Złe nastroje konsumentów

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-05-26 20:00

Gospodarka rośnie, bezrobocie jest rekordowo niskie, a nastroje konsumentów są na samym dnie. Dlaczego?

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Wojna i inflacja zdołowały nastroje konsumentów w Polsce. To naturalne. Przyznam jednak, że skala spadków mnie lekko zaskakuje. Nastroje są rekordowo złe – gorsze niż w czasie początków pandemii COVID-19, gorsze niż w dołku kryzysu finansowego w 2008 r., gorsze niż w szczycie bezrobocia w 2013 r. Jest to wskazówka, jak źle ludzie traktują inflację. Podejrzewam, że niestety bardzo duża część ludzi wolałaby, żeby inflację zbijać nawet kosztem wyższego bezrobocia – w końcu inflacja dotyka wszystkich, a bezrobocie tylko niektórych.

Dane o nastrojach mamy dzięki comiesięcznym badaniom Głównego Urzędu Statystycznego. Prowadzi ankiety, na podstawie których tworzy wiele wskaźników. Jednym z najważniejszych jest bieżący wskaźnik ufności konsumentów, pokazujący, jak ludzie w Polsce oceniają swoją sytuację finansową i otoczenie gospodarcze. W maju wskaźnik osiągnął poziom -38,8 pkt, czyli niemal tak niski, jak w marcu – tuż po wybuchu wojny w Ukrainie. Dla porównania: po wybuchu pandemii COVID-19 wskaźnik znalazł się na poziomie -36,4 pkt, w dnie kryzysu finansowego w 2009 r. na poziomie -30,3 pkt., a w czasie szczytu bezrobocia w 2013 r. na poziomie -32,1 pkt. Nie warto przywiązywać wagi do wartości wskaźnika, ale raczej do zmian relatywnych w czasie, czy jest niżej, czy wyżej niż w przeszłości.

Co ciekawe, nastroje firm już odrobiły dużą część strat wywołanych wybuchem wojny. Wskaźniki nastrojów w przetwórstwie, handlu czy transporcie są podobne do notowanych w lutym. Wskaźniki nastrojów konsumentów - nie. Dlaczego? Są zapewne dwa powody. Przedsiębiorcy szybciej odczuli, że sytuacja wraca do normalności po pierwszym wstrząsie związanym z wojną – ceny surowców się stabilizują, klienci wracają z zamówieniami. Ponadto wysoka inflacja ewidentnie sprzyja zyskom firm i nie sprzyja realnym wynagrodzeniom ludności, prowadząc do dystrybucji dochodu od pracowników do właścicieli firm.

Wróćmy jednak do fundamentalnego pytania: dlaczego konsumenci są w tak złych nastrojach, gorszych niż w czasach recesji i bezrobocia? Znaczenie ma pewnie psychologiczny efekt wojny i zwyczajny, niezwiązany z sytuacją finansową strach. Głównym powodem jest jednak zapewne bardzo wysoka inflacja, która sprawia, że dochody większości ludzi realnie maleją. Warto pamiętać, że każdego roku tylko mniejszość pracowników dostaje podwyżkę płac – nawet jeżeli średnie podwyżki są wysokie, to otrzymuje je tylko część osób. Ci, którzy ich nie dostają, znacząco tracą w ujęciu realnym. Za rok ci, którzy dziś dostali podwyżkę, też będą na minusie w ujęciu realnym. To byłoby nieodczuwalne przy 2-3-procentowej inflacji, ale jest odczuwalne przy 10-15-procentowej. Mamy więc coś, co można by nazwać rotacją frustracji: ci, którzy dostają podwyżki, są zadowoleni, ale cała reszta jest wkurzona. Nawet jeżeli w trzy-czteroletnim cyklu realne dochody wszystkich pracowników rosną, to w każdym poszczególnym roku dochody większości ludzi maleją.

Dla ekonomistów i polityków fatalne nastroje są sygnałem, jak dużym kosztem społecznym jest inflacja, nawet w kraju, gdzie standard życia w długim okresie rośnie.

Jednocześnie jako ekonomista, zwykły obserwator i obywatel czuję lekkie rozczarowanie taką reakcją ogółu ludności. Dla mnie inflacja jest kosztem, który warto było i jest ponosić za to, że w latach 2020-21 nie doszło do eksplozji systemu gospodarczego i głębokiej depresji. Można było zapewne uratować świat przed taką depresją niższym kosztem, z niższą inflacją, ale to dobrze wiemy dziś – ex post. Rok czy dwa lata temu nie było to wcale takie jasne. Obawiam się, że dzisiejsza frustracja może doprowadzić do eksplozji, których chcieliśmy uniknąć.