

— Nasi kierowcy niechętnie jeżdżą brandowanymi samochodami. Prowadzenie oznakowanego samochodu zobowiązuje ich do większej kultury jazdy (bo przecież widać, kogo reprezentują), a poza tym samochód z logo firmy zdradza nisze klientów, których może przechwycić konkurencja — mówi Robert Moreń, kierownik floty Castrol Polska.

Jednak specjaliści nie stwierdzają jednoznacznie, że obrandowane auta wychodzą z mody.

— Zależy to od wewnętrznej polityki firmy. Przedsiębiorstwa świadczące usługi handlowe łatwo nie odstąpią od tak prostego, a skutecznego środka reklamy — twierdzi Adam Balcerzak z Carolina Car Company.

Zarządzanie

Firma zewnętrzna zarządzająca flotą wybawia klienta z kłopotów związanych z ubezpieczeniem, serwisowaniem i finansowaniem samochodów. Duże koncerny niechętnie korzystają z pełnego outsourcingu, czyli car fleet management — park samochodowy wolą mieć pod własną kontrolą.

— W Grupie Atlas zarządzanie flotą jest wewnętrzne. Wszystkie samochody są naszą własnością i to decyduje, że flotą zarządzamy sami — w myśl zasady: pańskie oko konia tuczy. W sytuacji gdy samochody są leasingowane lub wynajmowane długoterminowo, można się pokusić o zlecenie zarządzania nimi firmie zewnętrznej. To już nie te czasy, gdy w państwowej firmie funkcjonował oddzielny dział transportu, zatrudniający po kilkanaście osób — mówi Zbigniew Więckowski.

Bezpieczeństwo

Tylko nieliczne firmy mogą się pochwalić szkoleniami z bezpieczeństwa i techniki jazdy. TP wprowadziła wiele regulacji na rzecz poprawy bezpieczeństwa pracowników użytkujących samochody służbowe, m.in.: konieczność odbycia jazdy sprawdzającej umiejętność kierowania samochodem przez pracownika przed przekazaniem mu samochodu służbowego, konieczność odbycia przez pracownika jazd doszkalających po spowodowaniu wypadku oraz szkolenie z doskonalenia techniki jazdy, umiejętność prowadzenia samochodu w trudnych warunkach drogowych. Również firma Tchibo Polska organizuje szkolenia w tym zakresie.

— Są to szkolenia teoretyczne, mające na celu uświadomienie zagrożeń, modelowanie postaw w ruchu drogowym i w efekcie wprowadzenie bezpieczniejszego, zgodnego z przepisami stylu jazdy. Szkolenia te są obowiązkowe dla wszystkich użytkowników samochodów. Potwierdzeniem ich skuteczności jest minimalna, wręcz śladowa szkodowość naszej floty — wyjaśnia Krzysztof Jezierski.