Spółka ma wejść na giełdę. Pytanie, czy trafi tam w obecnym kształcie, czy też powiększona o majątek Orlenu, PERN i — uwaga — Lotosu.
Naftobazy, największy w kraju właściciel magazynów paliw i terminali przeładunkowych, nie miały do tej pory szczęścia w prywatyzacji. Nieporozumienia między holenderskim Vopakiem a PKN Orlen sprawiły, że kilka tygodni temu przetarg na zakup spółki zakończył się niepowodzeniem. Niebawem Naftobazy, których ubiegłoroczne przychody wyniosły 197 mln zł, a zysk 14,9 mln zł, dostaną jednak drugą szansę.
— Do 31 lipca zdecydujemy o kształcie prywatyzacji. Wiadomo, że spółka ma trafić na giełdę. Musimy jednak najpierw ustalić, jakie inne aktywa logistyczne można sprywatyzować wraz z Naftobazami — wyjaśnia Krzysztof Żyndul, prezes Nafty Polskiej (NP), właściciela Naftobaz.
ZOL wiecznie żywy
Prezes NP wyjaśnia, że nadal aktualna jest koncepcja budowy tzw. zintegrowanego operatora logistycznego (ZOL), czyli spółki, która łączyłaby najważniejsze aktywa logistyki paliwowej. Poza Naftobazami w skład nowej spółki mogłaby wejść część majątku logistycznego należącego do PKN Orlen (np. bazy paliw i rurociąg produktowy do Ostrowa Wielkopolskiego), Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych (rurociągi produktowe) oraz — to nowość — Grupy Lotos (np. terminale w rafineriach południowych).
— Niewykluczone, że firmy te w zamian objęłyby część udziałów w Naftobazach — dodaje prezes Żyndul.
Kto na giełdę?
W tej sytuacji trzeba też ustalić, co tak naprawdę ma trafić na giełdę — same Naftobazy czy też może zintegrowany operator logistyczny.
— Realizacja drugiej koncepcji byłaby czasochłonna ze względu np. na konieczność uprzedniego ustalenia zasad współpracy Naftobaz z Orlenem. Powstanie ZOL i skierowanie go na parkiet pozwoliłoby jednak uporządkować rynek usług logistycznych. Ponadto wynegocjowanie z Orlenem wieloletniego kontraktu na składowanie obowiązkowych zapasów paliw zapewniłoby państwu gwarancje bezpieczeństwa energetycznego — twierdzi Jerzy Małyska, prezes Naftobaz.