Decyzje władców poróżniły biznes

opublikowano: 23-02-2021, 20:00

Być może w środę władcy kraju wreszcie zapowiedzą, jakie zakazy działalności gospodarczej oraz generalnie nowe zasady antyepidemiczne będą obowiązywały od poniedziałku 1 marca.

Konkretnego aktu prawnego, czyli dziesiątej już nowelizacji bazowego rozporządzenia Rady Ministrów z 21 grudnia 2020 r., można spodziewać się może w czwartek w nocy, a może dopiero w piątek. Przedsiębiorcy ze sparaliżowanych branż nie mogą jednak liczyć na jakąkolwiek poprawę ich losu, będzie tylko gorzej. Niestety, całkiem realnie rysuje się ponowne zamknięcie hoteli – które przecież ściśle przestrzegają nakazanych im rygorów – w regionach oznaczonych w epidemicznej klasyfikacji na czerwono.

Z całkowitego zaskoczenia w poniedziałek rząd wrzucił przed północą do Dziennika Ustaw dziewiątą nowelizację wspomnianego rozporządzenia. Vacatio legis miała zaledwie… dwugodzinne, weszła w życie od wtorku 23 lutego. Masa szczegółowych przepisów w zasadzie nie dotyczy działalności gospodarczej, ale wielu innych dziedzin życia, w tym np. ruchu granicznego oraz składu tzw. pierwszej grupy szczepieniowej. Znalazł się jednak rodzynek biznesowy, uzupełnienie przepisu otwierającego działalność kasyn i salonów gier od 12 lutego, czyli weekendu walentynkowego. W pilnej nowelizacji znalazł się bardzo charakterystyczny dopisek: „Prowadzenie działalności, o której mowa w zdaniu pierwszym, jest dopuszczalne pod warunkiem zapewnienia, aby klienci nie spożywali napojów lub posiłków”. Dla mnie jest on szczególnie ciekawy, ponieważ po otwarciu hazardu nadałem komentarzowi tytuł „Uruchomienie ruletki to gruba prowokacja”. Natychmiast odezwały się z wyjaśnieniami podmioty prowadzące kasyna. Argumentowały, że ich obiektów – zlokalizowanych przede wszystkim w hotelach z wysokiej półki – jest w Polsce mniej więcej 50, do czego trzeba doliczyć około 500 punktów przyjmowania zakładów wzajemnych, no i ze 400 legalnych salonów do gier na automatach, prowadzonych przez Totalizator Sportowy. Natomiast restauracji i barów działa co najmniej 60-70 tys., zaś klubów fitness mniej więcej 2,7 tys. A zatem teoretyczna możliwość transmisji koronawirusa w owych zamkniętych branżach jest wielokrotnie większa niż w placówkach hazardowych. Oprócz tego w wyjaśnieniach zdementowano niecne przypuszczenia, że przy okazji obstawiania numerków można skorzystać z przekąsek czy napitków. A jednak zacytowana wyżej specyficzna nowelizacja rozporządzenia chyba nie była oderwana od rzeczywistości…

Jaskinie hazardu podczas epidemii działają, ale drinków czy przekąsek nie wolno im serwować nawet spod lady.
ERIC GAILLARD / Reuters / Forum

We wspomnianym komentarzu absolutnie nie postulowałem, by kasyna zamknąć. Cały czas uważam, że ich szczęściem i możliwością prowadzenia normalnej działalności powinny cieszyć się wszystkie bez wyjątku zamknięte branże. Przecież premier Mateusz Morawiecki zapowiadał taki właśnie kierunek – ustalenie dosyć rygorystycznych protokołów sanitarnych funkcjonowania biznesów w warunkach epidemii i ich otwarcie, z oczywistym obowiązkiem przestrzegania owych protokołów. A jednak obietnice poszły do kosza. Najgorsze, co mogło się stać, to pęknięcie solidarności między branżami całkowicie różnie potraktowanymi przez politycznych władców. Potwierdzeniem niesolidarności są m.in. przytoczone wyjaśnienia branży hazardowej o jej „lepszości” wobec gastronomicznego planktonu, uzasadnionej znacznie mniejszymi możliwościami upowszechniania epidemii COVID-19. Co bardzo ważne – w normalnych okolicznościach zantagonizowane obecnie branże nie są konkurencyjne. A jednak podejmującym chaotyczne decyzje władcom udało się je poróżnić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane