Deszcz pieniędzy zaleje drogi

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2014-11-17 00:00

W najbliższej dziesięciolatce na szybkie trasy państwo wyda 160 mld zł. Będzie więcej obwodnic i więcej pieniędzy na utrzymanie dróg

Polska znów będzie wielkim placem budowy. Resort infrastruktury zapowiada, że w latach 2014-23 powstanie 2,22 tys. km szybkich tras i obwodnic. Opracował projekt „Programu Budowy Dróg Krajowych”, który obecnie jest w konsultacjach międzyresortowych, a pod koniec miesiąca trafi do uzgodnień społecznych. Przewidziano w nim ogromne wydatki na budowę i utrzymanie szybkich tras. Prace zlecać może nie tylko Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), największy publiczny inwestor w kraju, ale także… państwowi koncesjonariusze, czyli spółki specjalnego przeznaczenia.

Jak uniknąć ruiny

Wydatki na budowę i utrzymanie szybkich tras, które powstaną do 2023 r., sięgną prawie 160 mld zł. Tu ważne zastrzeżenie. W tej kwocie znajduje się 18,3 mld zł, które pochłoną inwestycje realizowane w ramach programu na lata 2011-15. Będą one rozliczone do końca 2018 r. Gros ze 160 mld zł trafi jednak na projekty z nowej unijnej perspektywy. Szczyt inwestycyjny przypadnie na lata 2016-18. Wówczas roczne nakłady wyniosą 19-23 mld zł. W kwocie 160 mld zł znajdują się także koszty utrzymania tras. GDDKiA dostanie z budżetu więcej pieniędzy na ten cel. To wymóg Brukseli, która — dofinansowując budowę polskich dróg — nie chce, by nowe trasy szybko popadły w ruinę. Dlatego też w latach 2014-23 rząd na utrzymanie sieci drogowej przeznaczy aż 48,68 mld zł. Obecnie wydatki na utrzymanie sięgają 2,9 mld zł rocznie, ale już od 2016 r. będą przekraczały 5 mld zł, by w 2023 r. osiągnąć poziom 5,7 mld zł.

— To program minimum. Im więcej będziemy oddawać do użytku nowoczesnych dróg, tym więcej musimy inwestować w ich eksploatację, by jak najdłużej utrzymać ich wysoki standard — mówi Zbigniew Kotlarek, prezes Polskiego Kongresu Drogowego.

Nowinki na liście

Większość przewidzianych do realizacji odcinków została wpisana przez rząd na listę inwestycyjną kilka miesięcy temu. Jest jednak też sporo nowinek. Do programu włączono m.in. budowę odcinka A2 Warszawa-Mińsk Mazowiecki oraz S6 Słupsk-Gdańsk. Wydłużony będzie także odcinek S17 między Warszawą a Lublinem. Chodzi przede wszystkim o tzw. „Wowkę”, która połączy podstołeczne Marki z trasą lubelską. Zaplanowano też budowę S61 z Ostrowi Mazowieckiej do obwodnicy Augustowa. Najwięcej nowości jest na liście obwodnic. Dotychczas rząd planował budowę 14 bajpasów do 2023 r., przeznaczając na ten cel 5,2 mld zł. Obecnie na liście znalazło się 35 obwodnic, których budowa pochłonie ponad 9 mld zł. Na listę wskoczyły m.in. objazdy Stalowej Woli i Niska, Kołbieli, Zabierzowa i Nowego Miasta Lubawskiego. Resort infrastruktury przygotował także rezerwową listę 13 obwodnic, których kosztorysy opiewają na prawie 5 mld zł.

Priorytet w rezerwie

W rezerwie resort ma także budowę 630 km dróg wartych 35,5 mld zł. Największą niespodzianką jest wpisanie na rezerwową listę odcinka A1 od obwodnicy Częstochowy do Tuszyna.

— To odcinek o ogromnym natężeniu ruchu, który powinien być priorytetem, a nie projektem rezerwowym. Mamy gotową autostradę A2 od Warszawy do niemieckiej granicy. A4 wkrótce także połączy granicę niemiecką z ukraińską. Tymczasem na A1, która prowadzi ze Śląska do coraz dynamiczniej rozwijających się portów, mamy wyrwę — zżyma się Aleksander Kozłowski z Gdańsk Transport Company, która zarządza odcinkiem A1 Gdańsk-Toruń.

Rząd rzeczywiście ma problem z budową m.in. odcinka Tuszyn-Częstochowa. Jeździ nim dziennie kilkadziesiąt tysięcy aut, a natężenie ruchu jest tak duże, że projekt trudno sfinansować z funduszy unijnych. Bruksela dotuje zazwyczaj zadania istotne dla społeczeństwa, ale niedające się sfinansować komercyjnie. Tymczasem GTC kilka miesięcy temu przygotowało dla resortu infrastruktury analizę, która wykazała, że inwestycję na A1 może wykonać prywatny koncesjonariusz, który mógłby pobierać opłaty od kierowców. Podobną opinię przedstawił też Peter Haykowski z funduszu Meridiam, akcjonariusza Autostrady Wielkopolskiej, mającej koncesję na A2 Świecko-Konin. Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju ma inny pomysł. Z projektu programu wynika, że na A1 wprowadzi koncesjonariusza, ale państwowego. Ministerstwo rozważa powołanie spółki specjalnego przeznaczenia, która odpowiadałaby za dokończenie A1. Mogłaby pozyskać fundusze inwestycyjne z rynku, Polskich Inwestycji Rozwojowych lub Banku Gospodarstwa Krajowego. Koszt budowy trasy Tuszyn-Częstochowa oszacowano na 4 mld zł. Z informacji „PB” wynika, że resort nie wyklucza współpracy w prywatnymi partnerami, ale na A1 woli własną spółkę, by mieć wpływ na stawki opłat.