Deweloperzy nie oczekują głaskania po głowach

Marta Sieliwierstow
opublikowano: 22-12-2009, 00:00

Rynek mieszkaniowy jest rozchwiany i daleko mu do stabilizacji. Potrzebuje szybszych procedur i sprawniejszych urzędów.

Rozmowa z Piotrem Hirnym, prezesem spółki Hirny BD

Rynek mieszkaniowy jest rozchwiany i daleko mu do stabilizacji. Potrzebuje szybszych procedur i sprawniejszych urzędów.

"Puls Biznesu": Rynek nieruchomości dotkliwie odczuł kryzys gospodarczy. Jak poradziła sobie pańska firma?

Piotr Hirny, prezes Hirny BD: Pierwszy projekt — niewielki budynek wielorodzinny — zaczęliśmy budować w 2002 r. W samym dnie poprzedniego kryzysu. Wtedy nam się udało. Mieszkania sprzedały się szybko i dobrze. Pomyśleliśmy, że skoro my, amatorzy z banku, potrafimy wybudować w kryzysie i na dodatek na tym zarobić, to co będzie, gdy nastanie koniunktura? I stąd wzięła się firma. Po pierwszym udanym projekcie zaczęliśmy dwa kolejne. Rozwijaliśmy się z roku na rok. Dla mnie było jednak oczywiste, że po czasach dobrych przychodzi kryzys. Jak jest dobrze, to trzeba być bardzo ostrożnym, bo za chwilę hossa się skończy, a jak jest źle, wtedy warto się uważnie rozglądać, bo pojawia się mnóstwo okazji inwestycyjnych.

Czy ten rok był czasem takich okazji dla deweloperów?

Obecnie tanieją wszystkie elementy pochłaniające kapitał deweloperów. Najszybciej spadają ceny wykonawstwa, bo to najbardziej wrażliwy rynek. Kiedy ludzie potrzebują pracy, są bardzo elastyczni i akceptują mniejsze pieniądze. Dlatego koszty wykonawstwa zmniejszyły się przynajmniej o 10, a w niektórych przypadkach nawet o 20 proc. Także szybko spadają ceny materiałów budowlanych. Najwolniej gunty. Spadek kosztów pozwoli deweloperom ruszyć wkrótce z nowymi inwestycjami, które im się opłacą mimo że ceny mieszkań spadły.

Czy kryzys spowoduje długofalowe zmiany na rynku?

Gdyby nie było bańki spekulacyjnej — niskich stóp procentowych i nacisku na udzielanie kredytów — rynek miałby szansę na normalizację. Dzięki popytowi na mieszkana w ostatnich latach deweloperzy zaczynali nowe inwestycje, a teraz ich działani zostały wstrzymane — banki wycofały się z finansowania, a inwestorzy wyprzedają to, co wcześniej zbudowali i odzyskują kapitały. To wszystko prowadzi do powtórki cyklu — nie będzie podaży i klienci będą zmuszeni kupować przysłowiową "dziurę w ziemi". Gdyby nie było tak skrajnych wahań, rynek miałby większe szanse na stabilizację.

Pojawiły się nowe tendencje, np. aukcje nieruchomości, wynajmowanie mieszkań przez deweloperów i dodawanie bonusów. Czy zagoszczą na rynku na stałe?

Myślę, że to tylko zrywy. Rozchwianie rynku powoduje, że deweloperzy podejmują różne działania mające na celu głównie przyciągnięcie uwagi potencjalnych klientów.

Skąd zatem pomysł udzielania kredytu finansującego klientom wkład własny?

Ta oferta to już historia. Proponowaliśmy ją, gdy spotęgowanie emocji związanych z kryzysem było największe, a banki praktycznie zamroziły udzielanie kredytów. Wtedy zależało nam na osiągnięciu sprzedaży w każde inwestycji takiej liczby mieszkań, która pozwoli na ich dokończenie. To był bardzo dobry krok. Przy zakupie prawie co drugiego mieszkania klienci korzystali z kredytu, który proponowaliśmy.

Czy program "Rodzina na swoim" ma dobry wpływ na rynek?

To, niestety, program, z którego największe korzyści czerpią banki. Państwo dotuje kredyty, banki dostają tańszy produkt i w związku z tym naliczają wyżse opłaty. W tym aspekcie program nie budzi mojego entuzjazmu. Wolałbym rozwiązania prostsze, np. ulgę podatkową dla młodych ludzi, którzy kupują pierwsze mieszkanie. Wówczas pomoc byłaby bardziej celowa i bezpośrednia.

Co powinno się zmienić, by udawało się uniknąć sytuacji kryzysowych?

Największą pomocą dla deweloperów byłoby sprawne działanie państwa. Nie chodzi tu o głaskanie inwestorów po głowach. Od momentu kupna gruntu nieprzygotowanego pod zabudowę, do chwili, kiedy można ruszyć z pracami, upływa wiele miesięcy, a w tym czasie kapitał jest zamrożony. To powoduje, że kiedy możemy wreszcie rozpocząć inwestycję musimy narzucać dużą marżę, która zrekompensuje stracony czas. Jeżeli procedury administracyjne i sądowe będą szybsze, to pieniądze przedsiębiorców będą zamrażane na krócej, a co się z tym wiąże, marże i ceny spadną.

Jakie macie plany na przyszły rok?

Wyprzedaliśmy wszystkie małe mieszkania. W inwestycjach, które właśnie są kończone, nie sprzedaliśmy tylko części lokali średnich i dużych- od 70 mkw. wzwyż. Zamierzamy je wyprzedawać przez najbliższy rok. Ta oferta czeka na klienta. Obecnie mamy w przygotwaniu 1,5 tys. mieszkań, które wyudujemy w latach 2010-2012.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Sieliwierstow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu