Decyzyjność wice czyni ogromną różnicę

opublikowano: 02-09-2019, 22:00

Zastępcza wizyta dwustronna amerykańskiego wiceprezydenta Michaela Pence’a miała obraz dość nietypowy.

Organizacyjnie wszystko było od wielu tygodni przygotowywane pod wizytę Donalda Trumpa i logistyczne zadęcie utrzymano — zamknięte ulice stolicy, kawalkada samochodów, masy agentów ochrony etc. Zdecydowanie inaczej wygląda zwyczajna, planowa bytność wiceprezydenta USA, o czym mieliśmy okazję przekonać się np. w lutym. Michael Pence wtedy wziął udział w bliskowschodniejkonferencji na PGE Narodowym, czego statystyczny mieszkaniec Warszawy w ogóle nie zauważył, ponieważ wiceprezydent wtopił się w masę innych uczestników. 2 września natomiast mógł poczuć się „prawie” gościem z Białego Domu, chociaż nie do końca — protokół dyplomatyczny absolutnie nie przewiduje np. powitania „wicka” na dziedzińcu naszego Pałacu Prezydenckiego z kompanią honorową wojska.

W praktyce
dyplomatycznej przyjmuje się, że wiceprezydent USA jest równy stanem
europejskim premierom.
Zobacz więcej

W praktyce dyplomatycznej przyjmuje się, że wiceprezydent USA jest równy stanem europejskim premierom. Fot. Krystian Maj

Samodzielne uprawnienia decyzyjne wiceprezydenta USA są minimalne. Jego konstytucyjne zadanie to po prostu bycie „w razie czego”. W XX wieku okazało się to przydatne aż pięć razy — wiceprezydenci wprowadzali się do Białego Domu czterokrotnie po śmierci prezydentów, a raz po złożonej dymisji. Obecnie realną władzę, wraz z kodami atomowymi, przejmują co najwyżej na kilka godzin, podczas narkozy operowanego prezydenta. O tych realiach wypada pamiętać, oceniając dorobek poniedziałkowej wizyty. Podczas konferencji Andrzeja Dudy i Michaela Pence’a chciałem zapisać na specjalnie przygotowanej pustej kartce jakieś nowinki, dosłownie cokolwiek, o czym dotychczas byśmy nie wiedzieli. Pozostała pusta… Większy efekt decyzyjny dałoby zapewne odtworzenie wystąpienia Donalda Trumpa z ekranu. Wiceprezydent znalazł się w niezręcznej roli, ponieważ zlecone mu na stałe zadania wykonuje na zupełnie innym froncie — jest zderzakiem szefa w jego starciach z Kongresem. Nie tylko dlatego, że konstytucyjnie kieruje Senatem, lecz ze względu na znajomość Kapitolu — wszak przez 12 lat zasiadał w Izbie Reprezentantów. W kwestiach polityki zagranicznej jego głos ma natomiast znaczenie mniej więcej takie jak lektora.

Umownie przyjmuje się, że amerykański wiceprezydent jest protokolarnym odpowiednikiem europejskich premierów. Dlatego naturalnie jedynym konkretem wizyty Michaela Pence’a stało się podpisanie na tym właśnie szczeblu, czyli wspólnie z Mateuszem Morawieckim, deklaracji wzmocnienia amerykańsko-polskiej współpracy w zakresie 5G. W zasadzie to naturalne rozwinięcie sojuszniczych relacji państw Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Bezpieczeństwo coraz bliższej technologii mobilnej piątej generacji rzeczywiście będzie miało strategiczne znaczenie dla każdego państwa oraz jego obywateli. W ogólnikowej deklaracji podkreślono, że „niezbędna jest uważna i kompletna ocena komponentów i producentów oprogramowania”. Rzecz jasna jakakolwiek nazwa zagrażających bezpieczeństwu 5G państw czy firm nie pada, ale zapisy deklaracji w oczywisty sposób zorientowane są antychińsko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu