Za kilka dni do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) trafi wniosek o zezwolenie na prowadzenie działalności przez Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych Banku Gospodarstwa Krajowego (TFI BGK), które stworzy Fundusz Mieszkań na Wynajem. Inauguracja jest planowana w pierwszym kwartale 2014 r. W piątek przedstawiciele Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD) spotkali się z twórcami funduszu, by porozmawiać m.in. o tym, jak przygotowywać ofertę, by była dla BGK interesująca.
— Na wiele szczegółowych pytań nie dostaliśmy odpowiedzi, ale na tak wczesnym etapie powstawania funduszu to naturalne. Dowiedzieliśmy się jednak, że powinniśmy go traktować bardziej jak kolejnego gracza na rynku mieszkań, a nie jako instrument prowadzenia polityki mieszkaniowej państwa — mówi Grzegorz Kiełpsz, prezes PZFD.
Wiadomo, że za 5 mld zł BGK chce kupić około 20 tys. lokali w sześciu największych miastach. Mieszkania mają mieć 2-3 pokoje i 50-60 mkw. Według danych REAS, w 2011 i 2012 r. deweloperzy na sześciu głównych rynkach mieszkaniowych sprzedawali po około 30 tys. lokali, a w trzech kwartałach 2013 r. — ponad 25 tys.
— Procedury zakupu budynków będą takie, jak w każdym innym funduszu inwestującym w nieruchomości. Decyzje będą podejmowane przez zarządzających, komitet inwestycyjny i komitet doradczy. Jednak trzeba podkreślić, że nie będziemy skupować mieszkań od deweloperów— będziemy inwestować powierzone nam pieniądze w całe budynki i zarządzać tymi zasobami. Deweloperzy są dla nas dostawcami, klientami są najemcy — mówi Piotr Kuszewski, dyrektor departamentu inwestycji kapitałowych BGK.
Co ważne, fundusz nie jest zainteresowany kupowaniem projektów na działkach, które są przedmiotem użytkowania wieczystego.
— To może być trudne, zwłaszcza w Warszawie, od której program ma się rozpocząć. Lokalizacje nieperyferyjne są w przytłaczającej większości objęte użytkowaniem wieczystym — mówi Grzegorz Kiełpsz.
Deweloperzy zwracają uwagę, że przy zakładanym przez BGK 4-procentowym zwrocie z czynszu, który w dodatku ma być o 20-10 proc. niższy od rynkowego, może być trudno o znalezienie odpowiednio taniego produktu, a jeśli już — to na obrzeżach miast.
— Sprzedaż całego budynku do tego funduszu oznacza dla nas ograniczenie kosztów sprzedaży i marketingu. Ale nie ma sensu rezygnować z marży tylko po to, by sprzedać budynek za jednym razem. I tak musimy utrzymywać nasze biura sprzedaży, ich pracownicy muszą mieć co sprzedawać, a nie narzekamy na popyt klientów indywidualnych— mówi Wojciech Okoński, prezes Robyga.
Deweloperzy na razie nie nastawiają się entuzjastycznie do propozycji BGK, ale Polnord już pokazał funduszowi pierwsze oferty w Gdańsku oraz na warszawskim Wilanowie.
— Zdajemy sobie sprawę, że oferta deweloperów będzie duża. To dla nas atrakcyjna możliwość, bo choć cena sprzedaży takich budynków będzie silnie negocjowana, to deweloperom odpadają znaczne koszty marketingu. W dodatku ponieważ mieszkania mają być wykończone, to liczymy na nieco wyższe marże — mówi Piotr Wesołowski, prezes Polnordu.