Nie ma tłumu, ale widzów przybywa. Prognozy są jednoznaczne: w telewizjach programów ekonomicznych przybędzie. I tu stopimy się z zachodnim wzorcem.
— Wiele się dzieje, ale bardzo trudno przebić się do widowni z tą dziedziną, bo ekonomia wciąż nie jest traktowana jako nauka humanistyczna. Patrzy się na nią przez pryzmat księgowego, wykonującego swoje obliczenia — mówi Wiesław Godzic, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Fakt. Nie ma teraz zbyt wielu telewizyjnych programów ekonomicznych. Kilka w telewizji publicznej (m.in. Plus Minus, Biznes), w TVN i TVN 24 (m.in. Fakty, Ludzie, Pieniądze, Bilans, Firma) czy też Biznes Wydarzenia — w Polsacie.
— Faktycznie, audycji ekonomicznych jest niewiele — jak na 40-milionowy naród. To zdumiewające — w sytuacji gdy w rynek można „wcisnąć” dowolną liczbę pism i programów telewizyjnych dla pań. Wydawałoby się, że informacje gospodarcze przydają się, by jakoś radzić sobie w życiu. A tu okazuje się, że zapotrzebowanie rynku nie jest znowu takie wielkie — sumuje Wojciech Szeląg, wydawca Biznes Wydarzeń w Polsacie.
Nie zgadza się z tym Roman Młodkowski, szef redakcji biznesowej TVN 24.
— Z moich obserwacji wynika, że nie dzieje się źle. Uważam, że nadchodzi czas programów ekonomicznych — podkreśla.
Ot, metoda...
Utrzymuje się przekonanie, że programy ekonomiczne skierowane są tylko do elit. Tymczasem problemy gospodarcze — powiedzmy w pewnym uproszczeniu — tak samo dotyczą zarówno biznesmena, jak i górnika. I właśnie taki powinien być program ekonomiczny.
— Musi zainteresować widza, nie może być tylko dla wąskiej grupki. Chcemy przez nasz program kojarzyć firmy. Dzwonią do nas ludzie po kontakty, gdyż zobaczyli u nas przedsiębiorstwo, które ich zainteresowało — przekonuje Sławomir Matczak, wydawca Biznesu w TVP 2.
Inny problem — wcale nie wydumany: po porcji kolejnych katastrof w serwisie informacyjnym nie każdy chce już słuchać o dziurze budżetowej, długu publicznym i powiązaniach świata biznesu z polityką.
— Widać dwa problemy. Pierwszy: od dawna w mediach brak sposobu na ukazanie sukcesu. W efekcie w programach ekonomicznych rzucają się w oczy informacje o bezrobociu, strajkach... I wygląda to ciemniej niż w rzeczywistości. A przecież Polska gospodarka ma się całkiem nieźle. Drugi problem? Ograniczona liczba form telewizyjnych i coraz mniej czasu telewidzów — wymienia Wojciech Szeląg.
Ale nie zawsze informacje koncentrują się na negatywnych aspektach gospodarki.
— Program biznesowy winien być optymistyczny, opowiadać o pozytywnych przykładach. Dlatego raczej zamierzamy pokazywać fabryki, które powstają, a nie upadają — mówi Sławomir Matczak.
Prościej — znaczy lepiej
Wskaźnik cen konsumpcyjnych — czyli inaczej: wskaźnik inflacji. Prawda, że prościej? Zbyt skomplikowane terminy odstraszają „przeciętnego widza”, więc trudno się dziwić, że kiedy Kowalski usłyszy o poziomie stopy redyskonta weksli lub analizie wskaźnikowej, to woli przełączyć się na program, jaki rozumie.
— Autorzy wiadomości biznesowych najpierw muszą oswoić widza... Bywa, że specjaliści w tych programach mówią językiem bardzo ezoterycznym, którego właściwie nikt — poza nimi — nie rozumie. Albo powtarzają truizmy — zauważa Wiesław Godzic.
Dlatego coraz częściej dziennikarze starają się unikać żargonowego, fachowego języka. Bo popularny program o gospodarce nie jest przeznaczony dla specjalistów. Oni wiedzą, co się dzieje, zanim włączą telewizor.
— Trzeba opowiadać o sprawach skomplikowanych prostymi słowami i zachęcać obrazem. Zawsze mówię, że pierwszy temat przygotowuje się dla Grzelakowej spod Zamościa, kobiety po pięćdziesiątce. Niech zapowiedź spowoduje, że przestanie zmywać; a potem ma wytrzeć ręce i zacząć oglądać — zdradza swoją metodę Sławomir Matczak, wydawca Biznesu w TVP 2.
Co dalej?
Perspektywy? Wszystko wskazuje, że w przyszłości będzie przybywać telewizyjnych audycji ekonomicznych.
— Sądzę, że z czasem zbliżymy się do standardów zachodnich. Ludzie bardziej zainteresują się ekonomią, bo będą szukać wskazówek, przydatnych w codziennym życiu i prywatnym budżecie. I dlatego z wolna pojawi się więcej programów o gospodarce, bo teraz to jest skrajne minimum. Ale oczywiście te programy nigdy nie będą biły rekordów oglądalności — przewiduje Wojciech Szeląg.
— Nie można zrobić programu, który zainteresuje sto procent widowni. Widzowie programów ekonomicznych to podgrupa widzów informacji. Dlatego oglądalność zawsze będzie mniejsza — zaznacza trzeźwo Roman Młodkowski.
Na tym nie koniec: by programy ekonomiczne znalazły widzów, część z nich musi się stać — na pozór: paradoksalnie — coraz bardziej wyspecjalizowanymi. Już w tej chwili da się ten proces dostrzec. I dziś, prócz programów podsumowujących wydarzenia gospodarcze, są i te poświęcone konkretnym „problemom cząstkowym” — np. Firma, Portfel, Agrobiznes.
— Na poziomie „przedszkolaków” programy ekonomiczne mogą być bardzo ogólne, ale później po prostu muszą już być wyspecjalizowane — dla lekarzy, nauczycieli, biznesmenów. Oprócz tego, naturalnie pozostanie elementarz biznesowy — podkreśla Wiesław Godzic.
Nie oznacza to, że znikną ekonomiczne serwisy ekonomiczne.
— Mają zadanie oswajające — zjednywania grupy i łączenia jej wokół pewnej tematyki. Paradoksalnie: nie informacje są najważniejsze, ale ich analiza — dodaje Wiesław Godzic.
Dla programów ekonomicznych widać zatem światełko w tunelu. Właściwie to całkiem spory reflektor.