Po posiedzeniu Rady Gabinetowej przez chwilę wydawało się, że prezydent Lech Kaczyński potrafi słuchać argumentów merytorycznych. Niestety, w kwestii wspólnej waluty euro szybko wrócił do stronniczej retoryki politycznej, w dodatku szkodliwej.
Straszenie ludzi wzrostem cen i podkreślanie, że miałby on w największym stopniu dotyczyć ludzi ubogich, jest wprowadzaniem społeczeństwa w błąd. Nie ma żadnych rzetelnych opracowań, które mogłyby potwierdzić, iż euro doprowadziło do znacznego wzrostu cen. Wspólna waluta doprowadziła przeciętnie do wzrostu inflacji o 0,14-0,29 proc. Dla Polski najczarniejszy, nierealistyczny scenariusz prognozuje nie więcej niż 2,5 proc. Wariant prawdopodobny pokazuje, że ceny wzrosną o nie więcej niż 1 proc. Co ważne — efekty cenowe będą dotykać w takim samym stopniu różne grupy społeczne, a nie głównie najbiedniejszych.
W nawiązaniu do kolejnego argumentu prezydenta Kaczyńskiego wypada przypomnieć, że zdaniem zdecydowanej większości obywateli krajów strefy euro wspólna waluta w żadnym stopniu nie wpłynęła na utratę ich tożsamości narodowej. Nie straszmy więc społeczeństwa, lecz dostarczajmy mu rzetelnych informacji. Skupmy się wyłącznie na argumentach merytorycznych. One pokazują, że wzrost cen będzie niewielki i tymczasowy, za to korzyści pozwolą naszemu krajowi osiągnąć i utrzymać wyższy poziom rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego. Polacy pozostaną Polakami, tylko w większym stopniu będą mogli czerpać korzyści z członkostwa w Unii Europejskiej.
Marek Goliszewski