Deweloperzy godni uwagi inwestorów

Konrad Sobiecki
opublikowano: 18-12-2009, 00:00

Zaczyna się ruch w branży deweloperskiej. Sprawdziliśmy więc, jak giełdowi deweloperzy poradzili sobie z kryzysem i bessą.

Na warszawskiej giełdzie kursy rosną, ale do szczytów z 2007 roku droga jeszcze bardzo daleka. Najdłuższy dystans do odrobienia mają giełdowi deweloperzy — niektóre akcje wciąż kosztują nawet 90 proc. mniej, niż dwa lata temu. Stąd pomysł, aby znaleźć wśród nich spółki godne uwagi. Zwłaszcza że o branży deweloperskiej coraz cieplej wśród analityków. Sami zaś prezesi deweloperów, którzy jeszcze do niedawna pesymistycznie widzieli przyszłość, teraz mówią już prawie jednym głosem: najgorsze za nami, czas ruszyć z nowymi inwestycjami.

O ile w czasach prosperity zarządy nie muszą się bardzo starać, aby spółka się rozwijała, a giełdowy jej kurs szedł w górę, o tyle kryzys zawsze uwidoczni słabe strony emitenta. W kryzysie wcześniej czy później wyjdą na jaw wszelkie niekompetencje zarządu. Co gorsza — odczują to wszyscy akcjonariusze, bo notowania spółki spadną i to znacznie mocniej niż tzw. benchmark. A branża deweloperska, razem z bankami, najmocniej ucierpiała na dogorywającym kryzysie.

Pęknięcie bańki kredytowej w USA w 2007 roku, a zwłaszcza upadek banku Lehman Brothers w 2008 roku, zamroził z dnia na dzień rynek kredytowy na całym świecie. Polska nie jest bezludną wyspą. Coraz niższe prognozy PKB, pogorszenie na rynku pracy, a przede wszystkim wstrzymanie akcji kredytowej przez banki znacząco zmniejszyły popyt na usługi deweloperów. Budowy w jednej chwili stanęły, a klienci przed długi czas byli odsyłani z kwitkiem od lady bankowej.

Głębokość kryzysu dobrze obrazują też giełdowe kursy deweloperów — jednej z najlepiej reprezentowanych na parkiecie branż. Od szczytów hossy (lipiec 2007 roku) do dna bessy (luty 2009 roku) subindeks WIG-Deweloperzy stracił najwięcej wśród indeksów sektorowych — aż 82 proc. Dla porównania WIG spadł w tym czasie "tylko" 66 proc.

W naszym zestawieniu przyjrzeliśmy się więc wynikom finansowym deweloperów. Nie wchodziliśmy w szczegóły. Punktowaliśmy zmianę przychodów i zysków operacyjnych w okresie 2007-09. W tych kategoriach najlepiej wypadli szwedzki Reinhold, Polnord Ryszarda Krauzego czy legnicki Gant.

Wyniki finansowe to jednak nie wszystko. Pod lupę wzięliśmy też zmianę kursu akcji w badanym okresie (szczyt hossy-dno bessy). Tutaj najmniej punktów dostało się jednemu z największych stołecznych deweloperów —JW Construction, najwięcej — jednemu z największych graczy w Europie Środkowo-Wschodniej — Globe Trade Center (GTC).

W łącznym ujęciu zwycięzcą naszego mini rankingu został GTC. Wygraną zawdzięcza swojej "wielkości" (to jedyny deweloper z WIG20) i dywersyfikacji prowadzonej działalności — zarówno pod względem usług, jak i lokalizacji (działa aż w 10 krajach). Ale nie tylko. Spółka w porę wstrzymała niektóre inwestycje. Nie przepłacała za grunty. Ponadto ma spory zasób gotówki i bezpieczny poziom długu.

W czołówce naszego zestawienia znalazł się m.in. Ronson. Zarejestrowany w Holandii deweloper optymistycznie patrzy w przyszłość. Pieniądze z niedawnej emisji akcji zamierza przeznaczyć m.in. na uruchomienie w 2010 roku do siedmiu nowych inwestycji w największych miastach w Polsce. Kilka tygodni temu zaangażowanie w spółce zwiększył fundusz emerytalny ING OFE.

Powoli dotkliwe straty odrabiają akcjonariusze LC Corp. Spółka Leszka Czarneckiego pojawiła się na parkiecie niemal w samym szczycie koniunktury w 2007 roku. Akcje sprzedawano w ósmym, największym IPO po 6,5 zł. Zaraz po debiucie kurs zanurkował. W naszym zestawieniu LC Corp zajmuje daleką pozycję. Przez kryzys spółka pożegnała się z projektem budowy jednego z najwyższych budynków mieszkalnych w Polsce — Sky Tower (projekt

sprzedała Czarneckiemu). Rok temu ówczesny prezes LC Corp Konrad Dubelski uspokajał inwestorów, mówiąc: "spółka jest przygotowana do obecnej sytuacji, jaka jest na rynku". Jeszcze tego samego miesiąca odwołano go z funkcji prezesa.

Najgorzej w zestawieniu wypada JW Construction. Na spółce wyraźnie odbił się zawał rynku mieszkaniowego (na szczęście "pacjent" dochodzi już do siebie). W bessie inwestorów wystraszyły też wysokie zobowiązania oraz wypowiedzi prezesa i głównego akcjonariusza Józefa Wojciechowskiego. Nie wykluczał on, że spółka przepłaciła za niektóre grunty. W przypadku tej spółki możliwy jest jednak szybki awans. Po pierwsze — JW Construction rozpoczął właśnie pierwszą inwestycje komercyjną — biurowiec w Warszawie. Za pięć lat wpływy z mieszkaniówki mają stanowić tylko połowę przychodów holdingu. Po drugie — banki rozluźniają politykę kredytową. I po trzecie — sam Wojciechowski kilka dni temu narzekał na zbyt niską — jego zdaniem — kapitalizację spółki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Konrad Sobiecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu